Eksplozja

Na pierwsze, niepokojące sygnały zwrócili uwagę gazownicy.

- Zauważyliśmy dziwne wskaźniki na miernikach pokazujące, że nastąpił gwałtowny wzrost ciśnienia gazu. To sugerowało, że gazociąg został uszkodzony – mówi Artur Michniewicz z Polskiej Spółki Gazownictwa i dodaje: Na miejsce wysłaliśmy pogotowie gazowe, które dojechało tam w rekordowo krótkim czasie. Niestety i tak było to za późno.

Olbrzymi wybuch, huk i płomienie sięgające trzydziestu metrów. Tak wyglądały pierwsze minuty po eksplozji, która zmiotła z powierzchni ziemi trzypiętrowy budynek mieszkalny.

Strażacy, którzy jako pierwsi przyjechali na miejsce, mówią, że musieli walczyć z pożarem podsycanym przez ulatniający się gaz ziemny.

Prace budowlane

Niedaleko miejsca wybuchu powstaje nowy blok. Deweloper, aby podłączyć prąd, musiał się przekopać pod jezdnią. Wiele wskazuje na to, że właśnie w ten sposób został uszkodzony gazociąg.

- Zlecono przekopanie drogi firmie zewnętrznej. Najprawdopodobniej przebito rurę urządzeniem do przekopu – mówi biorący udział w akcji ratunkowej strażak.

- Gdyby z jakiegoś powodu chciał pan przekopać w poprzek tę ulicę, to jest wielce prawdopodobnie, że są tam wszystkie instalacje, także gazowe. Dlatego planując takie prace, warto to zgłosić i poprosić o dokładne plany terenu, by uniknąć przykrych sytuacji. Tutaj nikt nie zgłosił prac. Nie wiemy, co i dla kogo było wykonywane – mówi Artur Michniewicz.

Gaz ulatniał się prawdopodobnie około 25 minut. Taki czas wystarczył, żeby doprowadzić do tragedii.

- Ktoś zawalił, bo nie wierzę, że oni bez mapy wiercili. W tym terenie powinno się prowadzić prace odkrywkowe, ręczne, a nie robić taki odwiert – mówi jeden z mieszkańców Szczyrku.

„Jesteśmy tylko podwykonawcą”

Nasz reporter był w firmie, która wykonywała podkop w okolicach wybuchu.

- Prace wykonywaliśmy na zlecenie innej firmy. Wynajęto od nas to urządzenie z operatorem. Nie mamy świadomości, że uszkodziliśmy rurę. My, jako podwykonawcy nie mieliśmy obowiązku zgłaszać tych robót – powiedziała jedna z pracownic firmy.

Byliśmy również w siedzibie firmy zlecającej przewiert. Tutaj jednak nikt nie chciał z nami rozmawiać.

Pod gruzami domu w Szczyrku zginęło osiem osób. Trzypokoleniowa rodzina. Szanowana, lubiana i znana nie tylko w Szczyrku. Byli uznanymi zawodnikami i trenerami.

- Ostatnio spotkaliśmy się dwa tygodnie temu. Wcześniej nie widzieliśmy się kilka miesięcy. Wyściskaliśmy się jak bracia. Jeszcze to do mnie nie dociera, czuję smutek, pustkę i żal. On był dla mnie jak brat – mówi Ryszard Cembala, mieszkaniec Szczyrku i przyjaciel rodziny.

- Wojtek był młodym, prężnym, silnym człowiekiem wielu zawodów. Pamiętam szczęście tej rodziny, które było widoczne, Trudno będzie zaleczyć tę ranę – dodaje Jan Wieczorek, kuzyn.

Prokuratorzy i gazownicy przekopują teren, aby znaleźć miejsce wycieku gazu i uszkodzenia rurociągu. To będzie miało kluczowe znaczenie przy wyjaśnianiu sprawy. Na razie jednak, służby nie informują o efektach tych prac.