Na szerokiej, dwupasmowej ulicy w Warszawie nagle pojawiło się ogrodzenie i dom. Właściciele nieruchomości od 21 lat nie chcą sprzedać miastu pięciu arów gruntu, by droga nie kończyła się nagle.
Właściciele nieruchomości, którzy skutecznie od kilkunastu lat blokują rozbudowę ulicy, nie chcieli przed kamerą odpowiedzieć na pytanie dlaczego od tylu lat blokują inwestycje. Nie chcieli powiedzieć dlaczego nie interesuje ich interes publiczny ani dlaczego nie przyjęli finansowych propozycji władz miasta. Podobnie było sześć lat temu, gdy reporterzy Uwagi spotkali się z nimi po raz pierwszy. Ta sytuacja trawa już dwadzieścia lat. Szeroka, dwupasmowa droga nagle zwęża się, wchodzi w tory tramwajowe. To ogromne utrudnienie. W godzinach natężonego ruchu zawsze tworzą się tutaj korki. Przez lata kierowcy przyzwyczaili się od tej sytuacji, ale nadal nie mogą pojąć dlaczego taka sytuacja ma miejsce, absurd i paranoja trwają w najlepsze. Spór o 460 metrów gruntu trwa od 1987 roku. W kraju zmienił się ustrój. Wraz z kapitalizmem pojawiły się reklamy. Niemal od razu reklamowe bilbordy stanęły na spornej posesji przynosząc właścicielom nieruchomości stały niemały dochód. Agencje reklamowe, które podpisały umowy z właścicielami nieruchomości nie chcą ujawnić stawek. Według naszych szacunków, miesięcznie właściciele gruntu z reklamowych bilbordów mogą mieć od dwóch do sześciu tysięcy złotych zysku. Kilka lat temu profesor Gorzelak, ekonomista wykładający na Uniwersytecie Warszawskim, wraz ze swoimi studentami obliczył, że czas stracony przez społeczeństwo na zatarasowanej ulicy wart jest miliony złotych. Słynny dom nazywany zawalidrogą od lat jest gorącym tematem dla stołecznych dziennikarzy. Ich wieloletnie doświadczenie w poszukiwaniu winnych zamieszania, upoważnia ich do stwierdzenia, kto jest odpowiedzialny za całą sytuację. Jarosław Osowski z Gazety Stołecznej obarcza winą kolejnych urzędników – władze Bemowa i Warszawy. Podpisane przez nich decyzje były podważane w sądzie. W ostatnich dniach września władze Warszawy entuzjastycznie oznajmiły: „koniec z domem zawalidrogą”. Urzędnicy wydali decyzję lokalizacyjną poprzedzającą poszerzenie blokowanej arterii. Sposób dostarczenia decyzji właścicielom nieruchomości był niecodzienny. Krzysztof Zygrzak, rzecznik prasowy Urzędu Dzielnicy Bemowo, powiedział, że decyzje dostarczane były trzem adresatom jednocześnie. Do niektórych jechano nawet 300 kilometrów, by w innym mieście wręczyć dokument. Spór o zawalidrogę umożliwiła zakończyć „specustawa” o budowie dróg. Protest właścicieli nieruchomości został odrzucony. Wniosek o wydanie pozwolenia na budowę brakującej jezdni już został złożony.