8d3cbddb8dbba3e062d4eb25c0be8c6f,0,1.jpg

Dwa tygodnie temu we wsi Siedliska Bogusz w województwie podkarpackim miała miejsce przerażająca zbrodnia. 18 lutego w trzech sąsiadujących ze sobą domach znaleziono zwłoki trzech samotnie mieszkających osób – 33-letniego mężczyzny i dwóch starych kobiet. Zostali zamordowani w okrutny sposób. Oględziny zwłok wykazały, że mężczyznę zamordowano piłą motorową, jedna z kobiet została zabita siekierą, ciało drugiej było skrępowane sznurami i kablami.

Już kilka godzin po odkryciu makabrycznej zbrodni policja zatrzymała dwóch podejrzanych - 25-letniego Dawida P. i 20-letniego Krzysztofa R. Obaj przyznali się do popełnienia morderstw.

- Motywem działania była chęć zysku – mówi Mariusz Skiba, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie. – Mężczyźnie zabrali 100 złotych, a kobietom 1000 i 2500 złotych. Razem 3600 zł.

Młodszy z zabójców Krzysztof R. już jako szesnastolatek usiłował zamordować starszą kobietę, swoją sąsiadkę. Napadł na nią z siekierą. Mimo, że jego ofiara zmarła wkrótce po napadzie nie zmieniono kwalifikacji jego czynu. Trafił za to na rok do domu poprawczego.

- Takich ludzi się nie zapomina – mówi były wychowawca z zakładu. – Miał 16 lat i nie umiał pisać i czytać. Miał zaburzoną psychikę. Musiał czuć silną rękę nad sobą, wtedy mógł w miarę normalnie funkcjonować. Nie ma nic gorszego, gdy ktoś taki wraca na wolność do patologicznego środowiska.

W poprawczaku Krzysztof R. ukończył gimnazjum, przyuczał się do zawodu stolarza. Sprawiał jednak problemy - nie wracał na czas z przepustek, doprowadzała go policja. Rok temu chłopak sam wystąpił do sądu o warunkowe zwolnienie. Mimo, że łamał regulamin, dyrekcja wystawiła mu bardzo dobrą opinię, dzięki której wyszedł na wolność. Dyrektor domu poprawczego nie chce teraz rozmawiać o tym, dlaczego uznał, że Krzysztof R. zasługuje na zwolnienie. Chłopak wrócił do rodzinnej miejscowości, tego samego środowiska, w którym dopuścił się już przestępstwa.

- Po wyjściu z zakładu poprawczego policjanci interweniowali u niego co najmniej czterokrotnie – mówi Mariusz Skiba, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie. – Chodziło o awantury z bliskimi osobami. Informacje o Krzysztofie R. policjanci systematycznie przekazywali sądowi.

W tym okresie to kurator i sąd sprawowali nadzór nad Krzysztofem R. Prezes Sądu Rejonowego w Dębicy Dariusz Różański nie chciał odpowiedzieć na pytanie, czy nadzór kuratora był właściwy i czy nie należało z powrotem umieścić agresywnego mężczyzny w domu poprawczym. Tłumaczył się niejawnym charakterem postępowania.

W grudniu ubiegłego roku Krzysztof R. zamieszkał w schronisku dla bezdomnych w Dębicy. Miał dobre warunki, ale nadal nie chciał pracować ani podporządkowywać się poleceniem. Poznał tam Dawida P. który mieszkał w noclegowni od kilku lat. Mężczyzna miał na swoim koncie liczne wyroki za kradzieże i włamania. Obaj szybko się zaprzyjaźnili.

- Dawid miał zgłosić się do zakładu karnego – mówi Leszek Ciurko, kierownik schroniska im. Brata Alberta w Dębicy. – Czując, że niedługo przyjedzie po niego policja, uciekł razem z Krzyśkiem.

Mężczyźni wrócili do rodzinnej miejscowości Krzysztofa R. i zamordowali trzy osoby. Zostali aresztowani na trzy miesiące. Grozi im kara 25 lat więzienia, ale prokuratura nie wyklucza, że ze względu na ich wyjątkową brutalność będzie starała się o dożywocie.

Dodaj komentarz