ZUS bez serca

- Stan Ewy pogarsza się. Dziewczyna kwalifikuje się do przeszczepu serca – mówi dr n. med. Władysław Pluta, opolski wojewódzki konsultant ds. kardiologii . Z powodu ciężkiej choroby 23-letniej Ewa nie może sama wyjść z domu. Nie może również pracować. Jednak to kompletnie nie liczy się dla orzecznika ZUS-u.

Po Ewie nie widać choroby, dopóki nie straci przytomności. Jej serce bije niemiarowo. Raz bardzo szybko, raz prawie wcale. W każdej chwili może stanąć. - Ewa choruje od wielu lat. Ma wszczepione urządzenie, które w bardzo niebezpiecznych sytuacjach dla jej życia, pozwala jej na dalszą egzystencję. Nie gwarantuje ono jednak zdrowia – powiedział prof. Włodzimierz Kargul, szef kliniki elektrokardiologii Górnośląskiego Centrum Medycznego w Katowicach Działanie defibrylatora można porównać do porażenia prądem. Urządzenie ratuje Ewie życie, ale nie chroni przed zasłabnięciem. Dlatego Ewa nie rusza się z domu bez matki lub od niedawna męża. Pani Anna, matka Ewy, jeździła z nią nawet na zajęcia na studia i egzaminy. Zrezygnowała z pracy by opiekować się córką. Przez kilka lat ZUS wypłacał Ewie tak zwaną rentę uczniowską. Jednak od roku dziewczyna nie dostaje renty. Lekarka Zakładu Ubezpieczeń Społecznych uznała, że skoro Ewa sama ubiera się, myje, je i załatwia, jest częściowo zdolna do pracy i może samodzielnie egzystować. - Każdy lekarz, nawet weterynarz, wie, że jest to choroba śmiertelna – dziwi się mama Ewy. Lekarka orzeczniczka opolskiego ZUS mimo że jest ona pediatrą i lekarzem medycyny ogólnej, nie poradziła się kardiologa, by ocenić stan zdrowia Ewy i jej zdolność do pracy. Dziwi to uznanych śląskich kardiologów. - Szkoda, że lekarz orzecznik nie zwrócił się o radę do bardziej doświadczonych lekarzy –przyznał prof. Włodzimierz Kargul, szef kliniki elektrokardiologii Górnośląskiego Centrum Medycznego w Katowicach Taką sytuacją nie jest jednak zaskoczony Marek Błaszkowicz, dyrektor opolskiego oddziału Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. - Pani doktor uznała, że jej stan wiedzy medycznej pozwala na to, by sprawę ocenić. Każde orzeczenie jest weryfikowane przez głównego lekarza orzecznika – powiedział dyrektor. Główny lekarz orzecznik opolskiego ZUS-u nie jest jednak kardiologiem. Jest ortopedą i specjalistą od urazów. Nic więc dziwnego, że ZUS nie zorientował się jak poważna jest choroba Ewy. - Kwalifikuje się do przeszczepu serca – stwierdził dr n. med. Władysław Pluta opolski wojewódzki konsultant ds. kardiologii. Jednak Zakład Ubezpieczeń Społecznych za nic ma ciężki stan Ewy, a nawet przychylny dla niej wyrok sądu. Odwołał się od wyroku i każe Ewie czekać na apelację. - W tej chwili sprawa jest w sądzie apelacyjnym. Będziemy cierpliwie czekać na wyrok – powiedział Marek Błaszkowicz. Chora Ewa nie może jednak spokojnie czekać. - To znaczy, że każdy chory ma dostać to, o co się ubiega od ZUS? – dziwi się dyrektor.

podziel się:

Pozostałe wiadomości