Straż czy karetka nie dojedzie. Sąsiad zagrodził drogę służebną rodzinie z dziećmi

TVN UWAGA! 350892
Rodzina z małymi dziećmi nie może swobodnie wyjść ani wejść do własnego domu. Droga służebna została zagrodzona, najpierw betonowymi, a później metalowymi przeszkodami. Czy eskalujący konflikt sąsiedzki da się załagodzić?

Państwo Trojanowscy nie mogą swobodnie dojść do swojej posesji. Mimo ustanowionej przez sąd służebności drogi, właściciele sąsiedniej posesji zagrodzili przejście.

- Pewnego dnia napisali pismo, że zostanie zlikwidowane nieformalne przejście z ich działki i że mamy ustalić sobie drogę, gdzie indziej – opowiada Paulina Trojanowska.

- W ten sposób nie mamy drogi dojazdowej. Nie mamy nawet możliwości dojścia do działki. Tylko dzięki uprzejmości innych sąsiadów możemy wyjść z domu, jeśli to konieczne. Chodzi o odprowadzenie dzieci do szkoły i przedszkola, a takie zrobienie zakupów – mówi Grażyna Trojanowska.

Sprawa trafiła do sądu, który nakazał rozbiórkę betonowego muru. Mimo że orzeczenie było korzystne dla Trojanowskich, konflikt przycichł tylko na chwilę.

- Sąsiedzi nie zgodzili się z wyrokiem sądu i prawem pięści postawili mur. Stawiają różne inne ogrodzenia, żeby uniemożliwić nam przejście. W ogóle nie respektują naszego prawa przejścia. A korzystałyśmy z tej drogi od lat 60. – zwraca uwagę pani Paulina.

Nie dojedzie karetka czy straż

Dom Trojanowskich otoczony jest strzeżonym osiedlem oraz budynkiem mieszkalnym. Przechodząca przez sporny grunt droga, jest jedynym możliwym przejściem.

O sprawie chcieliśmy porozmawiać z sąsiadami Trojanowskich, ale nie zdecydowali się na spotkanie z nami i oficjalne przedstawienie swoich racji przed kamerą. Twierdzą, że to oni są ofiarami nękania.

- Mam prawomocne wyroki sądów pierwszej i drugiej instancji, w których przywraca mi się naruszone posiadanie. To co mi zagradza drogę mogę usunąć na koszt dłużników – mówi pani Grażyna.

Kiedy w naszej obecności doszło do próby usunięcia przeszkody, zareagowali sąsiedzi.

- Wyrok nie obowiązuje. A tak jak pani Grażyna Trojanowska zachowywała się wobec nas… wyklinała, wyzywała moją mamę od szmat… - tłumaczył powody sporu jeden z mężczyzn.

- Nawet chcieliśmy zrobić ugodę w sposób taki, żeby dać półtora metra, żeby swobodnie mogły sobie przechodzić, tylko żeby się do nas nie odzywały, nie wyzywały. Ale nie chodzi o prawo przejścia, tylko o drogę konieczną, żeby sprzedać działkę – dodał.

Konflikt eskaluje

Konflikt eskaluje. Między rodzinami wciąż dochodzi do kłótni, a nawet naruszenia nietykalności cielesnej. Do policji oraz prokuratury wciąż wpływają nowe zawiadomienia.

- Próbowałam ich powstrzymać przed postawieniem metalowego ogrodzenia, ale zostałam pobita – mówi pani Grażyna.

- Jak chciałyśmy wykopać słupki, które wstawili na służebności drogi, to uderzono mnie szpadlem w nogę i mam ogromnego siniaka, zrobił mi się krwiak. Miałam jeszcze rozbity palec, bo przycisnął mi go szpadlem do ogrodzenia – dodaje pani Paulina.

- Służebności zazwyczaj są bardzo konfliktogenne. W konsekwencji powstają takie sytuacje, że właściciel, mimo obciążenia nieruchomości służebnością, nie godzi się z tym. Powstają ogrodzenia, pojawiają się szykany, niektórzy zakładają nawet zasieki. Wszystko po to, by uniemożliwić korzystanie ze służebności – mówi adwokat dr Jonatan Hasiewicz.

- Niestety, polski system prawny jest na tyle ułomny, że w takich przypadkach nie ma możliwości, żeby ścieżką karno-prawną albo policyjną wymóc na takim właścicielu, żeby natychmiast rozebrał przeszkodę – dodaje Hasiewicz.

„Znerwicowane i smutne”

- Nie wyrażamy zgody, żeby Grażyna Trojanowska chodziła po naszej posesji. To jest prawo własności, to jest nasza własność. To nie moja wina, że ktoś nie zadbał o drogę. Jeżeli sąd rozstrzygnie, że mamy to rozgrodzić, to rozgrodzimy – usłyszeliśmy od sąsiadów Trojanowskich.

Problem rodziny z dziećmi pogłębi się jeszcze bardziej, gdy nie będą mogli korzystać z grzecznościowego przejścia.

- Jesteśmy znerwicowane i smutne. Mam dwoje małych dzieci, które nie mogą zapraszać do domu kolegów i koleżanek, ponieważ ci ludzie zaczepiają wszystkich naszych gości. Siedzimy w domu sami jak odludki. Już dawno nie spałam spokojnie. Cały czas się martwię, czy będę miała rano jak wyjść z domu, czy znowu postawią jakieś ogrodzenie – mówi pani Paulina.

- Czuję się bardzo źle z tą sytuacją, czuję się jak złodziej, wymykając się z własnego domu, żeby pójść do sklepu i kupić chleb – mówi pani Grażyna.

- Nie mamy już fizycznej i psychicznej siły, żeby z nimi walczyć. W każdym urzędzie odbijamy się od ściany – kończy pani Paulina.

podziel się:

Pozostałe wiadomości

Zjada je codziennie 5 mln Polaków. Co naprawdę jest w kebabach?

Zjada je codziennie 5 mln Polaków. Co naprawdę jest w kebabach?

Zostawiał dzieci, wychodził z autokaru i urywał lalce głowę. „Coś strasznego, jak z horroru”

Zostawiał dzieci, wychodził z autokaru i urywał lalce głowę. „Coś strasznego, jak z horroru”

Nadchodzą podwyżki cen energii. Na czym możemy zaoszczędzić?

Nadchodzą podwyżki cen energii. Na czym możemy zaoszczędzić?

Rozbito nielegalną hodowlę psów w Gdańsku. Psy były nawet w szufladach i w piekarniku

Rozbito nielegalną hodowlę psów w Gdańsku. Psy były nawet w szufladach i w piekarniku

Miliony na zabiegi, które nigdy się nie odbyły? "Nawet 12 tys. zł na dziecko"

Miliony na zabiegi, które nigdy się nie odbyły? "Nawet 12 tys. zł na dziecko"

Chciał pomóc koledze w zdobyciu prawa jazdy. Teraz obu grozi więzienie

Chciał pomóc koledze w zdobyciu prawa jazdy. Teraz obu grozi więzienie

Zdolny chemik i śmiercionośny biznes. „Chciał poczuć smak grzechu”

Zdolny chemik i śmiercionośny biznes. „Chciał poczuć smak grzechu”