Andrzej Chudzik był zawodowym kierowcą. Szóstego września ubiegłego roku od rana woził pasażerów na najdłuższej w Częstochowie linii autobusowej numer 26. Przed g. 9, na końcowej pętli, został zaatakowany przez pasażera.  

- Sprawca wszedł do kabiny. Z tego, co dostrzegłem na monitoringu zamontowanym w autobusie, widać było szamotaninę, po czym kierowca został wyciągnięty z kabiny. W tym momencie kierowca upada. Dalej kierowca został wyciągnięty poza autobus i tam skonał – opowiada Roman Bolczyk, prezes MPK w Częstochowie.

- Bezpośrednią przyczyną zgonu kierowcy autobusu MPK był rozległy zawał serca. Biegły stwierdził również, że to zdarzenie z udziałem Mariusza C. i jego zachowanie polegające na zadawaniu uderzeń ręką oraz szarpaniu, mogło w sposób pośredni przyczynić się do śmierci kierowcy autobusu - wyjaśnia Tomasz Ozimek, Prokuratura Okręgowa w Częstochowie.

Napastnikiem był były komandos Mariusz C. Został już oskarżony przez prokuraturę o naruszenie nietykalności kierowcy. Dodatkowo, ponieważ groził kobiecie, która widziała całe zdarzenie, postawiono mu zarzut zastraszania świadka.  Pracodawca kierowcy, a także Państwowa Inspekcja Pracy, uznali zdarzenie za wypadek w miejscu pracy. Dzięki temu wdowa mogła ubiegać się o odszkodowanie.

- Ja dopiero po pół roku zdecydowałam się, że jednak złożę do ZUS-u dokumenty o odszkodowanie jednorazowe. A mnie po miesiącu ZUS przyznał odmowną odpowiedź, w której stwierdzano, że to była śmierć naturalna i odszkodowanie mi się nie należy – mówi Maria Chudzik, żona zmarłego kierowcy MPK.

- Zdarzyło się to w autobusie, zdarzyło się podczas pracy, w związku z wykonywaniem obowiązków. Nasz kierowca, będąc na służbie, pada w środku autobusu po uderzeniu człowieka, który został oskarżony o naruszenie nietykalności, po czy ten kierowca zostaje wyniesiony z autobusu i tam umiera. To gdzie to było jak nie w pracy i podczas pracy? – pyta Roman Bolczyk.

Lekarz orzecznik ZUS, wbrew opinii lekarza sądowego, uznał jednak, że nie było związku pomiędzy napaścią a zawałem serca.

ZUS swoją argumentacją zaskoczył nie tylko wdowę. Porażony był również prezes przedsiębiorstwa przewozowego.  Okazało się, że ubezpieczyciel odmawiając żonie zmarłego wypłaty odszkodowania, zwiększył jednocześnie pracodawcy składki ubezpieczeniowe. Powód? Wypadek przy pracy, jakim była śmierć kierowcy.

- ZUS przyjął to, że jest to wypadek przy pracy, po czym stwierdza, że nie jest i nie wypłaca odszkodowania wdowie. W związku z tym wypadkiem przy pracy ZUS żąda podwyższenia składek z tytułu wypadku przy pracy, sam nie uznając tego za wypadek przy pracy. Absurd – komentuje sytuację Roman Bolczyk, prezes MPK w Częstochowie.

Maria Chudzik odwołała się od decyzji ZUS-u do sądu pracy. To on ostatecznie rozstrzygnie czy interpretacja zakładu ubezpieczeń, pozwalająca na pobieranie składek i niewypłacanie odszkodowań, jest nie tylko zgodna z prawem ale również ze zdrowym rozsądkiem.

Dodaj komentarz