432112e788a31b9ff88756802dc6bcd2,0,1.jpg

W grudniu 2005 r. przypadkowy przechodzień w jednym z miejskich parków Krakowa dokonał makabrycznego odkrycia – kilkanaście metrów od alejki leżał korpus kobiety, bez głowy, rąk i nóg. Po dwóch miesiącach w innej części Krakowa, w okolicach poaustriackiego fortu spacerowicz znalazł odrąbaną głowę. Na Kraków padł strach, zaczęto mówić o maniakalnym mordercy, który grasuje w mieście. ---ramka 23127|prawo|---

Badania wykazały, że są to szczątki jednej osoby. Kobiety w wieku około 50 lat, której hipotetyczny portret udało się odtworzyć na podstawie wyglądu czaszki. Mimo to, próby ustalenia tożsamości kobiety nie zakończyły się powodzeniem.

- Nikt nie zgłosił jej zaginięcia, nikt jej nie szukał – mówi prowadzący śledztwo oficer z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. – Nasze poszukiwania skoncentrowały się na środowiskach marginesu społecznego, z którego prawdopodobnie pochodziła ofiara.

Policjanci o zaginioną kobietę i jej środowisko zaczęli wypytywać bezdomnych. Przeszukiwano meliny, w których warunki higieniczne były tak złe, że funkcjonariusze pracowali w specjalnych kombinezonach chroniących przed insektami i wirusami. Reporterzy UWAGI! pokazywali portret ofiary krakowskim bezdomnym. Części z nich wydawało się, że rozpoznają kobietę, ale nie potrafili na jej temat powiedzieć nic konkretnego.

Badania zwłok wykazały, że sprawca zabił kobietę ciosem noża w pierś, a potem rozkawałkował zwłoki. I że zrobił to fachowo. Staw biodrowy, który ciął jest zdaniem lekarzy, którzy badali zwłoki bardzo trudny do spreparowania.

- Ślady wskazują na to, że sprawca musiał mieć kontakt z obrabianiem mięsa, zwierzyny – mówi Filip Bolechała, biegły lekarz sądowy z Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie. – Albo była to jego profesja, albo hobby. Czy sprawca miał zaburzoną psychikę? Nie do końca, bo ten sposób rozkawałkowania zwłok jest czasochłonny i wymaga dużej wprawy.

Niedługo po odkryciu zwłok reporterzy TVN przygotowali reportaż o sprawie. Na policję zadzwoniła kobieta, która go obejrzała - powiedziała, że wie, kim jest zabójca. Wskazała na Zbigniewa N., pseudonim Tirowiec. Znają go funkcjonariusze krakowskiej Służby Ochrony Kolei jako jednego z często legitymowanych bezdomnych. Przez lata mieszkał w różnych częściach Krakowa. 47-letni obecnie Zbigniew N. urodził się i mieszkał w podkrakowskiej wsi. Był już kilkakrotnie karany za kradzieże i oszustwa. Nadal jest zameldowany w domu swoich rodziców, z którymi od 10 lat nie nawiązywał kontaktu.

- Jak usłyszę słowo N., to dostaję białej gorączki – mówi kobieta, u której mieszkał N. – Do roboty się nigdy nie ruszył, a jak się ruszył, to znikał. A za nim wszystkie draństwa świata mnie się czepiały. Tego człowieka lepiej mieć z przodu niż z tyłu.

N. znikł na dobre z domu i nie było go dwa i pół roku. Kiedy wrócił, był jak wrak człowieka, mówi cytowana wyżej kobieta. A niedługo potem przyszła po niego policja.

Zbigniewowi N. postawiono zarzut zabójstwa i rozkawałkowania zwłok kobiety. Policja nadal ustala tożsamość ofiary.

Dodaj komentarz