Kto zabił Jacka Sikorę? Oskarżona: Nie mam nic wspólnego ze śmiercią męża

TVN UWAGA! 5364224
TVN UWAGA! 352753
Jacek Sikora zaginął w maju 2017 roku, a jego zwłoki odnaleziono dwa miesiące później. Sekcja zwłok jednoznacznie wykazała, że doszło do zabójstwa. Po trzech latach o jego dokonanie oskarżona została żona ofiary, która w areszcie śledczym spędziła ponad dwa lata. Po raz pierwszy zgodziła się porozmawiać o zbrodni, z którą jak twierdzi nie ma nic wspólnego.

W lipcu 2017 roku w lesie w okolicach Włocławka leśniczy odnalazł zawinięte w foliowy worek ciało mężczyzny. Wkrótce okazało się, że to poszukiwany od dwóch miesięcy Jacek Sikora. Po trzech latach od odnalezienia zwłok, do aresztu śledczego trafiła jego żona Ilona Sikora, oskarżona o morderstwo swojego męża. W areszcie spędziła dwa lata, dziś odpowiada z wolnej stopy.

Majątek

Państwo Sikorowie byli bardzo zamożnymi ludźmi. Poza pieniędzmi posiadali liczne nieruchomości, drogie samochody, łódź motorową. Małżeństwo prowadziło małą, ale przynoszącą znaczne dochody firmę. Zdaniem śledczych motywem, jakim kierowała się żona zabijając męża był spadek. Mężczyzna kilka lat temu wydziedziczył swojego syna, więc to Ilona Sikora jest jedynym spadkobiercą całego majątku. Kobieta z kolei w swoim testamencie wszystko zapisała wydziedziczonemu synowi i wnukom.

- Ona nie zyskałaby nic, zabijając Jacka Sikorę. Ten majątek, który by odziedziczyła i tak już był w jej posiadaniu i mogła z niego korzystać. Poza tym, to majątek tak dużych rozmiarów, że nawet gdyby doszło do rozwodu, do którego nie było żadnych przesłanek, to i tak zatrzymując połowę majątku starczyłoby jej do końca życia. Ten motyw nie trzyma się kupy – zauważa Paweł Matyja, adwokat, pełnomocnik Ilony Sikory.

- Nie mam żadnego logicznego wytłumaczenia, dlaczego moja osoba została w ten sposób potraktowana. Może byłam najłatwiejszym tematem? – zastanawia się Ilona Sikora. I dodaje: - Nigdy nie byłam i nie jestem osobą przesączoną materializmem.

Mocny cios

Do morderstwa Jacka Sikory miało dojść w jego domu, pomiędzy 12 a 14 maja 2017 roku. Ilona Sikora miała dwukrotnie ugodzić męża nożem oraz uderzyć go na tyle mocno, że złamała mu żebra, które przebiły płuca w wyniku czego zmarł. Zdaniem śledczych pani Sikora miała sama lub z do dziś nieustalonym sprawcą lub sprawcami wywieźć ciało męża 500 kilometrów od miejsca zamieszkania i porzucić je w lesie.

- Nie mam nic wspólnego ze śmiercią mojego męża. To moja radykalna, zdecydowana odpowiedź. Kochałam męża bezwarunkowo, bezgranicznie – podkreśla Ilona Sikora.

W zabezpieczonych komputerach i telefonach nie znaleziono śladów, które wskazywałyby, że Ilona Sikora szukała informacji jak zacierać dowody morderstwa.

- Akta sprawy nie dają odpowiedzi na pytanie: kto zabił Jacka Sikorę. Prokurator nie znalazł choćby jednego dowodu, który łączyłby bezpośrednio kogokolwiek z tym zabójstwem. Od samego początku w orbicie zainteresowań prokuratora była tylko Ilona Sikora – zaznacza adwokat Paweł Matyja.

Rok przed morderstwem Jacka Sikory doszło do próby jego zamordowania. Nieznany sprawca wtargnął do jego warsztatu i kilkukrotnie uderzył go młotkiem w głowę. Mężczyzna cudem przeżył, bo Ilona Sikora wystraszyła napastnika, który zbiegł z miejsca zdarzenia. Prokuratura co prawda oskarżyła konkretną osobę, ale sąd uniewinnił mężczyznę, bo ślady zabezpieczone na miejscu przestępstwa nie były jednoznaczne. Prokuratura nie łączy sprawy tamtego napadu z późniejszym zabójstwem biznesmena.

Nowy, stary świadek

Bieg sprawy mogą zmienić zeznania świadka, którego zaprzysiężenia domagał się brat zamordowanego Jacka Sikory. Prokurator dysponował zeznaniami tego świadka już na etapie postępowania przygotowawczego.

Kobieta pod przysięgą zeznała, że 18 maja, czyli przynajmniej cztery dni po morderstwie, jakiego miała dokonać Ilona Sikora widziała Jacka Sikorę. Inny świadek też potwierdził, że widział żywego Jacka Sikorę w czerwcu.

- Zauważyłam, że w zatoczce autobusowej próbuje wstać z pozycji półleżącej człowiek. Miał zakrwawioną twarz, sprawiał wrażenie osoby bez logicznego kontaktu. Jestem pewna, że był to mężczyzna, którego widziałam w internetowym poście. Moją uwagę zwrócił fakt, że mężczyzna był bardzo dobrze ubrany, pachniał dobrą wodą toaletową – zeznała przed sądem.

Jeżeli świadek się nie pomylił, podtrzymując swoje zeznania sprzed pięciu lat oznacza, że Jacek Sikora żył jeszcze 18 maja 2017 roku. Prokurator w akcie oskarżenia napisał, że do jego śmierci doszło między 12 a 14 maja.

„Jestem pewny, że to ona”

Na rozmowę z nami zgodził się brat zamordowanego Jacka Sikory. Ale zastrzegł, że nie zgadza się by publikować jego wypowiedzi. Twierdzi, że nie ma żadnych wątpliwości, że to jego szwagierka zabiła Jacka Sikorę. Prokuratura dysponuje jeszcze dwoma ważnymi dowodami. Pierwszy to fakt, że telefon Jacka Sikory w czasie, gdy miał być zamordowany logował się tylko w domu, a drugi to fakt, że Ilona Sikora prosiła swojego sąsiada, by nie mówił policji, że remontował jej dom i skuwał płytki, które już wcześniej zostały przebadane przez policję.

- Ta rozmowa miała zaoszczędzić temu panu nieprzyjemnych w skutkach rozmów z policją i prokuratorem. Nic więcej. Absolutnie nie namawiałam nikogo do składania fałszywych zeznań – tłumaczy Ilona Sikora.

Jeśli sąd uzna winę oskarżonej kobiety grozi jej nawet dożywocie. Zważywszy na to, że proces jest poszlakowy i wciąż nie ujawniono żadnego bezpośredniego dowodu szanse na taki wyrok nie są duże. Decyzja sądu ma zapaść za kilka miesięcy.

podziel się:

Pozostałe wiadomości