Marianka musi polecieć do USA

5-latka od roku walczy ze złośliwym nowotworem mózgu, który dla dzieci jest śmiertelny w 90 proc. przypadków.

- Na tomografii był widoczny guz, który miał 6 cm, czyli był bardzo duży. U tak małej dziewczynki to guz, który wypełnił prawie całą lewą cześć głowy. Wtedy usłyszeliśmy, że mamy się szykować na najgorsze. Ale na to się nie da przygotować – wspomina Kamil Furman, ojciec Marianny.

Dziewczynka przeszła dwie operacje mózgu, chemioterapię i radioterapię.

- Mania ma dużą siłę i chęć życia, dlatego dalej walczy – dodaje pan Kamil.

Możliwości leczenia w Polsce już się skończyły. Jedyną szansą dla Marianki jest wyjazd do Stanów Zjednoczonych, gdzie opracowano dla niej specjalny program leczenia. Koszt terapii przerastał jednak możliwości finansowe rodziny.

- Ostatecznie musieliśmy zebrać ponad 3,5 miliona złotych. Wsparło nas ponad 80 tysięcy osób. W większości są bezimienni, więc nawet nie wiem, jak im dziękować – przyznaje ojciec Marianki.

Kiedy wydawało się, że największy problem, czyli zebranie tak dużej kwoty pieniędzy, został rozwiązany, pojawił się kolejny, dużo poważniejszy – pandemia koronawirusa.

- Nie mamy czasu. Dokładnie trzy tygodnie po skończeniu ostatniej chemioterapii musimy rozpocząć kolejny etap leczenia. Bez względu na wszystko, właśnie wtedy musimy być w USA. Nie możemy czekać. To nie jest operacja, którą można przekładać – podkreśla Kamil Furman.

Zobacz także: Arechin nie działa profilaktycznie i nie chroni przed zakażeniem

Patryk też czeka

Marianka nie jest jedynym dzieckiem, któremu zamknięcie granic może odebrać szansę na leczenie. Patryk ma 11 miesięcy, cierpi na rdzeniowy zanik mięśni, potrzebuje specjalnej terapii genowej, która także przeprowadzana jest w USA.

- Widzieliśmy dzieci po terapii genowej. Robiły ogromne postępy. Sama myśl o cenie takiego leczenia nas odstraszała. Nie wierzyliśmy, że jesteśmy w stanie zebrać tak ogromną kwotę. To było ponad 2 miliony dolarów – mówi Monika Radwańska, matka Patryka i dodaje: - Dzięki ludziom o dobrych sercach udało się zebrać tę kwotę, ale w obecnej sytuacji nie wiadomo, czy uda nam się polecieć do USA.

Anna Zaborowska od lat specjalizuje się w medycznym transporcie lotniczym.

- Same nasze dobre chęci i otwarte serca to za mało. Musimy mieć pewność, że ten szpital w USA w obecnej sytuacji przyjmie te dzieci – mówi Zaborowska, dyrektor zarządzająca Air Med Escort i dodaje: - Musimy mieć gwarancję nie tylko naszego rządu, że możemy polecieć. Potrzebujemy też gwarancji od Departamentu Stanu USA, że wpuszczą obywateli Unii na teren USA. Nadzieja jest zawsze. Nikt trzeźwo myślący nie może dziś zagwarantować, że taki transport wykona.

Zobacz także: 0,5 procent Polaków nie przestrzega zasad domowej kwarantanny

Instytucje mocno wspierają rodziny, by umożliwić ich dzieciom wylot. Potrzebna jest współpraca polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, przewoźnika, firmy medycznej, ale przede wszystkim zgoda Stanów Zjednoczonych.

- Decyzję w takiej sytuacji podejmuje indywidualnie Departament Stanu w Waszyngtonie w oparciu o konkretne przesłanki. My oczywiście pomagamy tym rodzinom - mówi Marcin Przydacz z Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Po nagraniu reportażu z MSZ napłynęły dobre wieści. Troje małych pacjentów dostało zgodę na wylot do USA. Niestety, stan zdrowia Marianki nagle bardzo się pogorszył, dziewczynka ponownie trafiła do szpitala. Marianka planowo ma być w Ohio 2 kwietnia.

Więcej informacji na temat koronawirusa znajdziesz na Zdrowie.tvn.pl >>>