39dab0359227c66db527ec35089f3076,0,1.jpg

Około g. 22 Tomek z dwoma kolegami czekał na taksówkę. Ponieważ padał śnieg, schowali się w klatce schodowej jednego z bloków. Gdy wyszli, natknęli się na grupę młodych mężczyzn. Nie wiadomo dlaczego doszło do bójki. Tomek otrzymał kilka ciosów nożem w nogi. Miał też ciętą ranę nadgarstka. Prawdopodobnie zasłonił się przed uderzeniem. Odgłosy bójki słyszały przechodzące w pobliżu dwie młode kobiety. 

- Podbiegłyśmy do śmietnika i zobaczyłyśmy plamę krwi. Najpierw weszłyśmy do śmietnika, żeby zobaczyć, czy po prostu tam kogoś nie wrzucili po tym całym zdarzeniu. Potem wyszłyśmy za śmietnik i tam były ślady krwi, które prowadziły za blok, gdzie znalazłyśmy Tomka. Wzrok już miał mętny. On był już taki spokojny, już się nie ruszał. Od pasa w dół był cały zakrwawiony. Policja przyjechała po 15 minutach. Po 25 minutach, jak nic, przyjechała karetka, ale wtedy już był taki luźny – opowiadają kobiety.

Tomek nie ustrzegł się w życiu błędów. Po wpadce z posiadaniem jednego skręta z marihuaną, sąd skierował go najpierw do schroniska dla nieletnich w Pszczynie, później do Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Zawichoście. W tym ostatnim pozostawał do ukończenia 18 roku życia.

- To naprawdę nie był typ chłopaka, dla którego celem życiowym byłyby „kraty”. Funkcjonował w grupie, która miała dostęp do narkotyków, do suszu. Ale w jego przypadku sąd tylko kilka razy stwierdził, że był w posiadaniu suszu, natomiast jego koledzy mieli po kilkadziesiąt takich przypadków na swoim koncie – mówi Jerzy Samołyk, Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy w Zawichoście.

Śmierć Tomka stała się głośna w mediach głównie z powodu rapu. W artykułach podkreślano, że zginął młody, dobrze zapowiadający się twórca, który powoli przestawał być anonimową zakapturzoną postacią. W sieci jest kilka utworów, które nagrał z kolegami i jeden profesjonalnie wykonany clip.

Tomek pozostawił po sobie niewiele. Jak mówi jego matka, na pamiątkę ma jedynie dowód syna i niedokończone piosenki. W jego komputerze pozostało kilka utworów, które przygotowywał z kolegami. Tak jak inne, te również wkrótce miały znaleźć się w sieci.

- Nie można powiedzieć, że on był raperem. On dopiero był na początku tej drogi. Ale od chwili tragedii zaczęłam wsłuchiwać się w słowa. Oni śpiewali o wartościach, przyjaźni, lojalności, o tym jaki ten świat powinien naprawdę być – mówi Janina Jantos, matka Tomka.

Policja podejrzewa, że zabójców Tomka może nie być już w Polsce. Matka rapera zapowiada, że będzie domagała się od pogotowia wyjaśnień, dlaczego karetka jechała tak długo do jej umierającego syna.