6 sierpnia 2018 / 19:50

„Albo się zaczadzimy, albo utoniemy, módlcie się za nas!”

Polka i jej syn utonęli w morzu podczas wakacji, gdy próbowali uciec przed szalejącym w Grecji pożarem. Czy odpłynęli małą łodzią, którą duńscy turyści mieli sami wyciągnąć z garażu? Polacy i Duńczycy, których ewakuowano z hotelu Ramada, opowiadają o tragicznych wydarzeniach.

23 lipca w greckiej miejscowości Mati wybuchł pożar. Wiatr, który osiągał prędkość nawet 150 km/h sprawiał, że ściana ognia przemieszczała się błyskawicznie W ciągu 19 minut niemal doszczętnie spłonął piękny kurort, położony zaledwie 40 km od Aten. Do dziś potwierdzono śmierć 91 osób, w tym dwojga Polaków, którzy przebywali na wakacjach w hotelu Ramada.

Na łódce z Duńczykami

W tym czasie w hotelu Ramada był Paweł Balcerzyk wraz z żoną i córką. Tak jak inni zdezorientowani goście, obserwował żywioł, który zbliżał się z dużą prędkością w ich stronę.

- Rozległ się alarm w hotelu. Było czuć czad. Na dole stał menadżer, który prosił wszystkich, by udali się na plażę – opowiada Paweł Balcerzyk i dodaje: - Lecieliśmy do wody. Każdy miał jakąś rzecz w ręce, którą mógł moczyć i zakrywać sobie twarz.

Zdezorientowani i przerażeni ludzie biegli w stronę wybrzeża. Ratunku w wodzie przed płomieniami i czadem szukali także 37-letnia Beata i jej 9-letni syn Kacper.

- Żona mi powiedziała, że jeden z Polaków wypuścił z hotelu żonę jakąś łódką i nie ma z nią żadnego kontaktu telefonicznego – wspomina Paweł Balcerzyk.

Mąż zmarłej Polki - Jarosław, nie zgodził się na rozmowę z nami, ale w innych wywiadach opisywał, że kazał żonie wraz z dzieckiem uciekać na plażę. Sam pobiegł się do pokoju po dokumenty i telefon. Kiedy wrócił, to wedle jego relacji, jego bliscy siedzieli już na niewielkiej łódce wraz z kilkoma Duńczykami.

„Prosiła, żeby ich ratować”

Na jednym ze zdjęć zrobionych przez turystę widać ludzi chowających się w pustym garażu pod hotelem. To właśnie stamtąd kilkoro Duńczyków miało wziąć niewielką łódź i ruszyć w morze. I to z nimi mieli płynąć Beata i Kacper. Kobieta zdążyła jeszcze zadzwonić do swojego szwagra. Według niego, Beata mówiła, że łódź się przewraca, że sytuacja jest zła i nie umieją pływać. Miała też powiedzieć, że jest straszny dym, duszą się i czują, że zginą. Prosiła, żeby ich ratować. Żegnając się, miała powiedzieć: „Albo się zaczadzimy, albo utoniemy, módlcie się za nas!”

Ciała Polki i jej dziecka wyłowiono z morza kilkanaście godzin później.

- Dopiero popołudniu mówili, że kilka godzin ich szukali. Że ciało kobiety i dziecka wyłowili z morza – mówi Barbara Jędrzejczyk, matka zmarłej kobiety.

Łodzi nigdzie nie było

Dotarliśmy do oficera greckiej straży przybrzeżnej, który był tej nocy na fregacie Eli. To on wyłowił ciała matki i syna z morza. Oprócz nich znalazł także w pobliżu zwłoki belgijskiego turysty, również gościa hotelu Ramada. Wszyscy inni turyści zakwaterowani w tym hotelu -  oprócz Beaty, Kacpra i Belga - dotarli bezpiecznie do portu w pobliskiej Rafinie.

- Menadżer, który naprawdę zachowywał się profesjonalnie, załatwiał te łódki. Najpierw przypłynęły dwa duże pontony straży przybrzeżnej. One zabierały tak po 12,14 osób. Pierwsze łodzie wypływały z hotelu około 22.00. Moja żona dzwoniła ok. 21.15 do rezydentki. Usłyszała od niej, że jest na lotnisku, przyjmuje kolejnych turystów i że jesteśmy bezpieczni – opowiada Paweł Balcerzyk.

Oficer greckiej straży przybrzeżnej nie zgodził się na rozmowę przed kamerą, ale wytłumaczył, że znalazł ciała Beaty, Kacpra i belgijskiego turysty około 3.30 nad ranem, prawie pięć kilometrów od brzegu. Stwierdził też, że nie znaleźli w pobliżu żadnej łodzi, na której miała płynąć Beata z synem.

Dlaczego Beata i Kacper znaleźli się za burtą? Ile osób było na łódce? Sprawą zajmuje się grecka i polska prokuratura i na odpowiedzi trzeba będzie poczekać.

Komentarze

Dodaj komentarz do artykułu
  • Udostępnij komentarz w:
publikuj
Właśnie pojawiły się nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
~Gość

Panika, emocje wzięły górę... Każdy się ratował jak mógł. Gdyby wiedzieli, nie wsiedliby na tą łódkę...
O 15.45 tamtejszego czasu wyruszyliśmy na lotnisko, pare minut później zamykali drogę z Mati do Aten. W ostatniej chwili uciekliśmy stamtąd. Byliśmy w kompletnym szoku, widząc tragedię na drugi dzień w TV.
Za zmarłych,... rozwiń

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      0
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        0
      • zgłoś naruszenie
      ~Gość

      Matka z dzieckiem by żyli jeśli by przy nich był mąż tej kobiety a nie wracał po głupi telefon....No ale losu się nie przewidzi,szkoda!

      • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
          0
        • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
            0
          • zgłoś naruszenie
          ~Gość

          nie znasz tej rodziny nie wiesz jakim byli malzenstwem wiec nie kladz na barki jarka odpowiedzialnosci za straszna smierc. gdyby przewidzial ze zgina kazalby imczekac. nie wiesz rowniez jak ty postapilbys czy postapila gdybyscie sie znalezli na miejscu beaty I kacpra. z kad miala wiedziec ze tam nie bylo nikogo z obslugi kodzi. ludzie pod wplywem emocji... rozwiń

          • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
              0
            • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                0
              • zgłoś naruszenie
              Pomoc | Zasady forum
              Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.