Pani Bożena czeka na przeszczep nerki, którą zdecydowała się oddać dla niej rodzona siostra. Transplantację mogą jednak udaremnić dramatyczne warunki, w jakich żyje kobieta: w lokalu socjalnym, który mieści się w starym budynku szkoły, ściany są czarne od grzyba i wilgoci. - Nagle okaże się, że winą gminy jest, że pani Bożena znalazła się w szpitalu, przeszczep się udał albo nie, przeżyła albo nie. Zachowajmy proporcje! – komentuje burmistrz gminy Słomniki. – Po przeszczepie siostra nie może tam wrócić nawet na dobę! Wtedy wszystko pójdzie na marne, a ona umrze – odpowiada siostra kobiety.
Mieszkanie wygląda naprawdę dramatycznie. Ściany są czarne. – A nasze ubrania mokre i zapleśniałe – mówi Bożena Pawłowska. Jej córka opowiada, że kiedy kładzie się spać wilgotna jest nawet pościel. – Ja nie mam możliwości zamieszkania gdzie indziej! Sama wychowuję dziecko. Mąż zginął tragicznie w zeszłym roku i jesteśmy same – płacze jej mama.
Przed przeprowadzką do mieszkania socjalnego pani Bożena i jej jedenastoletnia córka mieszkały w lokalu komunalnym, którego nie były w stanie utrzymać. To, dlatego pani Bożena zaczęła starania o nowe lokum. Pracownicy gminy wiedzieli, że ze względu na stan zdrowia, potrzebne jest mieszkanie małe, ale ciepłe i suche. Mała, wiejska szkoła, w której zamieszkała pani Bożena, stoi w wiosce Polanowice od 80 lat. Szkoła została zamknięta przed dziesięciu laty. Potem budynek stał opuszczony przez kilka lat. Warunków do przebywania dzieci czy zamieszkania ludzi nie było tu nigdy. – Tam była wilgoć, było zimno, nieprzyjemnie. Stęchliznę było czuć. Może nie było tego widać, bo często było malowanie, ale było czuć – wspomina nauczycielka, Maria Kania.
Jednym z nauczycieli w szkole w Polanowicach był burmistrz gminy Słomniki, który zdecydował o zaadoptowaniu tego budynku na lokale socjalne. – Zanim wprowadziliśmy lokatorów zrobiliśmy tam generalny remont! I nie zaobserwowaliśmy tam takich zjawisk, jak wilgoć, grzyb – mówi Paweł Knapfel.
Bożena Pawłowska podkreśla, że grzyb w mieszkaniu pojawił się od razu, kiedy się wprowadziła, dlatego prosiła o zmianę mieszkania. Pracownicy gminy odmówili, bo uznali, że grzyb na ścianie pojawił się, dlatego że pani Bożena oszczędza na ogrzewaniu. – Ten lokal jest źle użytkowany! Ja to powiedziałem pani Bożenie! Że jak tak będzie użytkowała lokal, to za chwilę nie znajdzie żadnego – mówi burmistrz Knapfel. I przekonuje, że lokal spełnia standardy. Dopiero, kiedy pokazujemy mu zdjęcia czarnych od grzyba ścian, przyznaje: - To dramat. W momencie, kiedy podjęliśmy remont tego budynku, wewnątrz grzyba nie było! Nie mam w zwyczaju robić fuszerki, szkoda na to pieniędzy – podkreśla.
Na pierwszy rzut oka rzeczywiście widać, że w budynku starej szkoły został wymieniony dach i okna. Jednak według specjalistów remont wykonano niewystarczająco. Stary budynek nie został odwodniony i to jest główną przyczyną, dlaczego w mieszkaniu pani Bożeny jest tak dramatyczna wilgoć i grzyb. - Cokolik przylegający do ściany jest na całej długości nieszczelny. Tędy woda dostaje się do środka. A między oknem a obróbką jest dziura, da się palec włożyć. Leje się tu woda. Tak być nie może – pokazuje Piotr Sławik, specjalista ds. elewacji i osuszania budynków. A dr Witold Frąckowiak, specjalista budownictwa i mykologii podkreśla, że takie zagrzybienie jest szkodliwe dla zdrowia. – I to bardzo. Według mnie trzeba się stąd jak najszybciej wyprowadzić – mówi dr Frąckowiak.
Pani Bożena pochodzi z wielodzietnej rodziny. Wszyscy mają bardzo trudną sytuację mieszkaniową i materialną. Nie mogą jej pomóc. Kobieta z trudem utrzymuje siebie i córkę. W dodatku, od lat, zmaga się z chorobą nerek. Jedynym ratunkiem jest przeszczep. Jedna z sióstr pani Bożeny zdecydowała się być dla niej dawcą nerki. – To jedyne, co mogę dla niej zrobić. W inny sposób nie mogę pomóc – mówi Lucyna Orłowska.
Transplantację mogą jednak udaremnić dramatyczne warunki, w jakich żyje kobieta. - Połączenie leczenia zmniejszającego odporność z jednoczesną stałą ekspozycją na grzyby i pleśnie stanowi dla pacjenta śmiertelne zagrożenie – nie ma wątpliwości dr Adam Markiewicz, specjalista nefrolog. I dodaje: – Jeśli pacjentka dostanie ciężkiej infekcji grzybiczej, może nie kwalifikować się do przeszczepu.
Pani Bożena podkreśla, że pracownicy gminy doskonale zdawali sobie sprawę z jej stanu zdrowia. – Burmistrz wiedział, że jestem po usunięciu nerki i czeka mnie przeszczep – podkreśla kobieta. – Nie chciałbym, żebyśmy szli w tych dyskusjach za daleko! Nagle okaże się, że winą gminy jest, że pani Bożena ma problemy finansowa, znalazła się w szpitalu, przeszczep się udał albo nie, przeżyła albo nie. Zachowajmy proporcje! – odpowiada Paweł Knapfel.
Siostra pani Bożeny nie wyobraża sobie, żeby po przeszczepie miała ona wrócić do tego samego mieszkania. – Wtedy operacja, starania, wszystko pójdzie na marne! A siostra umrze – mówi Lucyna Orłowska.
Burmistrz gminy Słomniki przyznał reporterce UWAGI!, że zdjęcia mieszkania, jakie mu pokazała, „dają do myślenia”. – Skieruję tam komisję i zobaczymy, jakie będą wnioski – mówił burmistrz. Zadeklarował, że jest w stanie sfinansować m.in. odwodnienie. – To jest dość szybka sprawa. Natomiast ocieplenie jest możliwe wczesną wiosną - dodawał.
Dwa dni po naszej interwencji burmistrz rzeczywiście wysłał do mieszkania pani Bożeny swoich pracowników, żeby ocenili zakres prac koniecznych do usunięcia zagrzybienia lokalu i odwodnienia budynku.
Kobieta przechodzi specjalistyczne badania do rodzinnego przeszczepu nerki. Musi zostać on wykonany w ciągu najbliższych miesięcy, bo stan zdrowia pani Bożeny gwałtownie się pogarsza.