Przypominamy reportaż >>> Polska rewolucja śmieciowa

Rok od zmian

W kwietniu upłynął rok, od wprowadzenia przez rząd podziału na segregację odpadów do pięciu pojemników. Nawet w czasach pandemii utrzymano ten obowiązek. Nowe przepisy, tylko w wyjątkowych przypadkach pozwalają  na jego zawieszenie.

- Wprowadzając selektywną zbiórkę odpadów i podział na pięć frakcji, edukowaliśmy społeczeństwo mówiąc, że jeśli obywatel Kowalski podejmuje ten wysiłek, żeby wrzucić dany odpad do odpowiedniego kosza. Nie wrzucając wszystkiego do zmieszanych mamy większą ilość surowców, czyli większa część tych śmieci może zostać zagospodarowanych – wyjaśnia Aleksander Brzózka z Ministerstwa Klimatu.

- W Polsce poszliśmy w model niemiecki. Na każdej nieruchomości mamy do dyspozycji pięć pojemników. Nie zwracamy jednak uwagi na to, że ten system jest bardzo kosztowny. W dużych miastach, jak Kraków czy Warszawa powoduje to nawet 20 proc. wzrost kosztów gospodarki odpadami, czyli mówimy o dziesiątkach milionów złotych – odpowiada Marcin Chełkowski, ekspert ds. spraw gospodarki odpadami.

Segregowane odpady to opakowania po produktach, które kupujemy w sklepach. Papier, szkło oraz plastik. Inne kraje europejskie wprowadziły obowiązkowy system dopłat do recyklingu każdej tony takich śmieci. W Austrii producenci plastikowych opakowań płacą ponad 600 euro, w Czechach 200 a u nas mniej niż trzy i pół euro. Dlatego też w Czechach, a nawet we wschodnich Niemczech za odbiór śmieci mieszkańcy płacą mniej niż w Polsce.

- Nawet idealnie posortowane odpady z żółtego pojemnika, nie nadają się obecnie do przetworzenia. Nie ma na to dziś klienta, czyli recyklera, który da temu drugie życie. Naszym zdaniem, firmy, które wprowadzają na rynek kłopotliwe opakowania, powinny płacić podwójnie. Na przykład napój jest w butelce PET, ale owinięty folią PCV, której recykler nie chce. Finał tego jest taki, że wśród potężnych maszyn musimy mieć człowieka z nożykiem, który tą folię odetnie – wyjaśnia Leszek Dziopak z firmy IMP POLOWAT.

Kraków

Kraków przed epidemią był jednym z ostatnich dużych polskich miast, w którym nie podwyższono opłat za odbiór śmieci. Dlatego też zaskoczeniem dla mieszkańców była zaproponowana wzorem Warszawy zmiana sposobu naliczania opłat. Osoby samotnie mieszkające zamiast 18 złotych od osoby, musiałyby płacić 49 złotych od zajmowanego lokalu.

- Wielka galeria handlowa ma płacić 54 zł, a ja samotna emerytka 49 zł? Nie godzę się z tym, to coś drastycznego - mówi Barbara Majewska, mieszkanka Krakowa.

Na wprowadzenie nowego sposobu naliczania opłat w Krakowie zabrakło czasu. Zmiany pokrzyżowała epidemia koronawirusa. Jednak wyższe stawki, często o kilkaset procent dotknęły też mieszkańców innych polskich gmin. Podczas zarazy śmieci odbierane były bez większych problemów, jednak branża odpadowa cały czas obawia się wybuchu epidemii w swoich zakładach.

- Kiedy wchodzę do biura mojej firmy, to czuję się jak w szpitalu. Mamy naprawdę wysoki poziom obostrzeń i zaleceń w naszej branży – wyjaśnia Leszek Dziopak.

Weryfikacja

Rynek szybko zweryfikował pomysły ministerstwa. Gminy zarabiają na odpadach. W większości muszą dopłacać. Do produkowanego ze śmieci paliwa alternatywnego dla cementowni ponad 200 złotych do każdej tony. Podobnie do każdej tony tak pieczołowicie zbieranej przez mieszkańców makulatury.

- Mówienie o tym, że gminy zarabiają na surowcach jest bzdurą. To demagogia. Nie znam gminy, która by zarabiała na sprzedaży surowców. Firma, która odbiera ode mnie te żółte pojemniki, musi je podzielić na kilkanaście frakcji. To wszystko kosztuje – podkreśla Michał Olszewski, zastępca prezydenta Warszawy.

- Moglibyśmy zatrzymać tę szaleńczą falę podwyżek, gdyby recykling w Polsce zaczął się opłacać, tzn. wprowadzający na rynek opakowania płaciliby za to – dodaje Leszek Dziopak.

Ministerstwo Środowiska, obecnie zastąpione przez Ministerstwo Klimatu nie obciążyło producentów opłatami za utylizację wprowadzonych na rynek opakowań. Co więcej, uchwalono przepisy wprowadzające dla urzędów, biurowców czy galerii handlowych preferencyjne stawki za odbiór odpadów.

- W tym momencie najważniejsze jest wprowadzenie takich przepisów, żeby państwo pomimo aktualnie obowiązującej sytuacji mogło funkcjonować w każdej strefie. Żeby nie zdarzyły się sytuacje, że nie będą odbierane odpady od mieszkańców – podkreśla Aleksander Brzózka z Ministerstwa Klimatu.

Z danych ujawnionych przez warszawski magistrat wynika, że biznes i urzędy płaciły niecałe 20 procent rzeczywistych kosztów odbioru śmieci. Z tego powodu małe gminy, ale również samorządowcy z Łodzi zrezygnowali z odbioru odpadów, przekazując obsługę centrów handlowych i urzędów prywatnym przedsiębiorcom śmieciowym. Władze stolicy, czy Gdańska uważają jednak, że to ministerstwo powinno zmienić niekorzystną dla mieszkańców ustawę, a nie doprowadzać do zmian w systemie odbioru miejskich śmieci.

Dodaj komentarz