- W moją ścianę rzucali m.in. kałem - opowiada nam pani Bożena, która mieszka sama w domu w niewielkiej miejscowości na Podkarpaciu. Usiłując się ratować, wokół domu postawiła dodatkowe ogrodzenie, ale zaraz potem ktoś powiesił na nim rysunek z gwiazdą Dawida.

- Oni podjeżdżają pod mój dom, otwierają szyby, wydzierają się, grożą - wylicza kobieta. Rodzina K nagrywa, fotografuje oraz śledzi panią Bożenę i jej znajomych. Sąsiedzi niszczyli również ogrodzenie wokół jej posesji, wielokrotnie zabrudzali elewację domu, zasypywali śmieciami podwórko.

"Bo ci poderżnę gardło"

Agresywni sąsiedzi to czynna zawodowo lekarka oraz jej dwoje dorosłych dzieci. W grudniu 2014 siłą wtargnęli na posesję pani Bożeny, którą oskarżyli o udział w napadzie. Kobieta została uderzona w twarz, próbowano wyrwać jej dyktafon: dowód ataków i gróźb, jakie padły pod jej adresem. Wyzywano ją od "k…rew" i , suk i szmat. Kiedy uciekała, wzywając ratunku, usłyszała: "Bo ci poderżnę gardło".

- Ja się tu nie czuję bezpiecznie. We własnym domu czuję się, jak w więzieniu - mówi pani Bożena, z zawodu nauczycielka. - Nikt do mnie nie przyjeżdża i mnie nie odwiedza i to tylko, dlatego, że chronię całą rodzinę i przyjaciół. Ktokolwiek by tu przyjechał, natychmiast jest wzywana policja albo są fotografowane numery rejestracyjne samochodów. Ja i sąsiedzi jesteśmy zastraszeni. Grożą nam kolejnymi sprawami, chociaż mamy ich już ogrom. Są to zawiadomienia w stylu, że przez 2 sekundy szczekał mój pies – opowiada kobieta.

70 zgłoszeń

Rodzina K. pisała skargi na swoja sąsiadkę do Nadzoru Budowlanego, Nadleśnictwa, Starostwa Powiatowego. Złożyła ponad 70 zgłoszeń do Wydziału Wykroczeń, wiele zawiadomień do prokuratury o pomówienia, znieważenie i stalking. Kobieta musi składać wyjaśnienia i tłumaczyć, że to ona jest ofiarą stalkingu. Podobne ataki spadły na znajomą, która ją odwiedziła. - Kiedy wysiadłam z samochodu na balkon sąsiedniego domu wyszła rodzina, więc ukłoniłam się. Oni nie odpowiedzieli, więc ukłoniłam się po raz drugi. Po jakimś czasie dostałam wezwanie na policję, żebym wyjaśniła, dlaczego dziesięć razy się kłaniałam! - opowiada nam pani Ewa.

Kiedy pytamy o tę sprawę policję, słyszymy, że jeśli ktokolwiek poczuje się znieważony faktem, że kto inny mu się kłania, to policja ma obowiązek przyjąć takie zgłoszenie. Czy to nie farsa? - Ja nie jestem od oceniania, czy to farsa, czy nie - odpowiada Jacek Bator z komendy w Dębicy.

"Boję się tej rodziny i to bardzo"

Pani Ewa była świadkiem w procesie, który rodzina K. wytoczyła pani Bożenie. Chodziło o zniesławienie i pomówienie. Kiedy kobieta złożyła niekorzystne dla rodziny K. zeznania próbowano ją zastraszyć: Małgorzata K. zajeżdżała jej drogę i śledziła. Rodzeństwo K. nachodziło ją również w domu. - Mąż do nich wyszedł i powiedział, że to prywatny teren i nie życzymy sobie ich wizyty. Wtedy pani Małgorzata odkręciła butelkę wody, polała po sobie, swoją komórkę i zaczęła krzyczeć, że mąż zniszczył jej telefon komórkowy!

Potem okazało się jeszcze, że mąż jest oskarżony o kradzież portfela – relacjonuje pani Ewa. Oboje z mężem musieli składać wyjaśnienia. Sprawa została umorzona. - Boję się tej rodziny i to bardzo. Pani Małgorzata powiedziała, że sposobów na nękanie ludzi im nigdy nie zabraknie - mówi pani Ewa.

Groźby karalne, stalking, naruszenie nietykalności

Pani Bożena zawiadamiała prokuraturę o tym, że jest zastraszana już w 2013 roku. Skończyło się umorzeniem. Dopiero rok później, po ataku na nią, prokuratura poważnie zajęła się sprawą. W październiku 2015 rodzina K. została oskarżona m.in. o groźby karalne, stalking, naruszenie nietykalności pani Bożeny. Proces jednak jeszcze nie ruszył. Mimo wszystko, pani Bożena musi pojawiać się w sądzie, ponieważ rodzina K. na podstawie jej zawiadomień oskarżyła ją o pomówienia i znieważenie żądając 300 tys. zł.

Towarzyszyliśmy kobiecie na jednej z rozpraw. Pani Małgorzata od razu wyciągnęła komórkę. Zaczęła kręcić filmik. - Ma pani zezwolenie żeby tu być? - pytała naszą reporterkę. Usłyszała, że mamy zgodę prezesa sądu. - Niech się już pani szykuje na sprawę w Warszawie! - odpowiedziała, niczym niezrażona. Filmiki kręciła też jej córka. - Już ma pan sprawę! - rzuciła do operatora kamery. - Tak jest przez cały czas. Non stop jestem nagrywana - mówi z rezygnacją pani Bożena.

Już wcześniej uprzykrzali życie

Rodzina K. pochodzi z Tarnowa. Okazuje się, że tam również uprzykrzała życie swoim sąsiadom. W 2009 roku ofiarą stał się pan Andrzej, który widział jak córka pani doktor rzucała z okna kamieniami w auta zaparkowane przy ulicy.

- Poczułem tylko, że ktoś zarzucił mi pętlę na szyję, zacisnął i pociągnął mnie do tyłu. A potem słyszałem "Zabij ch…ja". To krzyczała matka. Miałem ciemno przed oczami i straciłem siły - relacjonuje mężczyzna. Na miejsce przyjechała policja. - I chcieli mnie skuć! Bo pani doktor stwierdziła, że wracając z pracy napadłem na nią, a jej dzieci obezwładniły mnie gazem. Taka była jej wersja, którą potwierdziły jej dzieci! - mówi pan Andrzej.

"Oni muszą po prostu kogoś zabić"

Dopiero, kiedy pojawiło się nagranie, policja aresztowała syna lekarki. Kilka dni później matka z córką zaatakowały swojego sąsiada, który był policjantem. Zarzuty napadu i pobicia usłyszała cała rodzina. Sąd rejonowy w Tarnowie nie ukarał ich jednak. Biegli psychiatrzy uznali, że wszyscy w chwili popełniania przestępstwa byli niepoczytalni i nie mogą odpowiadać za to przed sądem. - Oni muszą po prostu kogoś zabić, żeby ponieśli konsekwencje! - komentuje pan Andrzej. - Znamy przepisy i potrafimy je interpretować. My musimy stosować przepisy, od tego jesteśmy! - odpowiada Jacek Żak z prokuratury rejonowej w Dębicy.

Początkowo prokuratura Rejonowa w Dębicy nie stawiała zarzutów rodzinie K. uznając ją za niepoczytalną. W tej sprawie nie było jednak żadnej jednoznacznej opinii biegłych. Psychiatrzy zalecali, aby rodzinę przebadać podczas dłuższej szpitalnej obserwacji. Według prof. Zbigniewa Ćwiąkalskiego prokuratura ma możliwości i obowiązek zdobyć rzetelną opinię psychiatryczną członków tej rodziny. - Jest pełne uzasadnienie, żeby zdecydować o badaniu w warunkach zamkniętego zakładu! Jestem przekonany, że to, co dziś jest niemożliwe, po emisji tego programu stanie się możliwe - mówi były minister sprawiedliwości.

Biegli: mogą stanąć przed sądem

Kiedy o sprawę pytamy Artura Mieleckiego, wiceprezesa sądu rejonowego w Dębicy, słyszymy: - Wniesienie aktu oskarżenia nie zawsze kończy przestępczą działalność.

Co w tej sytuacji ma zrobić ofiara stalkera? - Nie czuję się kompetentny do udzielenia odpowiedzi - odpowiada sędzia. Po czym dodaje, że pytanie jest populistyczne. – Może nie wszystko zawsze działa idealnie, natomiast… - zawiesił głos.

Obecnie prokuratura dysponuje opinią biegłych przygotowaną po jednorazowym badaniu, że wszyscy mogą stanąć przed sądem i w chwili popełniania przestępstw byli poczytalni. W ubiegłym tygodniu do Prokuratury Rejonowej w Dębicy wpłynął wniosek krewnego o ubezwłasnowolnienie całej rodziny K.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem - czekamy na Wasze zgłoszenia. Wystarczy w mediach społecznościowych otagować swój wpis (z publicznymi ustawieniami) #tematdlauwagi. Monitorujemy sieć pod kątem Waszych alertów.