Włodek Dembowski to wokalista i frontman Łąki Łan. Po mieście lubi chodzić na bosaka. - Kiedyś chodziłem często w odwiedziny do różnych ludzi. Ciągle zdejmować, zakładać buty, zdejmować, zakładać... strasznie dużo czasu to zajmuje. Jest kwestia wymiany energii z Matką Ziemią - tłumaczy Włodek, zwany Papordziadem.

- To jest taki kosmita! Ja myślę, że to jest w ogóle facet, który jest w jakiejś podróży na sobie tylko znanej trajektorii - uważa dziennikarz muzyczny Piotr Stelmach. - Jestem filozofem, który dostał, zamiast pisania książek, możliwość śpiewania i występowania - mówi o sobie artysta.

"Z grobów nie kradnę"

Muzycy Łąki Łan wychodzą na scenę przebrani za owady i zwierzęta. Teksty ich piosenek nawołują do szacunku i życia w zgodzie z przyrodą i czerpania z tego radości.

- Oni stworzyli swój własny język, taki minisłownik. Bo co to może znaczyć "korzeń się ze mną", albo "przez cały dzień się pleń", albo "co to jest za stan, kiedy pała łan"? - pyta Piotr Stelmach, a Włodek tłumaczy: - To jest piękny stan, kiedy się stoi w takich dorodnych, okazałych łanach i one kwitną, one pachną, są taką kwintesencją życia, piękna, tak jak ta dzięcielina u Mickiewicza, tak u nas ten cały łan. To jest też metafora ludzi, którzy potrafią w kupie być taką piękną, radosną siłą, pełną uśmiechu i mocy - mówi i wspomina:

- Miłością do słowa zaraziła mnie mama polonistka, która od dziecka faszerowała mnie "tuwimami", "brzechwami", "mironami" i innymi gagatkami.

Nieodłącznym elementem koncertów Łąki Łan są kwiaty, które Paprodziad rzuca ze sceny. Wcześniej zbiera je razem z fanami w osobliwych miejscach, np. na cmentarnych śmietnikach.

- Wychowałem się koło cmentarza na Woli. Patrzę, a tam tyle kwiatów się wysypuje ze śmietnika. I pomysł się sam nasunął - mówi i dodaje: - Mam nawet ranking swoich ulubionych cmentarzy w Polsce - mówi Paprodziad. Obciachu się nie boi. - Nie mam takiego podejścia, że coś jest obciachem, a coś nie jest. Jak coś trzeba zrobić, to to robię. Niech się wstydzi ten, kto widzi. Z grobów nie kradnę, nie? - kwituje.

Wzloty i upadki

W zespole jednak nie zawsze wszystko odbywało się bezproblemowo. Jak wspomina Piotr Koźbielski zwany "Mega Motylem", zdarzały się nawet bójki. - Parę razy się tłukliśmy. Oczywiście, jesteśmy już dorośli. więc te emocje są opanowywalne. Natomiast na początku było grubo - przyznaje.

- Przez wiele lat nie mieliśmy w ogóle pieniędzy. Dokładaliśmy do interesu duże pieniądze - mówi Mega Motyl. - Teraz jesteśmy na tym etapie, że możemy poświęcić swój czas muzyce - dodaje i wspomina, że wcześniej zajmował się wieloma rzeczami: pracował w reklamie, ale też... w szpitalu. - Byłem sanitariuszem na Banacha [ulica w Warszawie - red.]. Pracowałem w tzw. umieralni, na internie. Ci ludzie... mogłeś z nimi rozmawiać, a następnego dnia mogło już ich nie być. Każda ta chwila, którą im byłeś w stanie oddać, to było dla mnie coś wspaniałego - wspomina Piotr. Jak twierdzi, chciał nawet zostać chirurgiem, ale "zjadły go" przedmioty ścisłe i "skończyło się na bębnieniu".

- Przełomowym momentem dla Łąki Łan był występ na Woodstocku. Zobaczyło nas bodajże milion osób jednego dnia - mówi Bartek Królik, zwany "Zającem Cokictoklocem". - To jest nie do ogarnięcia. Kiedy milion osób zaczyna śpiewać twoją piosenkę, to kapcie spadają - dodaje Mega Motyl, ale wspomina też, że dla niego jeszcze mocniejszym przełomem było... wyrzucenie z zespołu Włodka.

- Przez rok czy półtora Włodziu nie grał z nami. Niestety, jego percepcja nie zdążała za naszą, ponieważ był pochłonięty spożywaniem różnych rzeczy - mówi Piotr.

A sam Włodek przyznaje, że to alkohol przez jakiś czas "rył mu beret". W końcu jednak przyszło otrzeźwienie. - Chyba kubeł zimnej wody coś mu pomógł - twierdzi Piotr.

- Położyłem się kiedyś na Moczydle na łączce i mówię: "a nuż kiedyś przyjdzie nam jeszcze gościnnie razem wystąpić, to napiszę taką piosenkę na wszelki wypadek. Nawet nie myślałem o powrocie. I tak powstał "Galeon funk" - wspomina Włodek. - Wrócił, zaśpiewał tę piosenkę i zdecydowaliśmy, że damy mu szansę. I został, w tym momencie już chyba zostanie do końca. Nie wyobrażam sobie tego zespołu bez niego - przyznaje Piotr.

"Komercja przyszłości, która się właśnie zaczyna"

W 2015 roku Włodek Dembowski poślubił w Kazimierzu Dolnym Magdalenę Kielar aktorkę i modelkę. Oboje są wegetarianami i starają się żyć blisko przyrody, dlatego latem ich miejscem do życia staje się niewielki domek na terenie ogródków działkowych.

Jak twierdzi Magda, żoną Paprodziada jest być "i lekko, i nielekko". - Mamy bardzo ciężkie filozofie. Jedną z nich jest to, że staramy się żyć bez kredytów - tłumaczy i dodaje, że niezwykłą cechą jej męża jest siła i moc, żeby "nie iść z prądem ducha tego świata". - To mnie urzeka. Ja czasem słabnę - przyznaje.

Jednym z pomysłów Włodka jest np. to, by jeść marchewki prosto z ziemi, bez mycia, ponieważ "ma witaminę b12, jak się je z ziemią". - Jak się obsuszy, wykruszy, to wtedy szamiesz, lepiej nie spłukiwać - przekonuje Paprodziad.

A już o muzyce i tekstach, które robi razem z zespołem, mówi: - Staram się wysyłać w przestrzeń tylko fajną energię, fajne słowa, które potrafią kogoś zainspirować do radości, szukania pozytywów w życiu, do tego, by się jakoś budować - mówi o swoich pomysłach na zespół, w którym gra. - Łąki Łan jest komercją przyszłości, która się właśnie zaczyna - twierdzi.

Dodaj komentarz