Co kryje się w pomidorach? Sprawdziliśmy

Co kryje się w pomidorach? Sprawdziliśmy
Co kryje się w pomidorach? Sprawdziliśmy
Czy wiemy, co naprawdę kryje się w pomidorach? Kupiliśmy pomidory z różnych miejsc i oddaliśmy je do laboratorium. Specjaliści sprawdzili, czy zawierają pozostałości pestycydów i czy ich poziom mieści się w obowiązujących normach. Jakie są wyniki badań?
W reportażu:
  • Co jest w pomidorach?
  • Czy w pomidorach są pestycydy?
  • Jakie pomidory kupować?

Polska produkuje około miliona ton pomidorów rocznie, z czego większość, bo około 80 procent, pochodzi z upraw szklarniowych. Reszta to uprawy gruntowe. Mimo tej produkcji dużo też importujemy: w 2025 roku sprowadzono około 237 tys. ton pomidorów. Wynika to z zapotrzebowania zimą i niższych kosztów produkcji w cieplejszych krajach.

W pomidorach, tak jak w innych warzywach i owocach, są pozostałości pestycydów – jest to całkowicie zgodne z prawem.

Test tego, co jest w pomidorach

Specjalnie dla państwa kupiliśmy głównie polskie pomidory w różnych miejscach. I oddaliśmy je do badania, by sprawdzić, czy zawierają pestycydy, a jeśli tak, to czy nie przekraczają ich normy.

- Pestycydy, czyli środki ochrony roślin, to są różnego typu substancje, które mają za zadanie albo zwalczać szkodniki, albo choroby grzybowe. Nieszczęście polega na tym, że im skuteczniejszy pestycyd, tym bardziej szkodliwy również dla człowieka. Każdy pestycyd ma swoją rejestrację i wolno go używać. Ma też normę, której nie wolno przekroczyć - tłumaczy Artur Miszczak z Zakładu Badania Bezpieczeństwa Żywności.

Nasze pomidory będą kolejno przechodzić przez skomplikowane badania laboratoryjne, by sprawdzić, czy do naszych organizmów nie trafiają wraz z nimi niedozwolone substancje.

- Pestycydy nie są obojętne dla zdrowia człowieka. Te niskie ilości, te w tzw. normach, mogą na przykład wpływać na bakterie jelitowe – mówi Artur Miszczak.

Ile Polacy zjadają rocznie pomidorów?

Polacy zjadają rocznie blisko 900 tysięcy ton pomidorów. To około 25 kilogramów na osobę – czyli statystycznie mniej niż jeden pomidor dziennie.

W tę liczbę wchodzą jednak nie tylko świeże warzywa, ale także pomidory w sosach i przetworach. Na tle Europy jesteśmy w środku stawki, bo w krajach takich jak Grecja czy Albania spożycie sięga nawet od 100 do 180 kilogramów na osobę rocznie wraz z pomidorami przetworzonymi. 

Jeżeli kupują państwo pomidory w popularnych dyskontach, jest duża szansa, że trafią państwo na te od pani Agnieszki i pana Ernesta Kazimierczak. Mają oni w sumie dziewiętnaście hektarów upraw, włącznie z najpopularniejszym w Polsce pomidorem malinowym. Jego uprawa sięga w naszym kraju 80 procent wszystkich odmian.

- Prowadzimy ochronę biologiczną. Wprowadzamy pożytecznego owada, który zjada niepożyteczne owady, czyli insekty – tłumaczy Ernest Kazimierczak.

Ochrona biologiczna to jedno, ale przy tak ogromnych uprawach bez pestycydów się nie obejdzie.

- Niektóre sieci sklepów życzą sobie, by było ich 50 proc. poniżej normy – mówi pan Ernest.

- Tutaj nie ma mowy o tym, żebyśmy mogli w ogóle na cokolwiek sobie pozwolić, bo byśmy stracili kontrakty, które są dla nas najistotniejsze przy takich areałach – uzupełnia Agnieszka Kazimierczak.

Po co stosuje się pestycydy?

Po co nam pestycydy? Nasi dalecy przodkowie ich przecież nie używali.

- Zakłóciliśmy cały ekosystem. Dlatego, że mamy coraz mniej bioróżnorodności. Mamy często pola jakiejś monokultury i szkodniki grasują. Nie ma naturalnej regulacji szkodników i załatwiamy sobie tę regulację zewnętrznie, środkami ochrony roślin – tłumaczy Artur Miszczak z Zakładu Badania Bezpieczeństwa Żywności.

Już w XIX wieku traktowano krzaki pomidorów miedzią i siarką, a w Polsce sztuczne środki ochrony roślin wprowadzono w drugiej połowie XX wieku.

- W krajach wysoko rozwiniętych jest akcja, żeby zacząć wymieniać stare, chemiczne środki ochrony roślin na biologiczne. Do końca jeszcze nie wiemy, jak one działają. Na razie nic złego o nich nie wiemy – zaznacza Artur Miszczak.

Pomidory bez chemicznych środków owadobójczych

Państwo Król mają średnią szklarnię - około hektara – i zupełnie innego klienta.

- My, można powiedzieć, trochę się w to bawimy. Produkujemy to dla klientów indywidualnych. Sprzedajemy to, co mamy w naszym sklepiku – pokazuje Edyta Król. I dodaje: - Nasze pomidory się nie nadają do marketów, bo są delikatne i miękkie. 

- To są z reguły odmiany takie, które się nie nadają do długiego transportu czy długiego przechowywania – precyzuje Piotr Król. I dodaje: - Normalny proces w dużych gospodarstwach jest taki, że po zbiorze pomidory trafiają do chłodni, do 12 czy 14 stopni, gdzie jakby spowalnia się ich dojrzewanie. My nie przechowujemy pomidorów w chłodni. 

- Nie stosujemy chemicznych środków owadobójczych. Niestety nie da się ominąć do końca grzybobójczych. Oczywiście musimy zachować odpowiednią karencję, czyli po wykorzystaniu tego środka przez 2 albo 3 dni nie wolno pomidorów zrywać w ogóle – opowiadają państwo Król.

Niektórzy sprzedawcy reklamują swoje pomidory, zaznaczając, że są zapylane przez trzmiele. Kojarzy się nam to z naturą i chętniej je kupujemy, nawet jeśli są droższe. Tymczasem zapylanie przez trzmiele w szklarniowych uprawach pomidorów - czy to w wielkich kombinatach, czy w małych przedsiębiorstwach - to absolutna norma.

Wyniki testów pomidorów

Pora wrócić do laboratorium, gdzie badaliśmy pomidory.

- W żadnej próbce nie ma przekroczonych norm. Znaleźliśmy dwie substancje, które nie są dedykowane do uprawy pomidora. Czyli zostały zastosowane niezgodnie z etykietą. Ale mimo to są w normach. Niemniej, jeżeli byłaby kontrola urzędowa, która nadzoruje prawidłowość stosowania środków ochrony roślin, to byłaby kara - mówi Artur Miszczak z Zakładu Badania Bezpieczeństwa Żywności..

Na jedenaście naszych próbek w pięciu w ogóle nie wykryto pestycydów. Na trzy próbki pomidorów z dyskontów, tylko w jednej były pozostałości chemicznych środków, ponad połowa z targów pokazała wynik zerowy. Co ciekawe, śladowe, ale jednak, pozostałości pestycydów wykryto w pomidorach, które sprzedawczyni na targu określała jako organiczne i niepryskane, a które przy okazji były najdroższe ze wszystkich, które kupiliśmy.

- Informacja od konsumentów, że nie chcą jeść towaru przesączonego środkami ochrony roślin jest podstawowa. (…) Są już całe grupy producenckie, które zaczynają stosować technologię, by nie było pozostałości pestycydów – mówi Artur Miszczak.

Autorka/Autor: wg
Reporter: Joanna Bukowska