Adaś, w którym nie przestało tlić się życie

TVN UWAGA! 4042120
TVN UWAGA! 189689

– Nie chcę go za bardzo rozpieścić, ale po takich przeżyciach człowiek specjalnie się przejmuje, kiedy dziecko płacze, czy coś go boli. Kiedy synek czegoś chce, ulegam – przyznaje Paulina Ćwięczek, mama trzyletniego Adasia, którego historią żyła nie tylko Polska, ale świat. Przed rokiem dziecko wymknęło się z domu w środku nocy, ubrane tylko w pidżamę. O mało nie zamarzło. Do tej pory nikomu nie udało się przeżyć tak głębokiej hipotermii, w jakiej przebywał chłopczyk z podkrakowskich Racławic.

- Adaś się nie zmienił. Jest taki, jak zawsze: wesoły, energiczny – mówi jego mama. Jej synek wrócił do zdrowia, ale wciąż pozostaje pod opieką lekarzy. Co pół roku przechodzi kontrolę w poradni kardiologicznej. - Najtrudniejsze było, kiedy go szukaliśmy, a nie wiedzieliśmy gdzie szukać? Gdzie jest? Czy może ktoś go zabrał? A potem, kiedy był już znaleziony, kiedy trwała reanimacja… To czekanie… To trwało wieki – wspomina zdarzenia sprzed roku pani Paulina. Nie potrafi pohamować łez. To traumatyczne wspomnienia: jej dwuletni wówczas synekprzebywał kilka godzin w niekompletnej piżamce. Na mrozie. – Nie wiedzieliśmy, jak długo dziecko było wychłodzone. Ile godzin minęło? Mogło to być pomiędzy 3 a 5 godzin. Przyjeżdża wychłodzony pacjent, który wygląda jak zwłoki. Ma temperaturę zewnętrzną 5 stopni, wewnętrzną 12,7! Cóż tu więcej powiedzieć?! To pacjent, zgodnie z powszechnie obowiązującymi kanonami w zasadzie nie kwalifikuje się do reanimacji, dlatego, że w nim już nie powinno tlić się życie. A jednak się tliło! – opowiada prof. Janusz Skalski z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie. Dziś, kiedy chłopczyk przychodzi go odwiedzić, lekarz wita go z ogromnym entuzjazmem. Przytula. Całuje po główce. Zdjęcie chłopca ma w swoim gabinecie. – Dokładnie naprzeciwko mojego fotela – pokazuje pani Paulinie, mamie Adasia. – Pani syn stał się najbardziej znanym na świecie polskim pacjentem, którego losy na świecie obserwowało ponad 4 mld ludzi! Były gratulacje z Filip, Zanzibaru, Filipin – wylicza profesor.

To był ewenement. Historię Adasia relacjonowały telewizje i gazety z całego świata. Do tej pory najniższa temperatura na świecie osoby uratowanej wynosiła 13,7 stopnia. Adaś miał temperaturę o cały stopień niższą, a jednak udało się przywrócić go do zdrowia. Chłopiec spędził w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie dokładnie 74 dni. I wcale nie było oczywiste, że opuści go, jako w pełni zdrowe dziecko! Przecież organy wewnętrzne, również serce i mózg, były przez długi czas niedotlenione. Można się też było spodziewać, że u Adasia wystąpi defekt intelektualny. – Nic takiego się nie wydarzyło! – podkreśla profesor Skalski.

Oczywiście dojście do pełnej sprawności wymagało pracy. Adaś od początku musiał nauczyć się chodzić. – Najgorsze były stopy, bo najbardziej uszkodzone. Na początku Adaś kicał na podkulonych nóżkach, bo nie mógł na nich ustać – opowiada jego mama.

Dziś chłopczyk jest już zupełnie zdrowy. Kilka miesięcy temu został przedszkolakiem.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem - czekamy na Wasze zgłoszenia. Wystarczy w mediach społecznościowych otagować swój wpis (z publicznymi ustawieniami) #tematdlauwagi. Monitorujemy sieć pod katem Waszych alertów.

podziel się:

Pozostałe wiadomości