– W czasie rozmowy uznałam, że to cwaniak, oszust, manipulant – mówi wprost dziennikarka TVN, Dorota Wellman. O Piotrze K. zrobiło się głośno dwa lata temu, za sprawą jego kliniki medycyny estetycznej. Reklamował go niemal we wszystkich mediach, podkreślając, że jest to dzieło jego ciężkiej pracy. Przedstawiał się, jako najmłodszy polski milioner. W rozmowie z Dorotą Wellman i Marcinem Prokopem mówił: - „W Polsce, jeśli ktoś mówi, że ma firmę i to w młodym wieku, następuje fakt negacji. A to łatwo sprawdzić!”
„Najmłodszy polski milioner” zniknął z programów telewizyjnych niemal tak szybko, jak się w nich pojawił, bo jego sukces zaczął budzić podejrzenia. Dotarliśmy do byłych współpracowników Piotra K. Dziś nie chcą być z nim kojarzeni, ze względu na to, w jaki sposób prowadzi on swoje interesy. Zgodzili się opowiedzieć o znajomości z nim, ale bez ujawniania tożsamości. Skąd Piotr K. miał pieniądze na rozkręcenie interesu? – To nie jest jakaś wielka klinika medycyny estetycznej, tylko zwykły gabinet kosmetyczny! Został założony w lokalu, będącym mieszkaniem jego matki. Piotr mógł się zmieścić w kwocie, jaką zarobił grając w reklamach, teledyskach. Lasery sprowadził z Chin, więc to też nie był kolosalny wydatek - słyszymy.
Być może klinika nigdy nie zyskałaby sławy, gdyby nie umiejętności marketingowe Piotra K. Do promocji swojego biznesu postanowił wykorzystać media i celebrytów.
- Napisał do mnie: spotkajmy się, bo zaczynam robić interes – wspomina modelka Ilona Felicjańska. – Tuż po podpisaniu umowy na jeden zabieg, przeczytałam w tabloidach, że zrobiłam sobie wszystko! Zadzwoniłam do niego i zapytałam: „Dlaczego?” A on na to: „Potrzebuję promocji, musisz mnie zrozumieć”. Później publicznie powiedział, że nie wykonał mi zabiegu, ponieważ przychodziłam pod wpływem alkoholu – dodaje modelka. Felicjańska wygrała w sądzie sprawę o ochronę dóbr osobistych. Do dziś nie może jednak odzyskać zasądzonego odszkodowania.
Młody biznesmen decyduje się tymczasem na rozszerzenie swojej działalności o produkcję i sprzedaż żelu do wybielania zębów. Reporter UWAGI! rozmawiał z chemiczką, która stworzyła recepturę żelu White Time. – Poinformowałam go: „Piotrze doskonale zdajesz sobie sprawę, że produkt, który mam stworzyć może być stosowany tylko pod nadzorem lekarzy stomatologów”. Powiedział, że mnie nie powinno interesować, jak go będzie sprzedawać. Szantażował mnie, że jeżeli nie stworzę żelu, to bardzo tego pożałuję – wspomina kobieta, która również nie zgadza się na podanie swego wizerunku ani nazwiska. Pracuje dla dużych koncernów i kojarzenie z Piotrem K. byłoby dla niej kompromitujące. Żel powinien być sprzedawany przez stomatologów, bo zawierał bardzo dużą ilość substancji wybielającej. Nie mógł być też sprzedawany nieletnim.  Mimo takich obwarowań produkt był dostępny w Internecie. Kampania reklamowa ruszyła pełną parą. Żel promowali młodzi artyści i modele. Niektórzy z nich testowali go na własnych zębach. – Piątego dnia zęby bolały mnie już tak bardzo, że chciałem to odłożyć – mówi jeden z mężczyzn, którego Piotr K. poprosił o stosowanie żelu. Stomatolog stwierdził, że mężczyzna katastrofalnie zniszczył swoje szkliwo.
Piotr K. ma wśród byłych współpracowników fatalną reputację. - Chciał oszukiwać ludzi, żeby tylko się wzbogacić – mówi nam jeden z nich. - Przestałem mu ufać, kiedy dowiedziałem się, że to nie była żadna klinika medycyny estetycznej, tyko dystrybucja lekarstw na odchudzanie – dodaje kolejny.
Klinika medycyny estetycznej została zamieniona na magazyn i call center. Sprzedaje suplementy diety, które reklamuje, jako skuteczne środki między innymi na odchudzanie, na wątrobę i na żylaki. W swojej ofercie ma także kosmetyki. Te bardzo często zmieniają swoje nazwy. - Klienci szybko się orientują, że dany produkt nie działa. Piotr K. żeby zatrzeć ślad po tym produkcie kasuje stronę internetową, zmienia pudełko, nazwę i wypuszcza nowy produkt pod nową nazwą, o tym samym działaniu – opowiada jeden ze współpracowników K. I uściśla, że produkty są sprzedawane za pośrednictwem firmy Hamiltons, założonej na Radosława Pietkiewicza, a zarejestrowanej na Wyspach Marshalla. Na Pietkiewicza jest także zarejestrowana spółka Ipharma z Wołowa. To ona jest producentem niektórych kosmetyków i suplementów sprzedawanych w Internecie przez Hamiltons Group Limited. Zgodnie z regulaminem sprzedaży - niezadowolony klient mógł zwracać produkty do firmy z Wołowa. - Taki ze mnie prezes jak nie wiem – mówi wyraźnie poirytowany i zestresowany Pietkiewicz. Mężczyzna twierdzi, że pożyczył kiedyś od Piotra K. kilka tys. zł i nie miał środków by dług spłacić. Zapytał, czy może go jakoś odpracować. – Telefon skończył się tym, że on (Piotr K.) założył na mnie firmę. Miał moje dane z dowodu, który mu dałem w momencie, kiedy pożyczałem od niego 3 tys. zł. Jestem słupem, muszę bekać za faceta, który takie rzeczy robi – mówi. W lutym prokuratura rejonowa w Warszawie postawiła Piotrowi K. zarzut wprowadzania do obrotu kosmetyków niezgodnie z prawem. Grożą mu za to dwa lata więzienia. Paweł Wierzchołowski z prokuratury rejonowej Warszawa-Mokotów, uściśla, że łącznie prowadzonych jest pięć postępowań. - Cztery dotyczą dystrybucji suplementów diety, kosmetyków i paraleków. Potocznie mówiąc chodzi o oszustwa – mówi prokurator Wierzchołowski. Radosław Pietkiewicz - podobnie jak kilku innych byłych współpracowników Piotra K. - jest świadkiem w sprawach, dotyczących działalności K.
Chcieliśmy porozmawiać z Piotrem K. Byliśmy w jego biurze, ale wyproszono nas z niego oraz wezwano policję. Zapraszaliśmy Piotra K. do wystąpienia w programie, ale przez cały czas odmawiał. W końcu sam zaproponował spotkanie smsem, jednak później kilkukrotnie zmieniał zdanie – „Uświadomiłem sobie, że są Święta” – tłumaczył w jednej z wiadomości. Ostatecznie do spotkania nie doszło.

Dodaj komentarz