Była upalna, lipcowa sobota, 17-letni Dawid ze wsi Igryły koło Białegostoku pracował przy sianokosach. Około godz. 13. był w polu sam, wysiadł z traktora i otarł pot. Śliska dłoń zsunęła się po karoserii i wpadła w tryby pracującej maszyny.

„Ręka wisiała na skórze”

- Mąż tylko krzyknął: "dzwoń po pogotowie, bo z Dawidem coś się stało". Kiedy dojechałam na pole Dawid był wciągnięty przez brylarkę i tylko prosił, żeby przytrzymać mu głowę, bo już słabł. Pytał mnie, czy ma rękę. Zajrzałam. Ręka dosłownie wisiała na skórze – opowiada Justyna Paszko, mama Dawida.

- Myślałem, co zrobić, żeby się wydostać. Było łamanie kości, zrywanie skóry. Maszyna cały czas pracowała. Około 40 minut. To były ostatki sił, śmierć w oczach – opowiada Dawid Paszko.

17-latek do przyjazdu pogotowia uwięziony był w brylarce.

- Potem zawołał mnie do karetki i powiedział: „mamo, zrób wszystko, żeby uratowali mi rękę”. Niestety się nie udało. Miał bardzo duży uraz, wszystkie naczynia, tętnice były poprzerywane – opowiada pani Justyna.

Dawid nie stracił przytomności, pamięta wszystko z feralnego dnia.

- Ręka była już sina i zimna. Dopóki mnie nie uśpili żyłem z nadzieją, że uda się ją uratować – mówi Dawid.

Przeżył cudem

Lekarze w szpitalu długo walczyli o życie Dawida. Chłopiec przeszedł cztery ciężkie operacje m.in. przeszczepu skóry.

- Lekarz powiedział, że pracuje 30 lat, ale dotychczas nie spotkał się z takim urazem i, żeby ktoś to przeżył. Szczęście w nieszczęściu. Maszyna pracowała. Doszło do urazu termicznego. Zapiekło tę tętnicę, bo tak, by się wykrwawił w parę minut – mówi pani Justyna.

Dawid nie mógł pochodzić się z utratą ręki.

- W szpitalu był płacz. Rzucanie się. Nie chciał rozmawiać. Powiedziałem, że najważniejsze, że jest z nami. Że żyje – wspomina jego matka.

- Miałem momenty słabości. Myśli, czy będę akceptowany przez innych – przyznaje Dawid.

Samobójstwo przyjaciela

Utrata ręki nie była pierwszym dramatem w życiu Dawida. Jako 13-latek musiał się zmierzyć z samobójczą śmiercią swojego najbliższego przyjaciela – Artura.

- Zawsze siedzieliśmy w jednej ławce. Po szkole też razem. Wszędzie razem. Był dla mnie jak brat. Żałuję, że nie mogłem mu pomóc – przyznaje Dawid.

Wówczas, jako pierwszy publicznie opowiedział, że Artur był przed śmiercią dręczony przez ojczyma i zapowiadał, że odbierze sobie życie. W wytoczonym przez prokuraturę procesie, chłopiec był jednym z głównych świadków, m.in. dzięki jego zeznaniom ojczym Artura został skazany.

Walka ze słabościami

Dziś Dawid toczy walkę, z własnymi słabościami.

- Największy problem to umyć rękę. Ciężko jest też pisać jedną ręką, bo kartki uciekają, ślizgają się – opowiada.

Dawid stara się przezwyciężyć trudności.

- Kiedyś do mnie zadzwonił i powiedział, że chleb nie jest pokrojony. Jak on ma zjeść kanapkę? Jak przyjechałam to  jadł już bułkę. Pytam, jak to zrobiłeś? A on, że włożył bułkę między kolana i ją rozkroił. Stara się radzić sobie sam. Ale są lepsze i gorsze dni – opowiada pani Justyna.

Dawid w trudnych chwilach zamyka się w pokoju.

- Chce pobyć sam. Ale ten wypadek też go wzmocnił – przyznaje jego matka.

- Wiem, że najważniejsze to się nie poddawać i walczyć o to, co się planowało. Postanowiłem, że będę dążył do planów i marzeń, które miałem wcześniej – przyznaje sam Dawid.

Praca w gospodarstwie

Dawid chce prowadzić rodzinne gospodarstwo.

- Pierwsze, co zrobiłem po przyjechaniu do domu, to wsiadłem do ciągnika, żeby zobaczyć, jak to będzie wychodziło. Pracowałem też na tej brylarce, która wciągnęła mi rękę. Żeby nie mieć lęku, strachu przed maszynami – mówi Dawid.

- Radzi sobie. Dalej chce funkcjonować tak, jak funkcjonował wcześniej – mówi pani Justyna.

Potrzebna jest proteza

Dzięki własnej determinacji Dawid zdał egzamin na prawo jazdy, w przyszłym roku ukończy technikum rolnicze. Do codziennej fizycznej pracy, potrzebuje jednak choć namiastki ręki, a w jego przypadku jedyną szansą na odzyskanie częściowej sprawności jest tzw. bioniczna proteza łokcia i dłoni.

- Proteza dużo, by mu pomogła, na przykład przytrzymać bułkę do krojenia, czy kierownicę. Jak się maszynę podłącza to też jest potrzebna ta druga ręka – przekonuje pani Justyna.

- W przypadku pana Dawida nie jest to prosta sprawa. To jest jedna z najwyższych amputacji. Amputacja barkowa. Na szczęście, poprzez determinację pacjenta udało się znaleźć odpowiednie sygnały z mięśnia piersiowego i jednego z grzbietowych. Dzięki temu mogliśmy uruchomić jego dłoń. Teraz wspaniale sobie radzi z jej otwieraniem i zamykaniem. W przyszłości planujemy założyć łokieć, który będzie się zginał i prostował – mówi ortopeda Mariusz Andrzejewski. I dodaje.- Proteza umożliwi mu wykonanie czynności chwytnych, czyli przytrzymać sztućce. Żeby mógł talerz przenieść. Naszykować sobie kanapki. Pomóc sobie w toalecie.

Jak pomóc Dawidowi?

Z powodu bardzo wysokiej amputacji ręki, proteza dla Dawida jest bardzo droga - kosztuje ponad 300 tysięcy złotych. Rodzina i przyjaciele chłopca z pomocą lokalnych władz i firm zorganizowali szereg charytatywnych imprez oraz aukcji. Zebrane datki są jednak wciąż kroplą w morzu.

- Chcemy zrobić wszystko, żeby miał bioniczną protezę. Jest na nią szansa, tylko finansowo jest ciężko. Cena zwaliła nas z nóg – przyznają rodzice Dawida.

Częściowe sfinansowanie protezy dla Dawida zadeklarowała już Fundacja TVN „Nie Jesteś Sam”. Na zakup bionicznej dłoni oraz łokcia wciąż potrzeba około 200 tysięcy złotych.

Jak pomóc Dawidowi?

Osoby, które chcą pomóc finansowo Dawidowi, mogą skorzystać ze strony Pomagam.pl.

Dodaj komentarz