Państwo Wallendszusowie mieszkanie w centrum Warszawy kupili i wyremontowali cztery lata temu. Mieszkali w nim jednak tylko przez trzy miesiące. Ze względu na trudną sytuację materialną wynajęli lokal. Ich najemcami została wietnamska rodzina.

"Nie mam prawa wejść do mojego mieszkania"

- Jak urodziłam dziecko, przenieśliśmy się pod Warszawę do domu mojej mamy, a mieszkanie zdecydowaliśmy się wynająć. Nie było nas stać na płacenie i kredytu, i czynszu - mówi Małgorzata Topczewska-Wallendszus.

Trzy lata temu w lokalu zamieszkała wietnamska rodzina. Na początku lokatorzy co miesiąc regularnie płacili za wynajem. Od roku czynszu nie płacą. Właściciel mieszkania nie wie nawet, w jakim stanie jest jego lokal.

- Jako właściciel nie mam prawa wejść do tego mieszkania, jeżeli oni się na to nie zgodzą. Od zeszłego roku nie przychodzę tutaj w ogóle, bo zostałem oskarżony o nękanie i o naruszenie miru domowego przez to, że przychodziłem odebrać swój czynsz, który mi się należał - mówi pan Kamil. - Zostali poinstruowani, że mogą nie płacić pieniędzy, a mieszkać za darmo, że mogą oszukiwać, okradać - uważa mężczyzna.

Właściciele mieszkania próbowali wyegzekwować należności. Jednak bezskutecznie. W mieszkaniu odcięto już prąd, ciepłą wodę i gaz.

- Ona twierdzi, że to już jest jej mieszkanie, że ona się nie wyprowadzi, i że to my mamy płacić za to, że ona tam mieszka, ona nie może pracować - mówi pani Małgorzata.

"Ja nie oszukuję!"

Chcemy porozmawiać z kobietą, która mieszka w lokalu państwa Wallendszusów. Kobieta odmawia jednak komentarza. - Ja nie oszukuję! - Wykrzykuje tylko przez drzwi.

W lokalu mieszka teraz tyko ona. Jej partner i dzieci już tu nie przebywają. Mimo to, państwo Wallendszusowie wciąż nie mogą odzyskać mieszkania, którego stan pogarsza się z dnia na dzień. Inni mieszkańcy bloku czują się zagrożeni. Niedawno lokatorka zalała sąsiadów.

- Przez trzy dni woda ściekała po rurkach i powstały zacieki. Nie tylko u nas, ale również u sąsiadów na dole - wspomina Antoni Szczepański, w którego mieszkaniu lała się woda. - W kuchni zobaczyłem butlę gazową i przerażenie mnie ogarnęło, że będzie wybuch w domu. To jest, niestety, w budynku bomba - nie ma wątpliwości mężczyzna.

Na te doniesienia reaguje pan Kamil. Na miejsce przyjeżdża policja, którą lokatorka wpuszcza do mieszkania. Niedługo potem pogotowie gazowe zabiera z niego nielegalnie przetrzymywaną butlę z gazem.

Kilkanaście miesięcy temu właścicielom mieszkania wydawało się, że uwolnią się od niechcianych lokatorów.

- Ten Wietnamczyk dzwonił do mnie i wysyłał SMS-y, że on chce się stamtąd wyprowadzić, że chce oddać klucze, bo ich nie było stać. On zmieniał pracę, w tamtym czasie chyba nie pracował - opowiada pani Małgorzata. - Mąż tam pojechał, odebrał od niego klucze - dodaje. Według niej któryś z sąsiadów podał wietnamskiej rodzinie kontakt do Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów. - Oni przyjechali, stwierdzili, że to była "dzika eksmisja", rozwalili drzwi siłą i wprowadzili tę rodzinę wietnamską z powrotem. Tylko dlatego, że po odjeździe mojego męża pojawiła się pani Wietnamka i stwierdziła, że ona się nie chce wyprowadzić i zaczęła się awanturować - mówi pani Małgorzata.

"Problem jest wydumany i wymyślony"

Lokatorkę wzięło w obronę Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów i Kolektyw Syrena. Ta druga organizacja kilka lat temu zajęła kamienicę w centrum warszawy. Władze stolicy od lat nie mogą odzyskać budynku. Stowarzyszenie lokatorów, które ściśle współpracuje z kolektywem, protestuje przeciwko reprywatyzacji warszawskich kamienic. Próbujemy skontaktować się z jego przedstawicielem. Bezskutecznie. Udaje nam się natomiast skontaktować z przedstawicielem kolektywu Syrena.

- Mam wrażenie, że państwa stacja w tym wypadku chce po prostu wyrobić wasze pensje na tragedii lokatorskiej - mówi Antek Wieszort z Kolektywu Syrena. - Z medialnymi sępami najzwyczajniej nie uda się stworzyć rzetelnego materiału telewizyjnego. Trudno to inaczej zrozumieć, niż poszukiwanie taniej sensacji, za którą zarobi pan kupę kasy, a lokatorka wraz ze swoją rodziną nie mogła spać w nocy - twierdzi w rozmowie z reporterem UWAGI!.

Podczas programu na żywo Uwaga! po Uwadze o tej sprawie sytuację komentuje między innymi znany działacz społeczny Piotr Ikonowicz.

- Problem jest wydumany i wymyślony. Gdyby państwo nie stosowali pozaprawnych metod, gdyby nie zachowywali się tak, jak gdyby prawo własności dawało im prawo do poniewierania innymi ludźmi tylko dlatego, że nie są Polakami, a Wietnamczykami, i gdyby poszli do sądu po wyrok eksmisji, to już dawno przyszedłby komornik z policją i dokonał zgodnej z prawem eksmisji - tłumaczy.

Ton Van Anh, aktywistka wspierająca społeczność wietnamską w Polsce, w Uwadze! po Uwadze tłumaczy, że o sprawie słyszała. - Pewne jest, że ten spór nie jest tylko finansowy - mówi i dodaje, lokatorzy początkowo płacili uczciwie czynsz. - Zaczęli się skarżyć na właścicieli, kiedy dostawali SMS-y z pogróżkami. Te fakty najprawdopodobniej miały miejsce i są znane w procesie sądowym - dodaje.

- Przychodziłam wielokrotnie do tego mieszkania, mój mąż też, ale tylko dlatego, że innego kontaktu z tymi ludźmi nie było - mówi pani Małgorzata. - Cały czas była taka gra, żeby ich ustawić w takiej sytuacji, że oni są biedni, pokrzywdzeni, a my jesteśmy brutalni, jesteśmy czyścicielami kamienic i jesteśmy spekulantami - uważa i dodaje, że do mieszkania przychodzili tylko po czynsz i nie dochodziło tam do żadnych aktów przemocy, ani nie było pogróżek.

Ustawa, która chroni lokatorów

Państwo Wallendszusowie w zeszłym roku znaleźli kobiecie o wiele tańszy lokal w centrum Warszawy. Mimo, że była ona już umówiona na podpisanie umowy, ostatecznie się wycofała. Docieramy do zapisów wewnętrznej dyskusji pomiędzy działaczami stowarzyszenia, w której przyznają, że obie strony konfliktu nie są bez winy i twierdzą, że nie wiedzieli o takim postępowaniu lokatorki.

- To jest osoba, która jest zdrowa, w pełni sił, pracowała, mieszka 20 lat w Polsce, udaje, że nie zna języka polskiego, co też nie jest moim zdaniem prawdą - wylicza pani Małgorzata. Według niej Wietnamka mogłaby iść do pracy i zarabiać na swoje utrzymanie. - Woli korzystać z zasiłków. My jesteśmy w takiej sytuacji, że nas nie broni nikt - uważa pani Małgorzata.

Lokatorka natomiast jest chroniona przez obecnie obowiązujące przepisy. Co prawda państwo Wallendszusowie wystąpili już do sądu o jej eksmisję, jednak nic wskazuje na to, żeby mieli odzyskać swoje mieszkanie w najbliższym czasie.

- W momencie, kiedy dana osoba jest lokatorem tego mieszkania, ona ma określone prawa, zagwarantowane ustawą o ochronie praw lokatorów - mówi Halina Milewska ze Stowarzyszenia Mieszkanicznik. - Niestety nie ma żadnej ustawy, która dawałaby większe, bądź chociaż równe prawa właścicielom takich nieruchomości - dodaje. Jak twierdzi, wynika to z faktu, że obecnie obowiązujące przepisy tworzone były w latach 60 i nic na razie nie zapowiada ich zmiany.