Na razie nie wiadomo, ile osób mogło paść ofiarą Magdaleny J. Przez najbliższe trzy miesiące będzie to ustalać prokuratura. Dotarliśmy do trzech pokrzywdzonych, którzy anonimowo zgodzili się opowiedzieć o tym, jak poznali kobietę, jak ich uwiodła i jaki był finał ich romansu z 40-latką.

- Poznałem ją przez Tindera. Byłem wówczas w separacji – zdradza pan Andrzej.

- Odpowiedziałem na jej ogłoszenie, napisała, że poszukuje osoby, z którą będzie mogła spędzać czas. Na zasadzie randki, pójścia do kina, na spacer, wyjścia na rower. Spędzenia weekendu – opowiada pan Ryszard.

Magdalena J. podobała się mężczyznom

- To szczupła blondynka. Ładne oczy, ładna buzia – podkreśla pan Ryszard.

- Miała wydatne biodra, zgrabne nogi. Powiedziałbym, że jej twarz była przeciętna. Trudno mi powiedzieć w skali, ale była trochę ładniejsza od przeciętnej kobiety. Miała piwne oczy, trochę rozbiegane. Patrzyła tak, jakby polowała na swoją ofiarę. Dzisiaj tak to odbieram. Ale wtedy odbierałem to tak, jak chciałem odbierać, czyli czułem się w jej oczach atrakcyjny – mówi jeden z mężczyzn.

Pan Maciej na pierwsze spotkanie umówił się w kawiarni.

- Usiadła w taki sposób, żeby obserwować parking, bo chciała ocenić mój status materialny, czyli mówiąc krótko, jakim samochodem podjadę – mówi i przyznaje, że auto zrobiło na 40-latce duże wrażenie. - Samochód jest terenowy, duży i piękny.

A czym urzekła mężczyznę?

- Myślę, że swoim seksapilem. I odwagą, jeśli chodzi o relacje damsko-męskie. W sprawach łóżkowych często przechodziła od razu do setna sprawy.

- To była burzliwa i namiętna znajomość. Spotykaliśmy się na wino, na kolację. Miło spędzaliśmy czas, rozmawialiśmy. Dochodziło też do zbliżeń. To był taki układ. Dwie osoby chciały spędzić ze sobą czas – mówi pan Andrzej.

Z kolei pan Maciej zakochał się w 40-latce.

- Były rozmowy o przyszłości – przyznaje.

Dwie kategorie mężczyzn

Z opowieści mężczyzn wynika, że po kilku spotkaniach relacje towarzyskie z panią Magdaleną zaczynały się zmieniać – najczęściej wtedy, gdy kobieta zyskiwała wiedzę na temat majętności partnerów.

- Dzieliła mężczyzn na dwie kategorie. Takich krótkoterminowych, których dość szybko okradała i wykorzystywała. No i takich, którzy mieli większy potencjał do bardziej długofalowego wykorzystywania – tłumaczy pan Andrzej. I dodaje: - Zaliczyłem się do tej drugiej grupy. Wynajmowałem jej mieszkanie. I ona z tego mieszkania korzystała, a mi nie płaciła. Pożyczyłem jej pieniądze. 10 tys. zł, z czego 4 tys. zwróciła, a 6 nie. Mówiła, ze zwróci jutro, potem znowu jutro i tak to trwało.

- Pożyczyłem jej jakieś środki pieniężne, ponieważ miała problemy ze swoimi partnerami. Miała mi tę pożyczkę oddać. Przez kilka miesięcy nie oddawała. To było parę tysięcy złotych. Ona się śmiała, powiedziała, że mogę iść na policję, nic jej i tak nie zrobię – wspomina pan Ryszard.

- Zdarzało się tak, że Magda okradła kobietę, która opiekuje się swoim niepełnosprawnym dzieckiem. Zginęły pieniądze. Było oczywiste, że nie mógł tego zrobić nikt inny, bo nikogo innego w tym czasie nie było w domu – przywołuje pan Maciej.

Mężczyzna twierdzi, że też został okradziony.

- Zaczęła płakać, prosić mnie o wybaczenie. Mówiła, że wstydziła się pożyczyć ode mnie pieniądze. Nie wiedziała, jak to zrobić. Powiedziałem jej, że to jest nieakceptowalne i że musimy się rozstać.

Decyzję o przerwaniu tej znajomości przypieczętowała rozmowa z macochą pani Magdaleny. Wtedy pan Maciej poznał zaskakujące fakty z przeszłości kobiety, z którą spędził ostatnie trzy lata i z którą planował przyszłość.

- Poprosił o rozmowę. Umówiliśmy się na stacji benzynowej na Woli. Chciał wiedzieć, czy te jej zachowania są jednorazowe, czy miała je wcześniej. Szukał pomocy i informacji – mówi Elżbieta Śliwińska.

- Ona jest bardzo sprytna. Przebiegła. O inklinacjach takich: coś podebrać, coś ukraść. Okłamać, oszukać – dodaje Śliwińska.

Czy tak było, gdy kobieta ją wychowywała?

- Tak. Podbierała rzeczy – pieniądze, biżuterię, bieliznę, odzież. Do pracy iść nie chciała. Jak gdzieś poszła, to ginęły rzeczy albo pieniądze. Nie utrzymywała się. To ją ciągnęło do takiego sposobu… chodziło o łatwość pozyskania pieniądza i ekskluzywne życie. Tego oczekiwała.

Apel w sieci

Po rozmowie z macochą pani Magdaleny - pan Maciej zdecydował się ostrzec innych przed swoją byłą partnerką. W internecie opisał swoją znajomość z 40-latką. Wkrótce zasypały go wiadomości od potencjalnych ofiar kobiety.

- Ludzie zadawali różnego rodzaju pytania, kim jest, jak ma naprawdę na imię. Magda na różnych portalach logowała się różnymi imionami: Anita, Aga, Ania. Praktycznie nigdy nie występowała pod swoim zdjęciem, tylko zdjęciem elementów jej ciała. Często pokazywała nogi – opowiada mężczyzna.

Gdy pan Maciej kontaktował się z kolejnymi osobami, poszkodowanymi przez 40-latkę, ona sama prawdopodobnie nie wiedziała, że zbierają się nad nią czarne chmury. Był koniec grudnia, gdy umówiła się na spotkanie z panem Andrzejem.

- 29 grudnia umówiliśmy się w galerii handlowej. Kupiliśmy sushi na wynos. I wino. Przyjechaliśmy do mnie do domu. No i później po jakichś dwóch, trzech godzinach doszło do zbliżenia. Nagle usnąłem. Butelka wina na głowę to nie jest dużo. Obudziłem się o godz. 23, światła były zapalone, uchylona szuflada. Zobaczyłem, że brakuje gotówki i zegarka na przegubie. Pani Magda zniknęła. Pisałem do niej: „Wiem, że mnie perfidnie i ordynarnie okradłaś”. Zwróć mi zegarek i pieniądze. Ona oczywiście się tego wyparła. 31 grudnia przed Sylwestrem zgłosiłem sprawę na komisariacie policji. Zegarek znalazł się u niej w mieszkaniu. Policja go znalazła – relacjonuje mężczyzna.

Po tym zgłoszeniu kobieta została zatrzymana. Podczas policyjnych czynności wyszło na jaw, że ofiarą Magdaleny J. mógł być jej nastoletni syn.

- Z tego, co ustaliliśmy w trakcie prowadzonych czynności, dosypywała ona swojemu synowi, czy też podawała środki narkotyczne – marihuanę i grzybki halucynogenne, żeby tego nastolatka w jakiś sposób otępić. Żeby nie był świadomy tego, co wokół niego się dzieje. Usłyszała także cztery zarzuty dotyczące udostępnienia środków odurzających swojemu synowi – mówi asp. szt. Robert Koniuszy, rzecznik Komendy Rejonowej Policji Warszawa II.

Policjanci z warszawskiego Mokotowa apelują, by zgłaszali się do nich mężczyźni, którzy czują się poszkodowani przez Magdalenę J. Kobiecie grozi nawet 8 lat więzienia.

Dodaj komentarz