Dwa lata temu troje młodych przyjaciół - Michał, Kinga i Wioletta po północy wsiedli do samochodu 20-letniego wówczas Jędrzeja O. Młody mężczyzna zaoferował im pomoc w podwiezieniu ich kolegi. Pasażerowie nie wiedzieli, że będzie to ich ostania wspólna podróż. Auto na łuku drogi wypadło z niej i uderzyło w drzewo, po chwili stanęło w płomieniach. Michał i Wioletta zginęli, Kinga i kierowca cudem przeżyli wypadek.

- Biegły nie był w stanie wskazać prędkości, z jaką poruszał się pojazd przed wypadkiem. Z tego, co pamiętam, wskazał, że prędkość zderzeniowa wyniosła 61 km/h – mówi Piotr Wachelski z Prokuratury Rejonowej w Szamotułach.

Powstała też druga, niezależna opinia złożona przez pełnomocników ofiar.

- Wynika z niej, że prędkość była w okolicach 81 km/h – dodaje prok. Wachelski.

Auto, którym podróżowali młodzi ludzie, zostało doszczętnie rozbite.

- Żeby samochód aż tak się rozbił, prędkość musiała być duża – wskazuje Anna Minge, matka Wioletty.

- Jeden z ratowników, którzy wieźli Kingę do szpitala, zapytał, czy wie, z jaką prędkością mogli jechać, ona powiedziała, że 170 km/h – przywołuje Donata Wasielewska, matka Michała. I dodaje: - Kinga powiedziała, że w jedną stronę Jędrzej O. jechał normalnie, a wracając, jechał jakby coś dostał w głowę, to była taka prędkość, że… Wie, że ostatnie słowa, jakie wypowiedział Michał to było: „K…, zwolnij”.

Pierwsi na miejscu wypadku pojawili się bracia M., którzy chwilę wcześniej minęli auto prowadzone przez Jędrzeja O.

- Przejechali kawałek i usłyszeli huk. Na miejscu zobaczyli, że uwięziony jest kierowca i trzeba go ratować, nie wiedząc o tym, że z tyłu jest jeszcze jedna osoba. Nie wiedząc o tym, że jedna osoba leży z przodu, nie wiedząc, że kawałek dalej leży następna osoba, nasz syn – wskazuje Wasielewska. I dodaje we łzach: - Syn był młodym, odważnym człowiekiem, bardzo pracowitym.

11 razy karany

22-letni Jędrzej O. nie przyznaje się do winy. Przed wypadkiem był 11 razy karany za łamanie przepisów ruchu drogowego, w tym za zbyt szybką jazdę.

- Na pierwszym przesłuchaniu miałem wrażenie, że ma wyuczoną regułkę. Podczas drugiego przesłuchania nie przyznał się do zarzucanego mu przestępstwa oraz odmówił składania wyjaśnień – mówi prok. Wachelski.

- Jeżeli chodzi o zastosowaną linię obrony, to obrońcy wskazywali na kontakt z pojazdem, który ich mijał. Natomiast w toku postępowania przygotowawczego, wykluczono jakikolwiek kontakt tych pojazdów. Tym drugim pojazdem kierowali bracia, którzy można powiedzieć, że uratowali mu życie, bo inaczej by spłonął w pojeździe – zwraca uwagę prokurator.

Na podstawie zgromadzonego przez śledczych materiału dowodowego Jędrzej O. był trzeźwy.

- Świadkowie odczuwali od niego woń alkoholu, natomiast badanie wykazało jego brak – mówi prok. Wachelski. I precyzuje: - Na miejscu nie zbadano go alkomatem, krew pobrano po około czterech godzinach po przewiezieniu do szpitala.

Tak naprawdę nie wiadomo, co wydarzyło się w szpitalu, do którego zawieziono Jędrzeja O. Policjanci nie zostali wpuszczeni do sali, w której udzielano mu pomocy. Nie wiadomo, dlaczego tak późno pobrano jego krew do badania i jakie podawano mu kroplówki.

- Policjantka podczas pobierania krwi stała za drzwiami, bo pacjent był nago. Drzwi były otwarte, ale stała za drzwiami – wskazuje pani Donata.

„Cały czas jeździ”

Jędrzej O. jest dobrze znany organom ścigania. Mężczyzna miał nagminne poruszać się pojazdami mechanicznymi po drogach publicznych, mimo że miał zatrzymane prawo jazdy.

- Został zatrzymany przez policję, jak kierował kombajnem. A nie miał prawa się poruszać pojazdami ani na drodze, ani poza nią – mówi prok. Wachelski.

- Po wypadku założył firmę, oferuje swoje usługi rolnicze. Cały czas jeździ, cały czas wsiada za kierownicę – wskazuje Dominika Suska-Musiał, ciotka zmarłej Wioletty. I dodaje: - 13 maja miała odbyć się rozprawa. Zgłoszone było, że tak się źle czuje, że następnego dnia rano przyjmowany jest do szpitala. A 13 maja wieczorem jeździł samochodem po Sierakowie. Swoim złotym golfem. Byłam z mężem na zakupach i widziałam, jak nim jechał. Monitoring miejski jest niestety tak niewyraźny, że widać tylko samochód.

Okazało się, że w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców przed dwa lata nie było informacji o tym, że Jędrzej O. ma odebrane prawo jazdy.

- Na razie nie chcę wypowiadać się co do ewentualnej winy. Czekam na oficjalne stanowisko starostwa, które powinno umieścić taką informację w systemie – mówi prok. Wachelski.

Bez aresztu

Brak wpisu w ewidencji wyszedł na jaw we wrześniu. Jędrzej O. miał w okolicach Bielaw Pogorzelskich znacznie przekroczyć prędkość. Po pościgu prowadzonym przez grupę policyjną Speed został zatrzymany na polnej drodze. Wówczas prokurator wnioskował o areszt. Jednak sąd uznał, że młody mężczyzna może dalej przebywać na wolności.

- Mimo że spowodował wypadek ze skutkiem śmiertelnym, że zabił dwie osoby, jechał ponad 110 km/h w terenie zabudowanym, to i tak za kolejne przestępstwo nie odpowiada – oburza się Dominika Suska-Musiał.

- Sędzia stwierdził, że on nie stanowi zagrożenia dla innych i może przebywać na wolności… Nie wiem, na co jeszcze czeka sędzia, co miałby zrobić, żeby mogli go w końcu zamknąć. Zabicie dwóch osób to jest za mało? – dodaje Anna Minge.

- Ten człowiek rzeczywiście nic sobie nie robi z przepisów prawa. W tego typu przypadkach prawo powinno być bezwzględne. I zarówno sądy, jak i prokuratury powinny mieć skuteczne narzędzia, żeby taką osobę skutecznie powtrzymać przed jazdą samochodem. Takim narzędziem być może byłyby przepisy, które umożliwiałby tymczasowe aresztowanie takiej osoby – uważa Andrzej Borowiak, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.

Na Jędrzeja O. nałożono dozór policyjny, oznacza to, że dwa razy w tygodniu musi złożyć swój podpis na komisariacie policji we Wronkach.

Dodaj komentarz