Nielegalne wysypisko śmiercionośnych odpadów

TVN UWAGA! 3621506
TVN UWAGA! 136337

Nasi reporterzy trafili na skażone śmiercionośnymi odpadami nielegalne wysypisko. Zagrażające bezpieczeństwu mieszkających w pobliżu ludzi skażenie, przekracza dopuszczalne normy nawet kilkaset razy. Sprawa wiąże się z ujawnionym przez nas kilka miesięcy temu skandalem z przechowywaniem przywiezionych z Ukrainy do gdańskiej spalarni skażonych chemikaliami substancji.

W kwietniu tego roku nasze kamery zarejestrowały, w jakich warunkach przechowuje się odpady skażone najniebezpieczniejszymi substancjami świata. Worki przywieziono z Ukrainy, której groziła katastrofa ekologiczna. W Polsce odpady miały zostać spalone. Popioły powstałe w wyniku spalenia powinny trafić na składowisko odpadów niebezpiecznych. Tymczasem okazało się, że na składowiska do tego przeznaczone, w całym zeszłym roku przywieziono ich wyjątkowo mało. Prawie tyle samo, co w trzy miesiące tego roku. - Taka ilość popiołu jest normalna i dosyć logiczna. Na przykład spalane odpady szpitalne pozostawiają niewielką ilość popiołu. Wiem, jakie ilości spaliliśmy w ubiegłym roku i w tym roku i nie są to ilości wykraczające poza możliwości techniczne instalacji – mówił naszemu reporterowi – Sören Blum prezes firmy Port Service, na terenie której przechowywano worki z HCB. Właścicielami żwirowni, na terenie której dochodziło do wysypywanie substancji niebezpiecznych są bracia G., którzy wspólnie prowadzą firmę budowlaną i transportową. Nasz informator wskazał nam ich przedsiębiorstwo, jako to odpowiedzialne za wysypywanie niebezpiecznych dla ludzi i zwierząt odpadów. - To wyglądało jak spalony czarnoziem, z resztkami worków i wszystkiego, co wylatywało tam z pieca. Wszystko wyjeżdżało z Port Service i jechało na teren żwirowni – mówi nasz anonimowy informator. Eksperci powołani przez Inspektorat Ochrony Środowiska stwierdzili, że powodem niepełnego spalania była przeładowana instalacja. Niepełne spalanie powoduje tworzenie się nie tylko większej ilość popiołów, ale także żużlu, który może być skażony. Biegli prokuratury, która prowadzi śledztwo w tej sprawie wykryli w popiołach spalarni HCB. Badania przeprowadzano w tych samych laboratoriach, które analizowały próbki, jakie pobraliśmy na terenie żwirowni. - Wyniki analizy wskazują wysokie skażenie starymi środkami ochrony rośli, które zostały już wycofane z obrotu. Jest tam min. HCB. Takich skażeń na zwykłym polu uprawnym nie powinno być – mówi Tomasz Stobiecki z Instytutu Ochrony Roślin. W miejscach gdzie pobrano próbki, zanieczyszczenie przekracza dopuszczalne normy kilkaset razy. Oprócz HCB eksperci wykryli równie groźną dla człowieka substancję jaką jest DDT. Kilkadziesiąt metrów od żwirowni są pierwsze zabudowania Ełganowa. To wieś leżąca 30 kilometrów od Gdańska. Gmina ma charakter rolniczy, a w okolicy brak jest zakładów, który mogłyby zanieczyścić środowisko. - Te substancje są bardzo niebezpieczne dla środowiska, ponieważ nawet mała ich koncentracja może kumulować się u żywych organizmów. Przemieszczając się dalej wzdłuż łańcucha pokarmowego może zatruć ludzi i środowisko w tej okolicy. Dlatego też ten teren należy oczyścić i upewnić się, że skażenie nie wydostanie się na zewnątrz – mówi Gergely Simon z Greenpeace. Obecnie na skażonym terenie nadal trwają prace. Według planów właścicieli po zakończeniu eksploatacji żwirowni teren zostanie zalany, a w miejscu kopalni powstanie zbiornik wodny. Bez względu na ustalenia śledztwa toczonego przez prokuraturę, czy rezultaty kolejnych kontroli inspektorów środowiskowych teren żwirowni musi być zrekultywowany. Oznacza to, że skażona ziemia, albo z powrotem trafi do spalarni, albo na składowisko odpadów niebezpiecznych.

podziel się:

Pozostałe wiadomości