Mieszkańcy jednego z bloków w Szczecinie od kilku lat żyją w smrodzie, a latem i wiosną na klatce schodowej i w mieszkaniach pojawia się też robactwo. Wszystko przez śmieci, które gromadzi jedna z lokatorek. Tuż przed świętami, pod nieobecność kobiety, doszło do groźnego pożaru.

- O godz. 4 rano obudziły mnie jakieś hałasy. Kiedy otworzyłam oczy, okazało się, że w mieszkaniu jest siwo, a właściwie czarno od dymu – opowiada Anna Gorczak

Na szczęście pożar udało się ugasić.

- Okazało się, że sąsiadka zostawiła zapaloną świeczkę i zajęły się od niej jakieś szmaty. Jej mieszkanie do kolan zasypane jest śmieciami – mówi pani Anna.

Sąsiedzi uciążliwej lokatorki z problemem borykają się od lat.

- Mam trójkę dzieci. Patrząc na to, co ona ma w domu, to albo coś nas zeżre, albo spali nas wokół – mówi z mieszkanek.

- Boimy się, że znów może coś takiego się zdarzyć – dodaje kolejna osoba.

- Od czasu tego pożaru nie śpię spokojnie. Kupiłam sobie czujnik dymu. W jej mieszkaniu nie ma prądu, ani gazu, więc spodziewam się, że dalej będzie paliła świeczki. Przecież jest ciemno i na pewno zrobi to znowu – uważa pani Anna, która od niedawna mieszka nad uciążliwą sąsiadką.

Mieszkanie wojskowe

Zbieraczką jest około 60-letnia pani Izabela. Była pracownica urzędu celnego i była księgowa w liniach żeglugowych. Mieszkanie zajmuje od prawie 20 lat i jest osobą samotną. Kobieta ma odcięty prąd i gaz, bo nie płaci rachunków. I bardzo trudno ją spotkać.

Dlaczego, mimo wieloletnich problemów, nie udało się skutecznie załatwić sprawy?

- Ta pani od 2012 roku posiada nakaz eksmisji, sądowy nakaz eksmisji, który nie został wykonany. Właścicielem mieszkania jest Agencja Mienia Wojskowego, to mieszkanie należało kiedyś do zawodowego żołnierza, którego ta pani była konkubiną. Ona pozostała w mieszkaniu nielegalnie, bo te mieszkanie w żaden sposób jej się nie należy. Wojsko powinno od razu odebrać lokal – mówi Grzegorz Łubieński z zarządu wspólnoty mieszkaniowej.

Sama pani Izabela bagatelizuje sytuację.

- Zdarzył się przypadek. Było otwarte okno, a zostawiłam zapaloną świeczkę – tłumaczy.

- Muszę, to, co mam, posortować, nie mogę teraz wszystkiego wziąć i wyrzucić. Posprzątam do końca tygodnia, na pewno – deklaruje.

„Żyjemy w zagrożeniu”

O sprawę zapytaliśmy też właściciela mieszkania.

- Agencja Mienia Wojskowego podejmuje wszelkie czynności przewidziane prawem, żeby odzyskać ten lokal. Na tym etapie jesteśmy u komornika sądowego. 30 września skierowaliśmy do tej pani ofertę, czy przyjmie lokal socjalny, ponieważ go odmówiła, mogliśmy uzyskać zaświadczenie z sądu, które nazywa się klauzurą wykonalności – mówi Michał Pasławski, kierownik działu windykacji oddziału regionalnego AMW w Szczecinie.

- Żyjemy wszyscy w zagrożeniu, ta pani dalej pali świeczki po nocach. Wie pan, co to znaczy wyjść w nocy w piżamie przed blok? Stać i patrzeć, jak pali się mieszkanie? Mieszkamy jak na bombie. Nie da się spać, nie można odpocząć spokojnie. Nie da się wyjść z mieszkania, bo taki jest smród – tłumaczyła Pasławskiemu pani Anna.

- W obecnym stanie prawnym jedyne, co możemy zrobić, to wnioskować do komornika o eksmisję - mówi Michał Pasławski.

Sprawą pani Izabeli zajął się miejski ośrodek pomocy rodzinie, jednak pani Izabela odmówiła współpracy i przyjęcia pomocy.

- Wysłaliśmy pismo do sądu w Szczecinie o to, by umieścić tą panią w domu pomocy społecznej bez jej zgody, z uwagi na stan tego mieszkania, z uwagi na podejrzenie tego, że być może pani jest osobą uzależnioną, być może jest też osobą, w której przypadku mamy do czynienia z jakimiś schorzeniami psychicznymi. Nie jesteśmy w stanie tego ocenić i zbadać, ponieważ pani nie chce z nami rozmawiać, nie wpuszcza nas do mieszkania - mówi Maciej Homis, rzecznik Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Szczecinie.

W czasie pandemii wszystkie służby mają związane ręce. Od marca obowiązuje ustawa covidova, która uniemożliwia egzekucje komornicze. Jedyną szansą na zmniejszenie zagrożenia, jakie stwarza lokatorka, jest nakłonienie jej do przyjęcia pomocy.

Przełom

Zgodnie z umową, wróciliśmy do pani Izabeli w sobotę. Na miejscu byli przedstawiciele wspólnoty, wojska oraz opieki społecznej.

- Pani Izabela początkowo się opierała, ale dała się przekonać, żeby dzisiaj posprzątać - mówi Homis.

- Decyzja jest taka, że pani gotowa jest z nami współpracować, umówiliśmy się w siedzibie ośrodka i dalsze działania będziemy planować na miejscu. Chcemy pomóc pani w załatwieniu emerytury - mówi Magdalena Markiewicz, kierownik sekcji Rejonowego Ośrodka Pomocy Rodzinie Zachód w Szczecinie.

Czy pani Izabela zgodziła się na lokal socjalny?

- Tak – usłyszeliśmy.

Pani Izabela dotrzymała słowa. W poniedziałek przyszła na spotkanie do miejskiego ośrodka pomocy. Chce zmiany w swoim życiu.

Dodaj komentarz