101 tysięcy złotych. Tyle przeznaczył lubelski oddział PCK na sadzonki dla gospodarstw z gminy Wilków, tragicznie doświadczonej podczas zeszłorocznej powodzi. Dar za pośrednictwem Ośrodka Pomocy Społecznej miał trafić do najbardziej poszkodowanych rodzin. Kierowniczka ośrodka nie poinformowała o takiej możliwości prawie nikogo. Gdzie trafiły sadzonki?
Pieniądze na pomoc zebrał lubelski Polski Czerwony Krzyż – pochodziły ze zbiórki publicznej. Pismo informujące o możliwości wsparcia powodzian trafiło do kierowniczki Ośrodka Pomocy Społecznej w gminie Wilków. Sadzonki miały być rozdane dziesięciu najbardziej poszkodowanym rodzinom na terenie gminy. Zwyczajowo tego rodzaju informacje przekazuje się sołtysom i wójtom, by ci mogli powiadomić mieszkańców. W Wilkowie tak się nie stało. - Mieszkańcy naszej wsi nie dostali żadnego drzewka, żadnej sadzonki – mówi Helena Bielecka, sołtys Zastowa Karczmiskiego. – Nikt o tym nie wiedział. Jak się okazało, na liście osób, którą kierowniczka Ośrodka Pomocy Społecznej odesłała do PCK, było zaledwie pięć nazwisk. Wśród nich nazwisko jej syna oraz osób powiązanych z pracownikami GOPS-u i urzędem gminy, znajdującym się w tym samym budynku. Gdy tylko afera wybuchła, kierowniczka GOPS-u Krystyna Szałas wzięła zwolnienie chorobowe. - To była pomoc uznaniowa – mówi Krystyna Szałas. – Na podstawie dokumentacji. Pomoc otrzymali bardzo poszkodowani przez powódź. Mieszkańcy gminy w znakomitej większości stracili wszystkie uprawy. Po tym, co się stało z pomocą wójt gminy Wilków Grzegorz Teresiński złożył zawiadomienie w prokuraturze. Krystyna Szałas nie pracuje już w GOPS-ie w Wilkowie. Lubelski Polski Czerwony Krzyż nie wyklucza, że będzie żądał zwrotu niesprawiedliwie rozdzielonej kwoty.