Dlaczego dzieci zabiły kota?

TVN UWAGA! 3627543
TVN UWAGA! 136383

- Teraz zabijają zwierzęta, później będą zabijać ludzi – mówi Danuta Stawińska-Wernic, właścicielka kota zabitego przez dzieci. Okrucieństwo dzieci wobec zwierząt to często początek złego zachowania, które może zaprowadzić na drogę przestępstwa. Tak jest w przypadku 8-latka i 12-latka z Warszawy, którzy w okrutny sposób zabili bezbronne zwierzę. Jak w ramach istniejącej sieci placówek wychowawczych można pomóc dzieciom, które weszły na złą drogę?

Pani Danuta od sześciu lat miała dwa koty. Zwierzęta często, zwłaszcza latem, przebywały na podwórzu. Bardzo łatwo można je było stamtąd zabrać. Od czasu do czasu ginął okazały kot rasy perskiej. Kilkakrotnie był zabierany przez dwóch chłopców z sąsiedniego osiedla. Pani Danuta przypuszczała, że to tylko niewinne zabawy dzieci. - Misiek to był mój ukochany kot. Miał osiem lat, rasowy pers z rodowodem. Przyszli do mnie za pierwszym razem, powiedzieli, że czytali ulotki i oni widzieli Misia i go znajdą. Powiedziałam, że jak go przyniosą, to dostaną nagrodę. Po 15 minutach przynieśli kota. W pierwszym odruchu dałam im czekoladki. Kacper zapytał: tylko tyle? Dałam więc każdemu po 20 złotych. Za tydzień misiek znowu zniknął – opowiada Danuta Stawińska-Wernic. Tym razem pani Danuta powiadomiła policję, która odzyskała zwierzę. Kot był przetrzymywany na sąsiednim osiedlu. Zwierzę zabrali ci sami chłopcy, którzy robili to wcześniej, 8-letni Grzegorz i 12-letni Kacper. Starszy chłopiec od dawna był poszukiwany przez policję z powodu ucieczek z domu dziecka. Kontakt z policją niestety nie powstrzymał chłopców przed kolejnym porwaniem. - Myślałam, że został kolejny raz porwany. Nie przyszło mi do głowy, że jego trup leży pod schodami w piwnicy. Nie pomyślałam, że dzieci mogły zabić kota. Oni teraz zabijają zwierzęta, później będą zabijać ludzi. To była zemsta, że ja poprzednim razem powiadomiłam policję i policja zabrała Kacpra do domu poprawczego czy domu dziecka – uważa Danuta Stawińska-Wernic. - 12-latek kazał swojemu koledze znęcać się nad zwierzakiem. To doprowadziło do śmierci zwierzęcia. Martwego kota odnaleźli policjanci. Znaleźli również ośmiolatka, który opisał mniej więcej jak to wyglądało. Natomiast jego starszy kolega jest nadal przez policjantów poszukiwany. Miał przebywać w domu dziecka, ale wcześniej z niego uciekł – mówi Mariusz Mrozek, rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji. 12-letni Kacper jest wychowankiem domu dziecka w Warszawie od pięciu lat. Jednak ostatnie dziewięć miesięcy spędził na ucieczce. Dyrektorka domu dziecka twierdzi, że mimo starań wychowawców, Kacper nie potrafił skorzystać z oferowanej pomocy. - Kacper był arogancki, potrafił być wulgarny, niegrzeczny. Okazało się, że jest duży problem z nauką, że źle funkcjonuje w szkołe i w grupie rówieśników. Wtedy podjęto decyzję o nauczaniu indywidualnym. To nauczanie na terenie szkoły nie powiodło się. Później było nauczanie indywidualne na terenie placówki, które również nie powiodło się. Kiedy nauczyciele wchodzili, Kacper używał wulgarnych słów, nie chciał siadać do nauki, nie chciał podejmować współpracy z nauczycielami. Oprócz tego miał zajęcia socjoterapeutyczne na terenie szkoły. To nie przyniosło efektu. Dlatego trafił do młodzieżowego ośrodka socjoterapii, czyli do ośrodka, w którym szkoła i internat są w tym samym budynku – mówi Dyrektorka Ośrodka Wsparcia Dziecka i Rodziny „Koło” w Warszawie. W ośrodku socjoterapii Kacper przebywał zaledwie dwa miesiące. Uciekł. Często widywany jest w kamienicy, w której mieszkają jego rodzice. - Tak naprawdę ukrywają go rodzice. Rodzice nie otwierają drzwi do mieszkania. Takich dzieci jak Kacper na ulicach mamy sporo. To są dzieci, które nie dają dorosłym szans, żeby pokazać, że można żyć inaczej – twierdzi Maria Skowrońska, dyrektorka Ośrodka Wsparcia Dziecka i Rodziny „Koło” w Warszawie. Zaledwie kilka przestanków autobusowych od osiedla obu chłopców, znajduje się ognisko wychowawcze imienia Kazimierza Lisieckiego. W dni powszednie od godziny 11 do wieczora prowadzane są tu bezpłatne zajęcia dla dzieci i rodziców. - Może tu przyjść każde dziecko z ulicy. Dzieci przyprowadzane są przez rodziców, kolegów, może tu skierować pedagog szkolny. Przede wszystkim organizujemy dzieciom czas wolny. Dbamy o wyrównywanie zaległości szkolnych. W zależności od potrzeb prowadzimy zajęcia specjalistyczne z zakresu terapii pedagogicznej, psychoedukacji i socjoterapii. Oferta dla rodziców to warsztaty umiejętności wychowawczych, gdzie staramy się przekazać wiedzę i umiejętności takie, które pomogą rodzicom samodzielnie rozwiązywać problemy wychowawcze z dziećmi - mówi Elżbieta Tatarowicz, dyrektorka Zespołu Ognisk Wychowawczych im. Kazimierza Lisieckiego „Dziadka”.

podziel się:

Pozostałe wiadomości