Janusz Dzięcioł, komendant straży miejskiej w Świeciu nad Wisłą dołączył do uczestników pierwszej polskiej edycji programu Big Brother w marcu 2001 roku. Na zewnątrz zostawił żonę i córkę. Był najstarszym spośród uczestników.

– Na początku nie rzucał się w oczy. Był osobą, która bardzo łatwo mogła przepaść w programie i odpaść na jego wczesnym etapie. Trochę pouczał młodszych mieszkańców, ale nie na tyle, by wzbudzić w nich antypatię i skonfliktować się. Mieszkańcy szybko zrozumieli, że z tego, jego doświadczenia, spokoju i dojrzałości życiowej można czerpać, że może być dla nich ostoją, taką osobą, która pomoże im przetrwać czas w domu Wielkiego Brata - wspomina Martyna Wojciechowska, prowadząca I edycję Big Brothera.

„Facet z krwi i kości”

Ciepło Janusza Dzięcioła wspominają także uczestnicy Big Brothera.

- Był facetem z krwi i kości, dziś takich spotyka się już rzadko. Facetów wychowanych w duchu prawości, sprawiedliwości i uczciwości. Myślę, że wielu ludzi odbierało go pozytywnie jako prawdziwego faceta - uważa Piotr „Gulczas” Gulczyński, uczestnik I polskiej edycji programu Big Brother.

- Byłam z Januszem przez pełne trzy miesiące, przez 24 godziny na dobę, na przestrzeni 300 m kw., z grupą ludzi. Czuję się z tymi ludźmi, jakbyśmy naprawdę byli rodziną – dodaje Manuela Michalak, uczestniczka I polskiej edycji programu Big Brother.

Janusz Dzięcioł dał się lubić nawet jako szef strażników miejskich, choć zawód ten niekoniecznie jest lubiany. Dzięcioł zaczynał karierę, gdy straże dopiero się formowały i wiedział na co postawić, aby ludzie mogli strażników docenić.

- Starałem się stworzyć taką straż, która jest blisko społeczeństwa. Po jednej interwencji, gdzie mieliśmy zajście z kibicami Kotwicy Kołobrzeg, w wielu gazetach lokalnych było napisane, że dzisiaj wiemy, jaką mamy straż, po co ją stworzyliśmy i, że możemy jej zaufać. I takie wypowiedzi, to jest coś, co sobie najbardziej cenię. Obojętnie, ile pieniędzy byśmy nie dostali, to społeczne uznanie jest największym wyróżnieniem – mówił Janusz Dzięcioł w Uwadze! po Uwadze w 2012 roku.

„Gulczas, a jak myślisz?”

Zanim jednak Janusz Dzięcioł wygrał program, przeszedł wewnętrzną przemianę i pokazał nieco mniej poważną stronę.

- Był taki moment, że Janusz był załamany, miał bardzo złe dni, wziąłem go na rozmowę, wytłumaczyłem mu, co jest cięte, gięte w tym programie, żeby uwierzył w siebie. Potem był tydzień naśladownictwa, on wylosował Karolinę i w tej roli poczuł się genialnie. „Gulczas, a jak myślisz?”, tego mu nikt pewnie nie zapomni – wspomina Piotr „Gulczas” Gulczyński.

- Myślę, że to był moment, kiedy dostał wiatr w plecy, Polacy go pokochali i wygrał ten program – dodaje Gulczas.

- Wygrał ktoś na kogo można było liczyć. Kto potencjalnie mógł być kolegą, przyjacielem, kimś z kim mogłabym spędzać czas. Brakuje mi dzisiaj takich bohaterów w telewizji - przyznaje Martyna Wojciechowska.

Dzięki wygranej Janusz Dzięcioł wybudował dom i pomógł finansowo nie tylko swoim najbliższym. Popularność postanowił wykorzystać w polityce. Najpierw jako radny w Grudziądzu, a następnie przez dwie kadencje poseł. W Sejmie zajmował się służbami mundurowymi, ale nie tylko.

- Angażował się w sprawy najmłodszych. Część nagrody z Big Brothera przekazał na dzieci z domu dziecka. Sprawy najmłodszych i najsłabszych były mu szczególnie bliskie. Był aktywnym i pracowitym posłem – mówi Krzysztof Brejza, senator Koalicji Obywatelskiej.

- On był wiarygodny, w przeciwieństwie do większości polityków – uważa Piotr „Gulczas” Gulczyński.

- Dlatego, że nigdy, nikogo nie zawiódł. Odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu – dodaje Manuela Michalak.

Powrót do domu

Po odejściu z wielkiej polityki Janusz Dzięcioł powrócił do pracy na rzecz lokalnej społeczności. Zatrudnił się w miejskim ośrodku pomocy społecznej. Wciąż dużo i chętnie pomagał. Osobiście angażował się na przykład w remont mieszkania socjalnego jednego z mieszkańców.

- Wszystko organizował, latał po hurtowniach, starał się o materiały. Jak była budowa, to przyjeżdżał trzy razy dziennie. Sprawdzał, czy czegoś nie brakuje. Jak brakowało jechał do hurtowni i przywoził materiał. Starał się jak mógł – mówi Janusz Cyroniuk.

W ubiegłym roku Janusz Dzięcioł przeszedł na emeryturę. 6 grudnia tego roku, pięć dni przed swoimi 66. urodzinami, wjechał pod pociąg na przejeździe kolejowym kilkaset metrów od swojego domu. Przejazd nie ma szlabanów, ale paliło się czerwone światło i był sygnał dźwiękowy.

- Trzy dni przed wypadkiem równaliśmy drogę i stałem przed domem z Januszem i rozmawialiśmy m.in. na temat tego przejazdu, który nie jest do końca bezpieczny – mówi Jerzy Czapla, sołtys Białego Boru k. Grudziądza.

Zdaniem sołtysa Janusza Dzięcioła oślepiło słońce.

- Mi tylko jedno przychodzi do głowy, bo to była wczesna godzina i powietrze było przymglone, a było słońce. Nie widział przejazdu.

Niedawno uczestników pierwszej edycji Big Brothera można było zobaczyć w Dzień Dobry TVN.

- Janusz był wesoły. Mówił, że jego życie teraz to tylko wnuki. On bardzo kochał Wiesię, swoją małżonkę i córkę Kasię – mówi Manuela Michalak.

W czwartek w Olsztynie odbył się pogrzeb Janusza Dzięcioła.

Dodaj komentarz