Przypadkowe spotkanie

Do zdarzenia doszło w sierpniu 2015 roku.

- Do spotkania doszło przypadkowo. Zaczęła się rozmowa. Kiedy doszło do wymiany zdań, wyszli na zewnątrz. Kaśka [żona ofiary – red.] chciała brata odciągnąć, żeby poszli do domu. Szli już w stronę taksówki, ale Tomasz G. stwierdził, że nie odpuści tej sprawy, szedł za nimi i coś wykrzykiwał. Po chwili doszło do eskalacji konfliktu. Kaśka weszła między nich, a Tomasz G. uderzył ją pięścią w twarz – relacjonuje Cezariusz Zając, brat Bartosza.

- Dostałam uderzenie, więc nie było mnie przy mężu. Może przez to ustrzegłam się takiego samego losu – dodaje Katarzyna Zając.

Powodem sporu mężczyzn prawdopodobnie były dawne interesy, które prowadzili ich ojcowie. Napastnik najpierw zaatakował żonę ofiary, następnie wymierzył cios Bartoszowi. Mężczyzna stracił równowagę i uderzył głową o betonowy kosz. Lekarze stwierdzili rozległe złamanie czaszki, liczne krwiaki i stłuczenia oraz obrzęk mózgu.

- Jeszcze próbował się bronić, miał taki odruch ręką, jakby zasłaniał się przed kolejnymi uderzeniami. Mówił imiona; Kasi i moje. To były ostatnie słowa, jakie słyszałem z jego ust – wspomina brat ofiary.

Bartosz Zając osierocił dwójkę dzieci.

Długi proces

Tomasz G. był zawodnikiem mieszanych sztuk walki – MMA. Po zdarzeniu został oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci. W maju 2018 roku w sprawie zapadł pierwszy wyrok skazujący mężczyznę na rok w zawieszeniu na trzy lata.

W listopadzie 2018 roku sprawą zajął się sąd drugiej instancji, który zaostrzył karę. Tomasz G. został skazany na rok i osiem miesięcy bezwzględnego więzienia.

35-latek uważa, że to on jest ofiarą, o czym przekonuje na swojej stronie internetowej. Gdy prezydent nie zgodził się go ułaskawić, próbował przekonać sąd, że ma problemy psychiatryczne lub cierpi na inną chorobę, która uniemożliwia mu odbycie kary. Potem przedstawił dokumenty świadczące o tym, że ma cukrzycę, dzięki którym dalej cieszy się wolnością.

- Myśleliśmy, że jakiejś małej części sprawiedliwości stało się zadość. Mija prawie trzy lata, a Tomasz G. nie przesiedział ani jednej minuty, to kpina. Jeśli chodzi o funkcjonowanie służb i wymiaru sprawiedliwości, zawiodło wszystko. Dają przyzwolenie, żeby pewni ludzie czuli się bezkarni – komentuje Cezariusz Zając.

Sąd, opierając się na opinii biegłych, uznał, że skazany jest tak chory, że nie może odbyć kary.

- Byłoby to szokujące i absurdalne, gdyby każda osoba chora na cukrzycę była wykluczona z możliwości odbywania kary pozbawienia wolności. Z punktu widzenia prokuratury, wyrok sądu jest rozczarowujący i budzi zdumienie – podkreśla Marek Furdzik z Prokuratury Rejonowej w Bytomiu.

W czasie gdy skazany składał do sądu dokumentację medyczną związaną z pogarszającym się stanem zdrowia, jeździł z rodziną po całym świecie. Na zdjęciach dostępnych w portalach społecznościowych widać, że odwiedził niedawno Grecję, Emiraty Arabskie oraz Turcję.

- Nie wyobrażam sobie, żeby sąd okręgowy szukał informacji na temat trybu życia wszystkich osób, które zostały skazane. Sąd okręgowy badał treść orzeczenia sądu rejonowego. W jego treści nie dopatrzył się uchybień – komentuje Jacek Krawczyk z Sądu Okręgowego w Katowicach.

„To niedopuszczalne”

Mimo iż prokuratura stwierdziła, że biegły wydał błędną opinię i cukrzyca nie jest przeszkodą w odbywaniu kary, także sąd drugiej instancji uznał, że Tomasz G. wymaga specjalistycznego leczenia poza murami więzienia. Co więcej, skazanemu za nieumyślne spowodowanie śmierci zupełnie wstrzymano karę, która wcześniej była odroczona.

- Chciałbym wiedzieć, ilu osadzonych w Polsce ma cukrzycę. Myślę, że tysiące. Tak się zachowuje człowiek, który ma w głębokim poważaniu wymiar sprawiedliwości – ocenia brat Bartosza Zająca.

Skazany nie zgodził się na nagranie przed kamerą. Sąd wstrzymał mężczyźnie kolejny raz karę, tym razem do 18 października. Prokuratura wystąpiła o powołanie nowego biegłego, który oceni stan zdrowia skazanego.

Dodaj komentarz