Pani Halina mieszka z mężem na parterze bloku, na jednym ze słupskich osiedli. Z naszą redakcją skontaktowały się jej sąsiadki zaniepokojone stanem zdrowia i warunkami w jakich żyje.

- Jest schorowaną kobietą. Żebra, prosi o jedzenie. Nieraz kupiłam jej bułkę, widać było, że jej nie wyrzuca, tylko zjada z głodu. Ona jest zamykana, mąż nie wypuszcza jej z domu. Klamki są powyciągane, wychodzi przez okno – opowiada Agnieszka Kowalska.

Pani Halina często prosi sąsiadów o jedzenie.

- Kiedyś chodziła też z kubkiem po klatce schodowej i prosiła o wodę, bo mówiła, że nic nie piła – mówi Iwona Radko.

Jak twierdzą specjaliści, nieustanne uczucie głodu pani Haliny, może świadczyć o tym, że kobieta na długi czas mogła być pozostawiana bez dostępu do wody i jedzenia.

Winą za to w jakich warunkach żyła pani Halina, sąsiadki obarczają jej obecnego męża, który miał się nad nią również znęcać. W związku z tym została wszczęta procedura niebieskiej karty.

- Ta kobieta jest bita, nieraz widziałam ją posiniaczoną. Raz miała twarz fioletową, wezwałam policję, żeby skontrolowali co tam się dzieje – mówi.

- On krzyczy, wyzywa ją i bije – dodaje Iwona Radko.

- Z tego co wiem to mąż bierze emeryturę, przepija pieniądze, bo często widuje go w sklepie. Ostatnio z nim rozmawiałam, jak można tak traktować żonę. On twierdzi, że lodówka jest zapełniona i ona ma co jeść.

Interwencja pogotowia

Mąż pani Haliny wychodząc z domu zostawił otwarte uchylone drzwi. W środku okazało się, że kobieta leży i prosi o pomoc. W mieszkaniu był ogromny bałagan, na kobiecie siedziały muchy.

Wezwaliśmy pogotowie, które zabrało kobietę do szpitala.

- Dawno nie zdarzył się pacjent aż tak zaniedbany. Pani niedowidzi. Jest zaniedbana, miała wszy. Wymaga poważnej pomocy. Nie jest to osoba, która może samodzielnie funkcjonować. Pomoc przyszła w porę, mogłoby dojść do tragedii, bo nie jest w stanie sama sobie zapewnić opieki – mówi Małgorzata Żuchlińska, pielęgniarka Oddziału Ratunkowego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Słupsku.

Skontaktowaliśmy się z córką pani Haliny, z pierwszego małżeństwa. Dowiedzieliśmy się, że kobieta większość życia pracowała jako księgowa. Zaczęła jednak nadużywać alkoholu. Z tego powodu miało rozpaść się jej małżeństwo. Ze względu na uzależnienie matki, córka, po osiągnięciu pełnoletniości, wyprowadziła się z domu. Z powodu traumy do dziś unika kontaktu z matką.

MOPS: Nie wpuszczają nas

Podczas naszej interwencji u pani Haliny pojawił się dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Słupsku, czyli placówki, która opiekowała się kobietą.

- Problem polega na tym, że do jej domu pracownicy socjalni nie są wpuszczani. Wyrzuca ich współmałżonek. Widząc tę sytuację wystąpiliśmy do sądu, aby panią Halinę umieścić w domu pomocy społecznej – mówi Klaudiusz Dyjas, dyrektor MOPR w Słupsku.

Oczekiwanie na dom pomocy

UWAGA! po raz pierwszy interweniowała w sprawie pani Haliny już dwa miesiące temu. Wówczas opieka społeczna zapewniała, że pomoc zostanie udzielona, a sprawa jest dla ośrodka priorytetowa.

- W związku z tym, że na terenie miasta nie posiadamy DPS-u do którego ta pani jest skierowana, jedyne co możemy zrobić to czekać i rozsyłać prośby po powiatach, które prowadzą takie domy. Musimy czekać, aż, któryś powiat zgodzi się na to, by przyjąć taką osobę na swoim terenie – mówi Dyjas.

Udało nam się porozmawiać z mężem pani Haliny.

- Ona ma alzheimera. Po prostu rozumu już nie ma. Wszystkie ubrania z szaf powyciągała – mówi.

Zapytaliśmy mężczyznę, dlaczego wykręcał klamki i pozostawiał w mieszkaniu panią Halinę?

- Z klamki śrubka wyleciała. Jakieś gnojki ją zabrały i tylko jedna została.

Mężczyzna zaprzecza też, że bił swoją żonę.

- Ona wzroku nie ma. To od uderzeń byle gdzie – mówi.

Reporter UWAGI! dopytywał też, dlaczego mężczyzna nie wpuszcza pracowników MOPR.

- Zawsze wpuszczałem pomoc społeczną. Tylko przestałem, jak zaczęli mi bruździć, założyli sprawę do sądu, żeby ją wzięli do domu opieki – mówi.

Skuteczna pomoc

W Słupsku istnieje placówka do której pani Halina mogłaby trafić zanim otrzyma miejsce w domu pomocy społecznej. To ośrodek wsparcia usług społecznych.

Zaproponowaliśmy pani Halinie tymczasowy pobyt w tym miejscu. Kobieta zgodziła się.

MOPR twierdzi, że też składał pani Halinie taka propozycję. Bezskutecznie.

- Panu zgodziła się na udzielenie pomocy, nam nie. To może świadczyć, że ośrodek w nieprzekonywujący sposób jej to proponował, ale może również świadczyć o tym, że ta pani dzisiaj ma taki, a jutro inny nastrój – mówi Klaudiusz Dyjas. I podkreśla. – Nasi pracownicy zrobili wszystko, aby przekonać panią, żeby się przeniosła z tego miejsca do innego.

Choć reportaż nagrywaliśmy już miesiąc temu, to pani Halina dopiero wczoraj trafiła do domu pomocy społecznej. Gdyby nie nasza interwencja, najprawdopodobniej cały ten czas musiała by spędzać pozostawiona bez opieki w brudnym mieszkaniu.

Dodaj komentarz