Pani Sylwestra zdecydowała się na zabieg liposukcji boków, tułowia i podbródka.
- Po zabiegu zaczęły się omdlenia. Byłam bardzo słaba, miałam drgawki, nie byłam w stanie dojść do toalety – opowiada kobieta. I dodaje: - Trafiłam do szpitala, gdzie spędziłam pięć tygodni na oczyszczaniu ran. Po cięciu miałam dziury wielkości pięści w swoich bokach.
Problemy po zabiegu miała też pani Katarzyna.
- Mój brzuch był cały siny i bardzo mnie to bolało. Pojawiły się czarne, wielkie bąble – opisuje kobieta. I dodaje: - Ból był na tyle nie do zniesienia, że zawieźli mnie do szpitala. Miałam podejrzenie sepsy. Okazało się, że to jest bardzo poważna martwica. Łącznie miałam sześć operacji pod narkozą na przestrzeni dwóch i pół miesiąca. Jestem pocięta jak Frankenstein.
Jak wyglądała kwalifikacja do zabiegu?
Historie pani Sylwestry i pani Katarzyny łączy ten sam lekarz. 60-letni Maciej S. przyjmuje swoje pacjentki w małym gabinecie w Warszawie, nazywanym przez siebie kliniką.
- W moim przypadku kwalifikacja do zabiegu odbyła się w formie wymiany SMS-ów. Nie miałam wykonanych żadnych badań. Nie pytał mnie w ogóle o mój stan zdrowia. Wywiadu lekarskiego nie było – zaznacza pani Katarzyna
- Ja miałam tylko morfologię sprzed trzech miesięcy, nie miałam tam krzepnięcia krwi, ale powiedział, że wszystkie wyniki są OK, a widział je w dniu zabiegu – opowiada pani Sylwestra.
Dziennikarka Uwagi! spotkała się z medykiem. Lekarz pytany o brak zlecania badań przed zabiegiem oświadczył, że nie zgadza się z takim zarzutem.
- Prawdopodobnie, to, co się dzieje, to jest hejt konkurencji, bo nie jestem z Warszawy i robię to dwu-, trzykrotnie taniej niż moja warszawska konkurencja – stwierdził.
Postanowiliśmy sprawdzić, czy lekarz rzeczywiście zleca swoim pacjentkom wykonanie aktualnych badań przed planowaną operacją. Nasza dziennikarka, podając się za pacjentkę, wyraziła chęć zrobienia liposukcji. Po 10 minutach okazało się, że lekarz umówił ją na ten zabieg już na następny dzień – SMS-owo i bez zlecenia jakichkolwiek badań lekarskich.
Co to jest liposukcja?
Liposukcja to inwazyjny zabieg chirurgiczny, polegający na odessaniu nadmiaru tkanki tłuszczowej. Jak powinna wyglądać kwalifikacja pacjentek do takiej operacji? Zapytaliśmy o to specjalistkę chirurgii plastycznej.
- Wykonane muszą być badania morfologii, układu krzepnięcia – podkreśla dr n. med. Aldona Stachura. I tłumaczy: - To istotne, bo w przypadku liposukcji można doprowadzić do skrwawienia pacjenta, czyli dużej utraty krwi, ponieważ powstają duże przestrzenie między tkanką, którą zabieramy – skórą – a mięśniem. Może to doprowadzić do istotnego zaburzenia zdrowia.
Maciej S., po ukończeniu studiów medycznych i trzech latach pracy, porzucił zawód lekarza i wyjechał za granicę. Po powrocie do kraju, po kilkunastu latach nieobecności, postanowił zająć się chirurgią plastyczną.
Kto może wykonywać operacje plastyczne?
Jak to możliwe, że lekarz niemający specjalizacji i stosownych kompetencji może w Polsce wykonywać operacje plastyczne?
- Zabiegi medycyny estetycznej czy chirurgii plastycznej, która jest specjalizacją lekarską, tak naprawdę może wykonywać każdy, kto ma prawo wykonywania zawodu w Polsce. Większość specjalizacji nie jest regulowana – przyznaje Jakub Kosikowski z Naczelnej Izby Lekarskiej.
- Mam prawo wykonywania zawodu, niczym nieograniczone i mogę robić wszystkie zabiegi – stwierdza doktor Maciej S. w rozmowie z reporterką Uwagi!
Do skorzystania z usług lekarza dała namówić się m.in. pani Ewa, która poddała się zabiegowi blefaroplastyki, inaczej zwanej chirurgicznym liftingiem powiek. Polega ona na usunięciu z nich nadmiaru skóry wraz z tkanką tłuszczową.
- Po zabiegu czułam bardzo duży ból. Pan doktor podał mi krople, które jak się potem okazało, nie są przeznaczone do zabiegów po blefaroplastyce – opowiada nasza rozmówczyni. I dodaje: - Miałam ogromne problemy z oczami, powieki nie zamykały mi się zarówno w dzień, jak i w nocy. Spałam w specjalnych opaskach. Robiłam cuda, w nocy wstawałam z ogromnym bólem, piekły mnie oczy, leciały mi łzy. Pojawiło się nagle owrzodzenie. Stosowałam antybiotyki i sterydy i było to 2,5 roku temu, a ja wciąż mam niezamykalność oka, jest kilka milimetrów szpary.
- Nie ma żadnych niedomykających się powiek – stwierdził pytany o to lekarz. I dodał: - Nikomu nigdy krzywdy nie zrobiłem.
- Myślałam, że to jest super specjalista, bo tak się reklamował, a to, co mi zrobił, spowodowało, że moje życie całkowicie przewróciło się do góry nogami – mówi pani Ewa.
Zabiegi upiększające przeprowadzone przez lekarza Macieja S. kobiety przypłaciły dramatycznymi konsekwencjami. Pani Sylwestra, z zawodu makijażystka, musiała zrezygnować z pracy na ponad pół roku. Ból i komplikacje po operacji odczuwa do dziś.
- Początki rehabilitacji były tak bolesne, że darłam się z bólu – wspomina nasza rozmówczyni.
Czy możliwe są zmiany systemowe, dzięki którym można uniknąć takich historii?
- Za każdym razem kiedy podnosimy temat, że trzeba to uregulować, podnosi się jęk, że szykujemy zamach na branżę beauty – mówi Jakub Kosikowski z Naczelnej Izby Lekarskiej. I dodaje: - Wydaje mi się, że nie ma w tej chwili woli prawnej na to, żeby jakkolwiek uregulować czy chirurgię plastyczną, czy medycynę estetyczną, czy w ogóle zabiegi branży beauty, bo zbyt dużo grup interesów na tym zarabia.
- Marzę o tym, by go zatrzymać, by nikomu więcej nie stała się krzywda. Jak myślę, że ktoś jeszcze mógłby przejść przez to samo co ja, to nie mogę na to pozwolić – mówi pani Katarzyna.
Z kolei pani Sylwestra złożyła zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. W jej sprawie 2 lata temu Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko lekarzowi Maciejowi S. Kobieta liczy, że niebawem usłyszy sprawiedliwy wyrok.
Autor: wg
Reporter: Ewa Wąsek