Problemy lokatorów jednej z kamienic w Wołominie zaczęły się kilka lat temu. Wraz z pojawieniem się mężczyzny, który podał się za nowego właściciela budynku.

- Rozebrał ogrodzenie, zaczął grozić, że ludzi pozamyka jak szczury we własnych chałupach – wspomina Hanna Truszkowska.

- Ciepłą wodę zakręcał nam dwa razy – dodaje inna lokatorka.

- Mówi, że jest właścicielem, ale nikomu nie pokazuje żadnego dokumentu – denerwuje się Truszkowska.

Mieszkańcy napisali pismo do urzędu miasta, by ten wyjaśnił sytuację. Okazało się, że w księdze wieczystej rzeczywiście wpisany jest nowy właściciel.

Upomnienia o zadłużeniu

Kamienica od dawna była i jest prywatną własnością. Ostatnimi jej właścicielami byli bracia P., którzy odziedziczyli ją po swoim ojcu. Rodzina nie dbała wystarczająco o stan nieruchomości, dlatego zarząd nad nią kilkadziesiąt lat temu przejęło miasto. Na tej podstawie urzędnicy przydzielali w niej mieszkania komunalne. Kilka lat temu okazało się, że kamienice nabył na współwłasność z żoną i synem 57-letni przedsiębiorca z Wołomina Piotr R.

- Zażądał, żeby zawrzeć z nim umowę na wynajem mieszkania. Powiedziałam, że go nie znam, że dostałam przydział od gminy i mam podpisaną umowę. Powiedział, żebym wymówiła umowę z gminą i podpisała z nim – mówi Irena Dmochowska.

- Dowiedzieliśmy się od spółki komunalnej, że nasze umowy wciąż obowiązują. A sprawa między nowym właścicielem, a nami zostanie przez nich wyjaśniona – mówi Wioletta Jaskulska.

Mimo to mieszkańcy od nowego właściciela budynku dostają upomnienia o zadłużeniu.

- Wszystkim to wysyła. Mam napisane, że jestem zadłużona na blisko 9700 zł. A żadnej umowy z nim nie zawierałam - mówi Róża Jagielska.

- Dostałam faktury za dwa lata. Jakieś 13-14 tys. zł, razem z odsetkami. Nie jestem mu nic dłużna, czynsz opłacam do wydziału komunalnego i żadnego długu nie mam – podkreśla Irena Dmochowska.

- Podał mnie do sądu, ale przegrał. Nie potrafił wyjaśnić, za co jest suma, którą mnie obarcza. Dwa razy odwoływał w Warszawie, i też przegrał – dodaje Jagielska.

Mieszkańcy podkreślają, że za czynsz i ogrzewanie płacą spółce komunalnej.

- Płaciliśmy też za zimną wodę, ale nowy właściciel wypowiedział tę umowę ze skutkiem natychmiastowym. Od 2018 roku nie płacimy. Nie jesteśmy stroną dla wodociągów, żeby mogli przyjąć te pieniądze. A nowy właściciel nie przedstawia nam wyliczeń, jakie jest zużycie ciepłej wody – mówi Jaskulska.

Piotr R. oczekiwał od wszystkich mieszkańców wpłacania identycznych kwot bez względu zużycie wody w poszczególnych lokalach.

- Nie jestem człowiekiem, który mówiąc potocznie jest czyścicielem kamienic, czy coś w tym rodzaju. Nigdy nie chciałem, żeby ci ludzie mieli przykrość, a wręcz przeciwnie, chce, żeby im się żyło dobrze i z uśmiechem na twarzy – oświadczył R. w rozmowie telefonicznej.

Dlaczego mężczyzna odciął wodę?

- Przyszło mi płacić 20 tys. za wodę.

Piotr R. dziwi się też, że urząd pobiera opłaty za jego kamienicę.

- Skoro jestem właścicielem, na jakiej podstawie oni biorą czynsz? Urząd dysponuje budynkiem bezprawnie. Nie mając umowy.

Urzędnicy tłumaczą, że działają zgodnie z prawem.

- Nie doszło formalnie do wydania budynku. Nie było takiej możliwości i woli ze strony właściciela. Pisaliśmy w 2017 roku, kiedy ujawnił się właściciel, jak to powinno wyglądać – mówi Dariusz Szymanowski, zastępca burmistrza Wołomina.

- Moim zdaniem na początku zabrakło rozmów. Stąd nabrzmiały niepotrzebne emocje – dodaje.

Lokatorzy są rozżaleni zaistniałą sytuacją. Część lokali, które dostali od miasta, była w opłakanym stanie, mieszkańcy włożyli dużo pracy i wysiłku, żeby je wyremontować. Założone zostało też centralne ogrzewanie.

Sprawa w prokuraturze

Piotr R. pod koniec stycznia usłyszał zarzut stosowania przemocy „innego rodzaju, utrudniającej w sposób szczególny korzystanie z lokalu”. To przestępstwo wprowadzone do kodeksu karnego kilka lat temu, jako oręż w walce z tak zwanymi czyścicielami kamienic.

- Piotr R. nie przyznał się do popełnienia zarzucanego czynu, złożył wyjaśnienia, w których przedstawił swoją wersję przebiegu zdarzeń. Wyjaśnienia w naszej ocenie pozostają w sprzeczności, nie tylko z zeznaniami pokrzywdzonych lokatorów, ale także innymi obiektywnymi ustaleniami, które poczynili policjanci. W tej chwili postępowanie jest na etapie końcowym. Jest wysoce prawdopodobne, że w najbliższych dniach zostanie skierowany akt oskarżenia do Sądu Rejonowego w Wołominie – mówi Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

- W urzędzie miasta odmówiono nam mieszkań. Powiedziano, że nie spełniamy wymogów. I gdzie mam pójść, na ulicę? Nie mam innego mieszkania. Nie stać mnie na wynajem. Nikt z nas nie ma, gdzie iść – mówi Róża Jagielska.