Pani Mariola sama wychowuje 12-letnie siostry bliźniaczki. Jedna z nich, Zuzanna urodziła się z dziecięcym porażeniem mózgowym i dopiero uczy się chodzić. Od niedawna dzięki pomocy Fundacji TVN „nie jesteś sam" dziewczynka ma nowoczesny wózek wart 15 tysięcy złotych. Niestety podczas powrotu pociągiem z turnusu rehabilitacyjnego wózek został uszkodzony.

- W Poznaniu na dworcu było trzech rosłych panów. Podjechał pociąg, ale okazało się, że on nie ma wagonów dostosowanych do osób niepełnosprawnych. Panowie szli pierwsi, ja za nimi wsiadałam. W momencie, gdy wchodzi się do korytarza, gdzie są przedziały, wózek utknął. Zobaczyłam poruszenie, usłyszałam: weź mocniej pchnij i pchnęli wózek. Zaklinował się między jedną a drugą ścianą. Mogli się odwrócić, zapytać czy wózek się składa czy ściąga się kółka. Nie zapytali. To jest wózek, który się nie składa, ale jak się zdejmie kółka, to wózek jest węższy o 30 centymetrów - opowiada Mariola Raczkowska.

Wózek trafił do naprawy jednak po oględzinach okazało się, że skala uszkodzeń jest tak duża, że koszt naprawy wyniesie niewiele mniej niż nowy wózek.

- W wyniku wyszarpywania została pokrzywiona ośka koła prawego przedniego. Ten wózek nie nadaje się do poruszania, bo stwarza bardzo duże problemy. Tutaj cała siła idzie z rąk. W tym momencie Zuzia nie jest w stanie sama go napędzić  - tłumaczy Jakub Bogusz, dystrybutor wózków dla niepełnosprawnych.

Szerokość wózka Zuzanny to 57 centymetrów - korytarz wagonu pociągu, którym podróżowała dziewczynka ma szerokość zaledwie 52 centymetrów. Wystarczyło odpiąć koła, by bez problemu wózek zmieścić w przedziale. Mimo obecności w wagonie konduktora, podróżujące nie mogły liczyć na jego pomoc. Wręcz przeciwnie - babcia dziewczynek spotkała się z obelgami.

- Kierownik pociągu zobaczył ,mnie z peronu, że ja stoję w służbowym przedziale. Zaczął do mnie krzyczeć, że mam natychmiast opuścić służbowy przedział, że ja nie mam prawa przebywać tam. Usiłowałam mu coś wytłumaczyć, zaczął do mnie krzyczeć, że w tym przedziale była przesyłka warta 50 tysięcy PLN i ona zginęła i on dopilnuje, żebym ja zapłaciła tę kwotę. Fala gorąca mnie ogarnęła, już nie wiedziałam co mam mówić. A pan do mnie mówi: zamknij się i wypierd… z tego przedziału. Wtedy Zuzka się rozpłakała, że wszystko przez nią, że jakby była zdrowa, to ja bym nie miała problemów. Musiałam zająć się płaczącym dzieckiem – mówi Mariola Raczkowska.

Dyrekcja PKP Intercity nie unika odpowiedzialności za to, co wydarzyło się podczas podróży.

- Jest nam bardzo przykro, że nasz pracownik zachował się w taki sposób. Będziemy wyjaśniać tę sytuację i wyciągać konsekwencje w stosunku do obsługi. Będziemy też rozmawiać bądź to o naprawieniu lub o zasponsorowaniu zakupu nowego wózka. Staramy się kształcić, edukować nasze drużyny aby wiedziały, jak takim osobom pomagać. Między innymi dlatego od niedawna w zespole Intercity jest konsultant do spraw osób niepełnosprawnych. Więc z jednej strony będziemy wyciągać konsekwencje personalne, z drugiej lepiej szkolić ludzi, inwestować w nowy tabor, a w przypadku tych konkretnych ludzi zrobimy wszystko, aby ten sprawny wózek trafił w ręce dziewczynki.

Dystrybutor wózka udostępnił Zuzannie wózek tymczasowy. Jednak  zanim do tego doszło, dziewczynka nie mogła uczestniczyć w ćwiczeniach rehabilitacyjnych.

Chociaż sprawa skandalicznego zachowania pracowników kolei Intercity ma szansę znaleźć swój pomyślny finał, Zuzanna od października ubiegłego roku czeka na nowy wózek. Dziewczynka wciąż ma traumę i obecnie pracuje z psychologiem. Głównie z tego powodu babcia Zuzanny chciała nagłośnić tę sprawę, by nieustannie uwrażliwiać innych na traktowanie niepełnosprawnych.

Dodaj komentarz