bb6782069fa91515dc047d8079fde58c,0,1.jpg

Powiśle to ostatnio jedna z najprężniej rozwijających się dzielnic stolicy. Ale to, co jest zaletą w dzień wieczorami i nocami staje się koszmarem. Intensywnemu życiu nocnemu towarzyszy hałas ulicznych imprez i tłukącego się szkła oraz akty wandalizmu. Chuligani nie oszczędzają ani budynków mieszkalnych ani zabytkowego mostu Poniatowskiego.

- To jest tak naprawdę opowieść o braku odpowiedzialności. Wszystko się zaczęło od otwarcia klubokawiarni Warszawa Powiśle. Ja do samego klubu nic nie mam. Jest w dobrym miejscu, fajnie działa. Przez pierwszy rok klub był sam i to po prostu był hałas. Ale mniej więcej półtora roku temu otworzył się tu także całodobowy sklep alkoholowy i w tym momencie to już się wymknęło totalnie spod kontroli - opowiada Eryk, mieszkaniec Powiśla.

Klubokawiarna Warszawa Powiśle to jedno z popularniejszych miejsc na imprezowej mapie Warszawy. Otworzyła się 3 lata temu w opuszczonych kasach kolejki podmiejskiej. Miejsce ożyło, ale sukces zrodził też problemy, bo klub od początku przyciąga tłumy większe niż jest w stanie pomieścić i ludzie imprezują często na okolicznych ulicach.

- To co się dzieje dookoła klubu to już jest kwestia kultury osobistej osób, które tu przychodzą. I jeżeli robią sobie toaletę z chodnika to nie mamy na to wpływu. Mamy ochronę, która chodzi cały czas, kontroluje, zgania ludzi ze skarpy, stara się tłumaczyć żeby nie pili własnego alkoholu. To co możemy zrobić, to robimy. Nie organizujemy już koncertów na zewnątrz, chociaż cieszyły się one ogromną popularnością. Codziennie rano zbieramy wszystkie śmieci, żeby było czysto - opowiadają właściciele klubokawiarni „Warszawa Powiśle”: Norbert Redkie i Bartłomiej Kraciuk.

O muzykę na zewnątrz dbają za to często ludzie puszczający ją głośno z odbiorników samochodowych. Ostatnio też część młodzieży upodobała sobie pustostan położony tuż obok klubu. Za teren odpowiadają władze dzielnicy i choć przebywanie na nim jest niebezpieczne od dawna nikt nie dba o jego zabezpieczenie.

Kolejnym miejscem gromadzącym tłumy w weekendowe noce jest całodobowy sklep z alkoholem. W jego okolicy bywa równie głośno jak w zatłoczonych klubach. Nie jest jedynym sklepem nocnym w okolicy, ale znajduje się dokładnie na szlaku pomiędzy popularnymi klubami.

Właściciele sklepu twierdzą, że nikt wcześniej nie zgłaszał się do nich ze skargami. Mimo to zatrudnili ostatnio pracownika ochrony i dbają o sprzątanie wokół sklepu. To jednak poprawia sytuację tylko w niewielkim stopniu i jedynie przed samym sklepem.

-  Czasami ludzie są tak rozochoceni w zabawie, że się po prostu nie da zasnąć. Mniej więcej raz w tygodniu jestem zmuszona by dzwonić  i kogoś ze służb informować, że się coś takiego dzieje, dlatego, że ludzie po alkoholu zachowują się bardzo głośno - mówi Agata Strebeyko-Sawicka, mieszkanka Powiśla.

- W tym roku strażnicy miejscy nałożyli już tam ponad 250 mandatów karnych. W większości za spożywanie alkoholu. Zdajemy sobie sprawę, że ten rejon jest uciążliwy ze względu na jego charakter dla mieszkańców, stąd cyklicznie pojawiają się tam patrole - twierdzi Monika Niżniak, rzeczniczka Straży Miejskiej w Warszawie.

Poczucie dobrze wypełnionych obowiązków przez Straż Miejską nie przekonuje mieszkańców Powiśla. Uważają dotychczasowe interwencje za mało skuteczne, a możliwość poprawy sytuacji widzą jedynie we wzmożonym nadzorze nad okolicą.


WYNIKI SONDY SMS'owej:

Czy powinno się znieść ciszę nocną w centrach polskich miast?

TAK: 24%

NIE: 76%

Dodaj komentarz