Joanna Kondrat jest wokalistką i autorką tekstów. Jest laureatką wielu konkursów piosenki. W 2012 roku zdobyła główną nagrodę im. Anny Jantar w konkursie Debiuty podczas festiwalu w Opolu.

- To był fajny skok. Zaczęłam natychmiast nagrywać drugą płytę. Odważniej wchodziłam na scenę. Od tamtej pory wiem, kim jestem – mówi Kondrat.

Pani Joanna jest organizatorką tzw. niebieskich koncertów, które miały na celu zwrócenie uwagi na problem przemocy w rodzinie oraz praw ofiar tej przemocy.

Stalker

Ponad rok temu życie piosenkarki zmieniło się. W internecie zaczęły pojawiać się obraźliwe wpisy na jej temat. Początkowo było ich kilka dziennie teraz jest ich nawet kilkadziesiąt.

- Stalker pisze z 500, a może 600 kont. Ma obsesję przez 24 godziny na dobę. Prowadził grafik mojej działalności internetowej. Wiedział, że loguje się wieczorami. Jak odbiorę wiadomość przychodzi kilkanaście kolejnych – mówi.

Stalker przede wszystkim wyzywa panią Joannę.

- W świetle opisów stalkera jestem osobą, która organizuje środki na życie przekładając się przez łóżko bogatych biznesmenów – mówi.

Ofiarą stalkera jest również partner pani Joanny Dariusz Łukawski, który jest producentem telewizyjnym. On także codziennie dostaje dziesiątki obraźliwych wiadomości.

- Jest stres. Staramy się to minimalizować, ograniczać wpływ jakiegoś psychopaty na nasze życie. Ale nie da się tego uniknąć. Jeżeli dostaje się oszczerstwa i wulgaryzmy. Jeżeli znajomi są zasypywani informacjami na nasz temat, które są stekiem bzdur. Teraz określa się to mianem terroru XXI wieku – mówi Łukawski.

Policja

Stalking rozpoczął się na początku ubiegłego roku, po kilku miesiącach pani Joanna zgłosiła ten fakt na policję.

- Zostałam czterokrotnie odesłana na inną godzinę. Zrozumiałam, że chyba nic z tego nie będzie. Poza zebraniem zeznań nikt nie wykonał żadnego ruchu, nie przesłuchał świadków i podejrzewanych przez nas ludzi – mówi.

Kobieta, chociaż nie ma na to twardych dowodów, domyśla się, że osoby do stalkowania wynajęła osoba, z którą była kiedyś związana.

Stosunek do problemu

Specjaliści zajmujący się pomocą ofiarom stalkingu twierdza, że chociaż prawo pozwala skutecznie ścigać stalkerów to policjanci niechętnie zajmują się takimi sprawami.

- Myślę, że to jest kwestia stosunku do tego przestępstwa. Wiem, od policjantów, że ich pracą rządzą statystyki. W związku z tym, że stalking jest trudny dowodowo to lepiej się nim nie zajmować. Sprawę się umarza, albo w ogóle jest odmowa postępowania z powodu braku przesłanek przestępstwa lub z niewykrycia sprawcy. Trudno się dziwić, że sprawca nie jest wykryty jak nie jest szukany – wskazuje Jagna Piwowarska z fundacji „Można Inaczej”.

W tej sprawie policja nie ma sobie nic do zarzucenia.

- Każdy chce być obsłużony przez policję jak najlepiej. Dokładamy wszelkich starań, żeby nasze usługi dotyczące pomocy ludziom były wykonywane na jak najwyższym poziomie i tak jest to robione – twierdzi asp. szt. Robert Koniuszy, oficer prasowy komendy rejonowej policji w Warszawie.

- Zgłosiłem się na policję i tłumaczyłem przez sześć godzin, co się działo. Wyszedłem troszkę zażenowany. Najlepiej by było, żebym przyszedł z siekierą w plecach, zabezpieczył ślady, przyprowadził sprawcę i najlepiej poczekał na swoją kolejkę, żeby złożyć zeznania – denerwuje się Dariusz Łukawski.

- Często rozmowy na policji odbywają się w klimacie sarkastyczno-ironicznym. Ofiary są wykpiwane– przyznaje Piwowarska.

Kto dzwoni?

Zadzwoniliśmy pod numery telefonów, których według pani Joanny używał stalker.

Okazało się, że są już nieaktywne, albo osoby, które odbierają telefon zapewniają, że nigdy nie dzwoniły, ani nie wysyłały SMS-ów do pani Kondrat.

Czy policja dotarła do osób, które zarejestrowały karty?

- To są telefony nabywane na portalach internetowych, ewentualnie to karty zagraniczne. Ale postępowanie w tej sprawie trwa – mówi asp. szt. Robert Koniuszy.

Łukawski przyznaje, że ma awersję do organów ścigania.

- Po miesiącu od przekazania sprawy zadzwoniłem do prokuratury zapytać, co się dzieje. Zdziwiony człowiek dowiedział się, że prowadzi taką sprawę. Potem miał do mnie pretensje, kiedy starałem się dowiedzieć, co zrobi. Nie był w stanie odpowiedzieć, tłumacząc się, że ma 130 spraw. Potem sprawa została przekazana drugiej pani prokurator. Teraz jest już trzecia – zaznacza.

Okazuje się, że postepowanie zawieszono kilka miesięcy temu, bo prokurator czeka na informacje od administratora Facebooka o kontach, z których dokonywane są wpisy.

- W przypadku przestępstw popełnianych za pośrednictwem internetu czas trwania postępowań determinowany jest możliwością uzyskania danych od administratorów portali czy operatorów telekomunikacyjnych. Nie mamy wpływu na szybkość przekazywania nam informacji od podmiotów zagranicznych. Jestem pewna, że każdy prokurator, który prowadzi to postępowanie dokłada należytej staranności, żeby wyjaśnić okoliczności sprawy i ustalić autorów wpisu – zapewnia Izabela Dołgań – Szymańska z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Problemy ze zdrowiem

Pani Joanna nadal dostaje wiele gróźb i obraźliwych wiadomości, dlatego żyje w ciągłym stresie.

- Gdzieś podświadomie to wszystko się magazynuje. Na pewnym etapie pękłam. Zostałam odwieziona do szpitala z podejrzeniem udaru. Na 40 minut straciłam wzrok, przestałam mówić i miałam sparaliżowaną prawą część ciała. To było ostrzeżenie mojego organizmu – uważa Kondrat.

- Nie nauczę się z tym żyć. Zrobię wszystko, żeby to, co tam siedzi i urządza sobie taki cyrk trafiło do więzienia. Nie wiem, co przyświeca takiej osobie. Na pewno nie jest to nikt zdrowy na umyśle – kwituje Łukawski.

Dodaj komentarz