- Daliśmy się nabrać. Podpisaliśmy umowę i czekamy do tej pory – mówi oszukana przez Biuro Informacji Mieszkaniowej Dorota. Firma oferowała nieistniejące mieszkania, lub takie, których właściciele nie zgłaszali ich do agencji.
- Nie dostaliśmy żadnej propozycji lokalu, który byłby zgodny z kryteriami, podanymi w umowie. Pierwsza oferta była fikcyjna. Nie istniał ani taki właściciel, ani mieszkanie. Druga oferta była taka, że pani powiedziała, że nie ma nic wspólnego z ta agencją – mówi Piotr, kolejny oszukany.---obrazek _i/agencja.jpg|prawo|Oszukani studenci--- Dorota i Piotr chcieli wynająć w Warszawie dwupokojowe mieszkanie. Zgłosili się do Biura Informacji Mieszkaniowej, którego ogłoszenia znaleźli w gazecie. Biuro jednak nie wywiązało się z umowy, którą podpisali. Nie byli jedynymi osobami, które nabrała firma. – Coś tu jest nie tak. Ja zapłaciłam 250 zł. Nie mogę się dodzwonić, nikt nie odbiera. Widzę, że pieniądze będą zmarnowane. Jestem zdenerwowana, bo poszukiwałam dla córki mieszkania przez agencję. Myślałam, że są uczciwi – tłumaczy kolejna wprowadzona w błąd kobieta. Okazało się, że firma prowadzona przez młode dziewczyny, oszukuje swoich klientów. – Z umowy wygląda na to, że osoba zajmująca się tymi czynnościami, nie posiada licencji zawodowej. W związku z tym, działa nielegalnie. Mówimy tu o oszustwie – wyjaśnia Marek Stelmaszak, prezydent Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości. Nasi reporterzy postanowili odwiedzić biuro. Po zapłaceniu 250 zł, zostali potraktowani tak samo, jak inni klienci. Pomimo tego, właścicielka biura nie czuje się winna zaistniałej sytuacji. - Takie są zasady współpracy z nami. Ja sobie nie mam nic do zarzucenia – tłumaczy Ewa K.. Po tym, jak reporterzy zainteresowali się sprawą, biuro przestało działać. Właścicielka ukrywała się w mieszkaniu matki na jednym z warszawskich osiedli. Jak mówią sąsiedzi, nikomu nie otwierała drzwi. Policja zatrzymała jednak nieuczciwe pośredniczki. Trzy kobiety trafiły do aresztu, jedna ma dozór policyjny. Wszystkim grozi do 8 lat więzienia.