- On tamtego dnia wrócił ze szkoły i pojechał do dziadka do Starej Wisły. Nigdy tego sam nie robił. Nigdy. Chciał wrócić, kiedy ja wrócę z pracy. Ale nie zdążył, nie było mu dane wrócić do domu - płacze Lidia Skotarek, mama Marcina, który w grudniu tego roku skończyłby 25 lat.

Ciągle słuchali o śmierci dziecka

Rodzice Marcina byli zmuszeni do wielokrotnego wysłuchiwania tego rodzaju koszmarnych opisów agonii ich dziecka. Tak jak ten, który cytuje prawniczka Małgorzata Urbanowicz, która reprezentuje Skotarków: - "Wyciągnął stary nóż kuchenny i dwa razy uderzył go w brzuch. Żeby mieć pewność, że chłopiec nie ocknie się, poderżnął mu gardło".

A wszystko dlatego, że za morderstwo skazana została początkowo nie ta osoba, która je popełniła. Jako pierwszy za kratki trafił upośledzony Tomasz Kułaczewski, mieszkaniec pobliskiej wsi, który pod presją policji przyznał się do winy. Mimo niechlujnego śledztwa prokuratury i braku jasnych dowodów, sąd apelacyjny podtrzymał wyrok piętnastu lat więzienia. - Pamiętam tylko, że sędzia zapytał go, ile ciosów zadał naszemu synowi. Powiedział, że trzy. A resztę kto: święty Piotr? - wspomina tamten proces Lidia Skotarek. Mimo to uwierzyła w wyrok sądu. - Jeśli nie sędziom, prokuratorom, to komu mieliśmy ufać? - pyta.

"Wszystko wróciło"

Trzy lata później do dokonania zbrodni na Marcinie, przyznał się Piotr T., zatrzymany za zamordowanie innego dziecka. Dla rodziców Marcina to był początek kolejnego koszmaru. - Wszystko wróciło - mówi tata Marcina, Krzysztof Skotarek.

Przyznanie się Piotra T. do zbrodni, wywołało lawinę zdarzeń.  Sąd Najwyższy uchylił wyrok Tomasza Kułaczewskiego,  który wkrótce wyszedł na wolność. - Piekło się skończyło - cieszył się mężczyzna. Kiedy wychodził z więzienia, rodzice Marcina byli zbulwersowani. - Chodziliśmy na grób i nie wiedzieliśmy, kto zabił naszego syna. Nikt, kto nie przeżył tego, co my, nie zrozumie, co czujemy - mówi Lidia Skotarek.

Pobieżne postępowanie

Prawniczka rodziny ocenia, że postępowanie było prowadzone bardzo pobieżnie i zdecydowanie zbyt szybko. - Nie zweryfikowano szeregu okoliczności, m.in. rysopisu sprawcy podawanego przez świadków - wylicza. Co więcej: nóż znaleziony przy Kułaczewskim nie był tym, którym dokonano zbrodni! - Ponadto ślady zabezpieczone na ubraniach pierwszego z oskarżonych również nie miały odpowiedników w ubraniach dziecka - podkreśla Urbanowicz.

- Tomasz K. przyznał się w śledztwie do zbrodni - odpiera zarzuty Tomasz Adamski z sądu okręgowego w Gdańsku.

Nowy proces

Tymczasem w gdańskim sądzie ruszył proces Piotra T., w którym znów uczestniczyli rodzice nieżyjącego Marcina. Powrót do sprawy, ciągła niepewność i słuchanie po raz kolejny drastycznych zeznań, rodziły ból i prawdziwą huśtawkę emocjonalną. - Oskarżony podawał, że ma skłonności pedofilskie. Opowiadając o motywach zabójstwa stwierdził, że od kilku lat odczuwał potrzebę odbycia z kimś stosunku płciowego, że nie miał możliwości zaspokojenia popędu. Było mu wszystko jedno, czy będzie to osoba dorosła, czy dziecko. Zdarzenie zaplanował już kilka dni wcześniej - cytuje Urbanowicz.

A mama Michała wspomina koszmarny proces: - On w oczy nigdy nie patrzył. Głowę podnosił tylko, kiedy pani sędzia się do niego zwracała. Jak odczytałam akt oskarżenia uświadomiłam sobie dopiero, że stoję przed potworem. Opis, który odczytywała pani prokurator, ile ciosów miał zadanych nasz syn, jak to wyglądało... Całe szczęście, że nie widzieliśmy zdjęć - płacze kobieta. Za brutalne morderstwo Marcina Piotra T. skazano na dożywocie.

I jakby koszmarów rodziny było malo, nagle - kilka lat po śmierci chłopca - do jego rodzinnego domu przyszła paczka z zakładu medycyny sądowej z Gdańska. W środku było zakrwawione ubranie. - Jeden zlepek krwi - płacze pani Lidia.

Chcą zadośćuczynienia za cierpienia

Proces dotyczący zabójstwa Marcina zakończył się jednak ostatecznie dopiero dwanaście lat po jego śmierci. Dla rodziców chłopca najgorsze było to, że musieli ponownie zeznawać, zjawiać się w sądzie. To wszystko nie pozwalało ranom się zabliźnić. - Łzy same z oczu idą. Człowiek myśli: "Jaki ty synu byłbyś teraz?" - płacze ojciec Marcina. - Przychodzą dni, jak rozpoczęcie roku szkolnego, kiedy zginął, Wszystkich Świętych, jego urodziny... Wtedy wszystko wraca - mówi pani Lidia.

Rodzice Marcina Skotarka, domagają się teraz za te cierpienia zadośćuczynienia od Skarbu Państwa. – Długotrwałość stresu związanego z procesem, nie pozwoliła na przeżycie żałoby - argumentuje ich prawniczka.

- Sąd na pewno będzie wnikliwie badał sprawę - komentuje sędzia Adamski.

Proces w związku z przyznaniem odszkodowania zakończy się prawdopodobnie jeszcze w tym roku. To drugie postępowanie o zadośćuczynienie w tej sprawie. W 2010 roku gdański sąd przyznał 300 tys. zł. niesłusznie skazanemu za zbrodnię Marcina, Tomaszowi Kułaczewskiemu.

Dodaj komentarz