Dwukrotnie zlekceważony

Paweł urodził się z wodogłowiem. Do czerwca zeszłego roku funkcjonował normalnie, żyjąc z zastawką, odprowadzającą płyn mózgowo-rdzeniowy. Świetnie się uczył, uprawiał sporty, był zwykłym, dorastającym chłopcem.

- Pytam czasem syna, czy pamięta, co się stało tego dnia. Paweł zaczyna wtedy płakać – mówi Lucyna Rek, matka Pawła.

Potworne bóle głowy i wymioty pojawiły się nagle. Były oczywistym symptomem zerwania się zastawki. Lekarz z pogotowia dwukrotnie zlekceważył te objawy, a gdy Paweł zaczął tracić świadomość, wpisał w kartę, że chłopiec udaje nieprzytomnego.

W notatce służbowej, jaką lekarz ratownik złożył przełożonemu, po akcji ratunkowej czytamy:

„Dziecko wybudzono delikatnym uszczypnięciem. Po zbadaniu go, nie stwierdzono odchyleń od normy. Zachodziło duże prawdopodobieństwo, że dziecko symulowało.”

Po zdecydowanych naciskach ze strony rodziców, ratownicy zabrali Pawła karetką do szpitala. Karetka nie jechała na sygnale, bo zdaniem lekarza nie było takiej potrzeby.

Kiedy Paweł trafił do lecznicy, został natychmiast przetransportowany helikopterem do Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. Tam lekarze walczyli o jego życie. Na skutek zerwania zastawki doszło do niedotlenienia mózgu. Dziś Paweł, pomimo dziewięciu miesięcy rehabilitacji nie mówi, nie chodzi, jest żywiony sondą i bezustannie rehabilitowany.

Zarzuty

Podczas akcji ratunkowej, matka chłopca informowała lekarza o zastawce, mówiła mu także, że ból głowy i wymioty to symptomy jej zerwania i gromadzenia się w czaszce płynu mózgowo-rdzeniowego. Lekarz pogotowia zignorował zarówno stan chłopca jak i słowa matki.

Po dziewięciu miesiącach śledztwa prokuratura zdecydowała o postawieniu lekarzowi zarzutów.

- Dziś postawiono lekarzowi zarzut popełnienia przestępstwa narażenia małoletniego Pawła R. na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia bądź pozbawienia zdrowia małoletniego. Podejrzany nie przyznał się do stawianych mu zarzutów i odmówił składania wyjaśnień – komentuje Joanna Smorczewska z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.

Po tragedii sprawą zainteresowało się wiele instytucji. Kontrolę przeprowadził min. wojewódzki konsultant medyczny.

- Przeglądając dokumentację, na której w tej sprawie się opieramy, stwierdziliśmy, że objawy chłopca i informacja, że ma on zastawkę w układzie nerwowym, powinny spowodować przewiezienie dziecka do szpitala i bardziej wnikliwą jego kontrolę na jego terenie – mówi Jolanta Majer, konsultant wojewódzki w dziedzinie medycyny ratunkowej i dodaje: Nasza kontrola jest po to, by taka sytuacja nie miała więcej miejsca. Zaleciliśmy przeprowadzenie w tym pogotowiu szkoleń i pogłębienie wiedzy personelu na temat pacjentów z takimi zastawkami.

Nowe życie

Od czasu wypadku życie rodziny Pawła uległo całkowitej zmianie. Jego mama musiała zrezygnować z pracy, by na stałe zająć się niepełnosprawnym synem. Ojciec jest teraz jedynym żywicielem rodziny.

- Nie ukrywam, że jak popołudniami jestem sam w domu to cały czas myślę o synu i żonie, o jego zdrowiu i emocje biorą górę. Wszystko podporządkowane jest pod Pawła, pod porę jego karmienia, rehabilitacji - wyznaje Marcin Rek, ojciec Pawła.

Państwo Rekowie musieli sprzedać mieszkanie, by móc przeprowadzić się na parter, skąd łatwiej im jest wynosić bezwładnego, ale wciąż rosnącego nastolatka. Wiele tygodni Paweł wraz z mamą spędza na rehabilitacji w Iławie.

- Staram się trzymać nerwy na wodzy. Nie mnie oceniać pracę tego lekarza. Moim zdaniem lekarz ewidentnie zawinił. Nie wiem, czy to niedouczenie czy brak kompetencji – dodaje pan Rek.

W odpowiedzi na nasze próby kontaktu, lekarz, który stwierdził, że Paweł symuluje, wysłał nam oświadczenie. Twierdzi w nim, że pragnie przekazać wyrazy współczucia Pawłowi i jego rodzinie. Jednocześnie podkreśla, że nie jest winny pogorszeniu stanu zdrowia chłopca, gdyż jego zdaniem dołożył wszelkich starań, by go ratować. Sugeruje, że Paweł znalazł się w tym stanie przez „splot różnych okoliczności”.

- On musiałby przyjść i zobaczyć jak Paweł teraz wygląda. Nie życzę mu tego, co nas spotkało – kończy matka chłopca.

 

Przypominamy wcześniejsze reportaże:

13-LATEK MA CIĘŻKIE USZKODZENIE MÓZGU. LEKARZ UZNAŁ, ŻE SYMULUJE

NIE UDZIELONO MU POMOCY TWIERDZĄC, ŻE SYMULUJE. CO DALEJ Z 14-LETNIM PAWŁEM?