Pan Karol pracuje w Holandii przy budowie domków holenderskich. Po trzech miesiącach pobytu za granicą nie wrócił do rodzinnego Szczecinka. Dwa tygodnie obowiązkowej kwarantanny postanowił spędzić na swojej działce w Czaplinku.

- Mieszkam w bardzo małym mieszkaniu, mamy dwa pokoje na 35 metrach. Małżonka jest w ciąży i mieszka z nami 15-letni syn. Do tego wielki pies. Wchodząc do takiego mieszkania zrobiłbym wszystkim kwarantannę – wyjaśnia pan Karol.

"Kwarantanna bez uwag"

Przed przyjazdem do Polski mężczyzna zadzwonił do sanepidu.

- Zapytałem, czy jest możliwość spędzenia kwarantanny na działce. Pani pytała mnie, czy mam ogrodzoną działkę i warunki sanitarne. Powiedziałem, że warunki turystyczne. Na dwa tygodnie wystarczy – opowiada mężczyzna.

- Myśleliśmy, że będzie miał tam spokój. Zabezpieczył się w wodę, żywność, w toaletę turystyczną. Myśleliśmy, że dwa tygodnie jakoś przelecą, a on będzie coś robił na działce. Chcieliśmy po kwarantannie miło spędzić czas – wyjaśnia pani Marlena, żona pana Karola.

Nadzór nad osobami w kwarantannie sprawuje policja.

- W przypadku tego pana wszystko odbywa się bez uwag. Można nawet powiedzieć, że ten pan wykazał się dużą odpowiedzialnością, ponieważ nie naraża swoich domowników na objęcie kwarantanną – mówi podinsp. Alicja Śledziona, rzecznik Komendanta Wojewódzkiego Policji w Szczecinie.

Mężczyzna poinformował najbliższego sąsiada, że jest na kwarantannie. Jak mówi, na wypadek, gdyby chciał przyjść bez zapowiedzi.

- Żebym ja nie miał kłopotów, ani ktoś. Później prezes działek dowiedziała się, że jestem na kwarantannie. Przyszła z wielkimi pretensjami i oburzeniem, jakim prawem przyjechałem na działkę. To nie były miłe słowa. Owinęła biało-czerwoną taśmą moją posesję i samochód. I poszła – opowiada pan Karol.

Następnie prezes, na oficjalnym facebookowym koncie Rodzinnych Ogródków Działkowych w Czaplinku, ostrzegła przed panem Karolem. Zgodę sanepidu na odbywania tam kwarantanny nazwała „lekkomyślną”. Poprosiła też wszystkich, by udostępniali dalej jej wpis.

- Brzmiało to tak, jakby znajdowała się tu osoba zakażona. Zaczęły się dziwne sytuacje. Działkowicze wchodzili na górkę, pokazywali moja działkę palcami. Z tyłu działek dochodziły wyzwiska „won stąd”, „koniec kwarantanny”.

Wybite szyby, przecięte opony

W trzecim dniu kwarantanny doszło do ataku na pana Karola.

- Zgasiłem światło i poszedłem normalnie spać. O godz. 3 usłyszałem huk. Wszędzie było pełno szkła, na łóżku i nie tylko. Zobaczyłem, że mam wybite szyby. W środku leżą dwa kamienie. Po tym, jak wybiegłem na boso z latarką, nikogo nie zobaczyłem. Wystraszyłem się. Nie wiedziałem, czy nie dostanę zza krzaków kamieniem – opowiada mężczyzna.

Po przyjeździe policji okazało się, że w samochodzie pana Karola przecięte są dwie opony.

- Ślady, które zastaliśmy na miejscu, świadczą o umyślnym działaniu osoby, która chciała uszkodzić altankę i samochód. Toczy się postępowanie w sprawie uszkodzenia mienia – mówi podinsp. Alicja Śledziona.

- To paskudne. Zamiast podać człowiekowi rękę i zapytać, czy jest głodny, czy ma wodę, to przychodzi z taśmą i okablowuje. Jak go okablowała, to zrobiła z niego trędowatego. Na zasadzie, nie podchodźcie tam, tam jest trędowaty – mówi o działaniu prezes ROD pani Stanisława, matka pana Karola.

Pan Karol poinformował sanepid o tym, co go spotkało podczas kwarantanny.

- Byliśmy bardzo zaskoczeni tą sytuacją. Zastanawialiśmy się, co ma na celu takie postępowanie. Poza tym, że wzbudza negatywne emocje u ludzi. Nie można skazywać ludzi w kwarantannie i ogradzać ich taśmą, ani innymi sposobami – podkreśla Małgorzata Kapłan, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Szczecinie.

Zobacz też: Czy skutki zdrowotne COVID-19 mogą trwać latami?

„Nie chciałam zrobić nic złego”

Sprawę chcieliśmy wyjaśnić u prezes ROD w Czaplinku.

- Nie chciałam naznaczać tego pana, żeby ludzie zrobili mu krzywdę. Zrobiłam to dla dobra działkowiczów. Miałam alarmy. Nie chciałam zrobić nic złego. Ale źle zrobiłam, że ten wpis poszedł na Facebooka. Chciałam, żeby nasi działkowcy wiedzieli, co się dzieje na ogrodzie. Zamiast zrobić grupę prywatną, zrobiłam tak, że wszyscy mogli wejść na tę stronę – tłumaczy pani Natalia.

- Chciałam dobrze dla ludzi, a wyszło, że to ja zostałam zwyzywana w internecie od najgorszych. Teraz przez trzy dni nie miałam życia. Grożono mi i mojej rodzinie, jakbym to ja przebiła mu opony i wybiła szyby – dodaje prezes.

Sprawa wywołała wiele kontrowersji, nie tylko w samym Czaplinku. Mieszkańcy zaczęli wspierać pana Karola, przynosząc mu jedzenie i rośliny. Prezes ogrodów w naszej obecności przeprosiła mężczyznę.

- Po tych wszystkich dobrych rzeczach, które mnie teraz spotkały, nie będę czuł urazy - przyznaje.

Dodaj komentarz