Kara za szczerość?

TVN UWAGA! 4083069
TVN UWAGA! 195071

Dwa lata temu odważyły się mówić głośno, że ówczesna dyrektorka pobierała od pracowników haracz. Teraz urząd marszałkowski zlikwidował szkołę, w której pracowały właśnie dlatego, że ujawniły korupcję - uważają nauczycielki.

- Pięćdziesiąt złotych, osiemdziesiąt, sto. Każda z nas nosiła jej te pieniądze - opowiadały w UWADZE! pracownice szkoły. Jedna z nich ujawniła, że została zatrudniona w szkole w zamian za łapówkę. Stawka: 1500 zł. O wszystkim głośno opowiedziały.

Nie żałują

Czy dziś żałują tamtej odwagi? - Nie. Zrobiłabym to jeszcze raz. Pomimo konsekwencji, które wszyscy ponieśliśmy. Pomimo tego, że zostaliśmy zwolnieni z pracy - mówi Małgorzata Jarczewska, która w policealnej szkole pracowników medycznych i społecznych w Białymstoku przez wiele lat uczyła wychowania fizycznego.

Daria Ostrowska haraczu nie musiała płacić. - Pani dyrektor wykorzystała mnie w inny sposób: sporządzałam pakiety egzaminacyjne, za które pani dyrektor uzyskiwała potem należności pieniężne od Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. A mnie zapewniała, że robimy to bezpłatnie! Potem się okazało, że pakiet to 3,5 tys. zł. A pakiety były dwa - mówi nam Ostrowska, która sprawę zgłosiła do prokuratury. -Mam nadzieję, że za to również była dyrektorka zostanie ukarana - mówi.

Cena odwagi

Obie kobiety były wśród tych, którzy odważyli się ujawnić proceder korupcyjny w policealnej szkole w Białymstoku. Ponad rok temu prokuratura postawiła ówczesnej dyrektorce Barbarze R. zarzuty pobierania od swoich podwładnych swoistego haraczu za przyznawane im finansowe premie i nagrody. Tymczasem pracownicy, którzy odważyli się ujawnić skandal, zostali wyrzuceni z pracy. Wówczas nie znaleźli wsparcia w prowadzącym szkołę urzędzie marszałkowskim. Swoich praw musieli dochodzić w sądzie.

Po powrocie do pracy Daria Ostrowska dostała od marszałka województwa propozycję objęcia funkcji pełniącej obowiązki dyrektora. Małgorzata Jarczewska została jej zastępcą.

- Zaczęłyśmy od rozmów z pracownikami. Od czegoś, czego wcześniej w tej szkole nie było. Były spotkania w przyjaznej atmosferze. Starałyśmy się okazać ludziom trochę empatii, doceniać ich pracę - mówi Jarczewska. A Ostrowska wylicza zaległości, z jakimi musiała się zmierzyć: - Zaległości od strony finansowej były ogromne: niepopłacone ZUSy, nieodprowadzone podatki, źle naliczone wynagrodzenia. I przekonuje, że wyprowadzenie placówki na prostą, bardzo wiele ją kosztowało. - To był ogrom pracy! Bywało, że do domu wracałam około 22, 23. Szczególnie na początku. Rodziny nie widywałam wcale - mówi Daria Ostrowska.

Człowiek drugiej kategorii

Po pół roku jednak okazało się, że to wszystko na marne. Urząd marszałkowski podjął uchwałę o likwidacji szkoły. - W uzasadnieniu tej uchwały powołano się na zarzuty korupcyjne byłej już pani dyrektor, kłopoty kadrowe plus względy ekonomiczne - wylicza Jarczewska.

Nauczycielka od wielu miesięcy jest na zwolnieniu lekarskim i urlopie zdrowotnym. Korzysta z pomocy psychologa i chodzi na terapię grupową. - O tym, że szkoła faktycznie jest zlikwidowana dowiedzieliśmy się z dnia na dzień! Poczułam się bardzo źle. Jak człowiek drugiej kategorii - tłumaczy. - Jakie były prawdziwe powody likwidacji szkoły, tak naprawdę nie wiemy. Ja poczułam się wykorzystana - mówi otwarcie Ostrowska.

Nikt nie bierze odpowiedzialność

Byłe pracownice szkoły nie mają wątpliwości: likwidacja szkoły to była zemsta za ujawnienie patologii, do których dochodziło w szkole. - Odpowiadam za edukację od grudnia 2014 roku. Te pytania należy skierować do ówczesnych członków zarządu! - asekuruje się Bogdan Dyjuk, członek zarządu województwa podlaskiego.

Jego zachowanie nie jest żadnym zaskoczeniem: zmieniający się na stanowiskach urzędnicy samorządowi albo nie chcą rozmawiać, albo przerzucają się odpowiedzialnością za wcześniejszą sytuację w szkole oraz jej ostateczną likwidację.

- Przez wiele lat w szkole działo się źle, a do urzędu marszałkowskiego wpływały skargi. Nie zareagowano, nie odwołano jej! Broniono jest twardo, do końca. Funkcję straciła w końcu dlatego, że poszliśmy do prokuratury, a ta postawiła zarzuty korupcyjne - zauważa Jarczewska. - Mam wrażenie, że układy liczą się bardziej, niż kwalifikacje i umiejętności. I tego się nie przeskoczy - dodaje Ostrowska.

W korupcyjnej sprawie Barbary R. prokuratura odpytała już ponad trzystu świadków. Na przesłuchanie czeka kolejnych stu. Zarzutów dla byłej dyrektor będzie prawdopodobnie dużo więcej.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem - czekamy na Wasze zgłoszenia. Wystarczy w mediach społecznościowych otagować swój wpis (z publicznymi ustawieniami) #tematdlauwagi. Monitorujemy sieć pod kątem Waszych alertów.

podziel się:

Pozostałe wiadomości