Siostra nie może tam wrócić!

TVN UWAGA! 4047958
TVN UWAGA! 190376

Pani Bożena czeka na przeszczep nerki, którą zdecydowała się oddać dla niej rodzona siostra. Transplantację mogą jednak udaremnić dramatyczne warunki, w jakich żyje kobieta: w lokalu socjalnym, który mieści się w starym budynku szkoły, ściany są czarne od grzyba i wilgoci. - Nagle okaże się, że winą gminy jest, że pani Bożena znalazła się w szpitalu, przeszczep się udał albo nie, przeżyła albo nie. Zachowajmy proporcje! – komentuje burmistrz gminy Słomniki. – Po przeszczepie siostra nie może tam wrócić nawet na dobę! Wtedy wszystko pójdzie na marne, a ona umrze – odpowiada siostra kobiety.

Mieszkanie wygląda naprawdę dramatycznie. Ściany są czarne. – A nasze ubrania mokre i zapleśniałe – mówi Bożena Pawłowska. Jej córka opowiada, że kiedy kładzie się spać wilgotna jest nawet pościel. – Ja nie mam możliwości zamieszkania gdzie indziej! Sama wychowuję dziecko. Mąż zginął tragicznie w zeszłym roku i jesteśmy same – płacze jej mama.

Przed przeprowadzką do mieszkania socjalnego pani Bożena i jej jedenastoletnia córka mieszkały w lokalu komunalnym, którego nie były w stanie utrzymać. To, dlatego pani Bożena zaczęła starania o nowe lokum. Pracownicy gminy wiedzieli, że ze względu na stan zdrowia, potrzebne jest mieszkanie małe, ale ciepłe i suche. Mała, wiejska szkoła, w której zamieszkała pani Bożena, stoi w wiosce Polanowice od 80 lat. Szkoła została zamknięta przed dziesięciu laty. Potem budynek stał opuszczony przez kilka lat. Warunków do przebywania dzieci czy zamieszkania ludzi nie było tu nigdy. – Tam była wilgoć, było zimno, nieprzyjemnie. Stęchliznę było czuć. Może nie było tego widać, bo często było malowanie, ale było czuć – wspomina nauczycielka, Maria Kania.

Jednym z nauczycieli w szkole w Polanowicach był burmistrz gminy Słomniki, który zdecydował o zaadoptowaniu tego budynku na lokale socjalne. – Zanim wprowadziliśmy lokatorów zrobiliśmy tam generalny remont! I nie zaobserwowaliśmy tam takich zjawisk, jak wilgoć, grzyb – mówi Paweł Knapfel.

Bożena Pawłowska podkreśla, że grzyb w mieszkaniu pojawił się od razu, kiedy się wprowadziła, dlatego prosiła o zmianę mieszkania. Pracownicy gminy odmówili, bo uznali, że grzyb na ścianie pojawił się, dlatego że pani Bożena oszczędza na ogrzewaniu. – Ten lokal jest źle użytkowany! Ja to powiedziałem pani Bożenie! Że jak tak będzie użytkowała lokal, to za chwilę nie znajdzie żadnego – mówi burmistrz Knapfel. I przekonuje, że lokal spełnia standardy. Dopiero, kiedy pokazujemy mu zdjęcia czarnych od grzyba ścian, przyznaje: - To dramat. W momencie, kiedy podjęliśmy remont tego budynku, wewnątrz grzyba nie było! Nie mam w zwyczaju robić fuszerki, szkoda na to pieniędzy – podkreśla.

Na pierwszy rzut oka rzeczywiście widać, że w budynku starej szkoły został wymieniony dach i okna. Jednak według specjalistów remont wykonano niewystarczająco. Stary budynek nie został odwodniony i to jest główną przyczyną, dlaczego w mieszkaniu pani Bożeny jest tak dramatyczna wilgoć i grzyb. - Cokolik przylegający do ściany jest na całej długości nieszczelny. Tędy woda dostaje się do środka. A między oknem a obróbką jest dziura, da się palec włożyć. Leje się tu woda. Tak być nie może – pokazuje Piotr Sławik, specjalista ds. elewacji i osuszania budynków. A dr Witold Frąckowiak, specjalista budownictwa i mykologii podkreśla, że takie zagrzybienie jest szkodliwe dla zdrowia. – I to bardzo. Według mnie trzeba się stąd jak najszybciej wyprowadzić – mówi dr Frąckowiak.

Pani Bożena pochodzi z wielodzietnej rodziny. Wszyscy mają bardzo trudną sytuację mieszkaniową i materialną. Nie mogą jej pomóc. Kobieta z trudem utrzymuje siebie i córkę. W dodatku, od lat, zmaga się z chorobą nerek. Jedynym ratunkiem jest przeszczep. Jedna z sióstr pani Bożeny zdecydowała się być dla niej dawcą nerki. – To jedyne, co mogę dla niej zrobić. W inny sposób nie mogę pomóc – mówi Lucyna Orłowska.

Transplantację mogą jednak udaremnić dramatyczne warunki, w jakich żyje kobieta. - Połączenie leczenia zmniejszającego odporność z jednoczesną stałą ekspozycją na grzyby i pleśnie stanowi dla pacjenta śmiertelne zagrożenie – nie ma wątpliwości dr Adam Markiewicz, specjalista nefrolog. I dodaje: – Jeśli pacjentka dostanie ciężkiej infekcji grzybiczej, może nie kwalifikować się do przeszczepu.

Pani Bożena podkreśla, że pracownicy gminy doskonale zdawali sobie sprawę z jej stanu zdrowia. – Burmistrz wiedział, że jestem po usunięciu nerki i czeka mnie przeszczep – podkreśla kobieta. – Nie chciałbym, żebyśmy szli w tych dyskusjach za daleko! Nagle okaże się, że winą gminy jest, że pani Bożena ma problemy finansowa, znalazła się w szpitalu, przeszczep się udał albo nie, przeżyła albo nie. Zachowajmy proporcje! – odpowiada Paweł Knapfel.

Siostra pani Bożeny nie wyobraża sobie, żeby po przeszczepie miała ona wrócić do tego samego mieszkania. – Wtedy operacja, starania, wszystko pójdzie na marne! A siostra umrze – mówi Lucyna Orłowska.

Burmistrz gminy Słomniki przyznał reporterce UWAGI!, że zdjęcia mieszkania, jakie mu pokazała, „dają do myślenia”. – Skieruję tam komisję i zobaczymy, jakie będą wnioski – mówił burmistrz. Zadeklarował, że jest w stanie sfinansować m.in. odwodnienie. – To jest dość szybka sprawa. Natomiast ocieplenie jest możliwe wczesną wiosną - dodawał.

Dwa dni po naszej interwencji burmistrz rzeczywiście wysłał do mieszkania pani Bożeny swoich pracowników, żeby ocenili zakres prac koniecznych do usunięcia zagrzybienia lokalu i odwodnienia budynku.

Kobieta przechodzi specjalistyczne badania do rodzinnego przeszczepu nerki. Musi zostać on wykonany w ciągu najbliższych miesięcy, bo stan zdrowia pani Bożeny gwałtownie się pogarsza.

podziel się:

Pozostałe wiadomości