8be99bff5b457d51d82d392779d1b900,0,1.jpg

Iwonę wszyscy lubili, była duszą towarzystwa, świetnie się uczyła. Jej pasją był sport. Kilka razy w tygodniu trenowała piłkę ręczną, pływała i biegała. Pisała też wiersze, malowała graffiti, nałogowo czytała thrillery i horrory. Dwa lata temu stał się wielką fanką hip – hopu. Zaczęła pisać teksty i śpiewać - tak, że wychodziło się z największego ”doła”, jak mówi lider grupy, z którą nagrywała.

- Chciała, żeby życie było ciekawe, żeby się w nim coś działo - mówi Magdalena Kobińska, przyjaciółka Iwony.

Iwona Walczak zaginęła pod koniec lutego. Przez wiele tygodni szukała jej policja, ale także znajomi, koleżanki i koledzy. Powiesili dziesiątki plakatów, godzinami przeczesywali odludne miejsca – pustostany, lasy, okolice giełdy samochodowej. Nie było żadnych świadków.

Iwonę tego dnia, gdy zaginęła, po raz ostatni widziała matka. Było już po północy. Iwona miała zamiar obudzić się nazajutrz wcześniej, iść do lekarza, bo źle się czuła. Matka dziewczyny zajrzała do jej pokoju przed pierwszą - Iwona rozmawiała z kimś przez telefon.

- Może gdybym się nie popłakała na filmie, to bym potem tak szybko nie usnęła i poszła do niej jeszcze, i ona by nie wyszła - mówi ze łzami w oczach Alina Walczak, matka Iwony.

Iwona wyszła z domu, nie zabierając ze sobą portfela, a nawet kluczy do domu. Już nie wróciła. Kto do niej dzwonił? Jak uważa prywatny detektyw, którego wynajęli rodzice dziewczyny, dzwonić mógł jej znajomy, dużo od niej starszy, mężczyzna po rozwodzie, nadużywający alkoholu. Mimo różnicy wieku kolegował się z Iwoną i jej przyjaciółmi.

- Nagle się wśród nas pojawił, był na ”cześć”, wydawało się, że pasuje do nas - mówi Bartłomiej Dobies, kolega Iwony. - Z Iwoną utrzymywali stosunki przyjacielskie, zwierzał się jej ze swoich problemów, Iwona była taka, że słuchała i radziła mu. Po Sylwestrze mówiła, że zalecał się do niej, musiała od niego uciekać. Nie traktowaliśmy tego poważnie - tyle, że się upił i tak się zachowuje.

Po siedmiu tygodniach od zaginięcia ciało Iwony przez przypadek znalazły gimnazjalistki, niespełna 100 metrów od jej domu, pod stopniami prowadzącymi do drzwi przychodni osiedlowej. Ani policja, ani prokuratura nie chcą na razie ujawniać szczegółów śledztwa. Czekają na szczegółowe wyniki sekcji zwłok i przesłuchują świadków. Nikomu nie postawiono zarzutów. O mężczyźnie, który mógł telefonować do Iwony nic nie wiadomo. Jej starszy znajomy, jak ustaliła prokuratura, zniknął z domu dwa dni przed odkryciem zwłok dziewczyny.

Dodaj komentarz