Tragedią zakończyła się rodzinna awantura we wsi pod Kętrzynem. Kiedy na miejsce przyjechała policja wezwana przez matkę dwuletniej Weroniki nikt nie przypuszczał, że mężczyzna zabije własne dziecko.
Policjanci obezwładnili Sławomira M. dopiero po kilkunastominutowej szarpaninie. Mężczyzna był tak agresywny, że podczas interwencji złamał jednemu z funkcjonariuszy rękę. - Ciężko mi się z tym pogodzić– mówi Kazimierz Pożarecki, dziadek zabitej Weroniki. – A dopiero przeżyję tą tragedię, jak wnuczkę będę musiał pochować. Dlaczego on sobie krzywdy nie zrobił, tylko wnuczce? Piątego czerwca skończyłaby dwa latka. Srokowo - blisko półtora tysięczna wieś koło Kętrzyna. Od kilku dni wszyscy żyją tragedią, do której tu doszło. - Dwie godziny wcześniej z nim rozmawiałem – mówi sąsiad rodziny Weroniki. – Mówił, że pracuje w Węgorzewie, że zarabia sześć zł na godzinę na budowie. Za jakieś dwie godziny patrzę, przyjechała karetka i policja. I stało się. Wszyscy tu przeżywamy, nie tylko ja. - To dzieciątko takie żywe było – płacze sąsiadka rodziny Weroniki. – Ja tej nocy, to nie spałam prze to dziecko. - Niewątpliwie, jeśli chodzi o okoliczności sprawy wszystko wskazuje na to, że zostało to przemyślane i dokonane z premedytacją – mówi Mieczysław Orzechowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. – Dwukrotnie zadał jej ciosy nożem kuchennym. Jeden w okolice jamy brzusznej, i to był cios śmiertelny. Przed zabiciem Weroniki mężczyzna zostawił list do swojej konkubiny o treści: „zostałaś sama, możesz się bawić sama, ha ha”. - Mężczyzna miał pretensje do konkubiny, że utrzymuje kontakty telefoniczne z innymi mężczyznami – dodaje Mieczysław Orzechowski. Według dziadka Weroniki mężczyzna już wcześniej groził, że zabije dziecko. - Podobno przystawiał jej nóż do gardła – mówi Kazimierz Pożarecki, dziadek Weroniki. – Córka chciała dzwonić na policję, nie pozwolił. Może, gdyby zadzwoniła, to Weronika by żyła, a on by siedział w więzieniu. A tak, nie ma jej już między nami. Do zdarzenia, o którym mówi dziadek Weroniki doszło półtora miesiąca temu. Konkubina Sławomira G. poszła do pracy, jednak po tygodniu zwolniła się. Mężczyzna zamknął ją w domu twierdząc, że chodzi spotykać się z innymi mężczyznami. - On nie puścił jej do pracy – opowiadają koleżanki z byłego miejsca pracy matki Weroniki. - Powiedział, że zrobi coś dziecku. Od ponad roku rodzina była pod opieką Ośrodka Pomocy Społecznej. Jego kierowniczka przypuszcza, że agresywne zachowanie mężczyzny mogło być następstwem ciężkiego urazu głowy, którego doznał podczas wypadku samochodowego. - Podejrzewamy, że może to był jakiś uraz powypadkowy – mówi Halina Renc, kierowniczka Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Srokowie. – Nie było tego widać gołym okiem. Nigdy nikt też nie mówił, że coś tam działo się złego. U niego też stała się wcześniej tragedia, jego brat utopił się jesienią zeszłego roku. Wszystko wskazuje na to, że Sławomir M. w trakcie popełniania przestępstwa był pod wpływem leków psychotropowych. - W tym mieszkaniu policjanci zabezpieczyli puste opakowania po środkach uspokajających - mówi kom. Marcin Piechota, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Kętrzynie. – Mężczyzna mógł zażyć te środki, ale czy podał je dziecku,, będziemy to ustalać. - Myślę, że wymiar sprawiedliwości jest sprawiedliwy i pociągnie go do odpowiedzialności – mówi dziadek Weroniki. - Bo tak nie może być, żeby ojciec swoje dziecko zachlastał nożem. Bandyta. Więcej już nic nie mogę powiedzieć. Sąd tymczasowo aresztował Sławomira R. na trzy miesiące. Postawił mu zarzut zabójstwa, za co grozi dożywocie.