To była sobota, ósma rano, tuż po otwarciu parku wodnego w Sopocie. 21-letnia Ada i jej koleżanka postanowiły skorzystać ze zjeżdżalni, największej atrakcji tego miejsca. Nie wiedziały jednak, że basen do którego prowadzi, nie został napełniony wodą. Ada relacjonuje, że przejechała przez cały brodzik z dużą prędkością, na końcu jej nogi wygięły się.

- Zobaczyłam mnóstwo krwi, usłyszałam płacz, krzyk, widziałam, że z jej nogi wystaje coś białego - opowiada Natalia Zabielska, koleżanka.

W pobliżu nie było ratownika.

- Zaczęłam szukać ratowników. Biegałam  po całym aqaparku. Poprosiłam ich, żeby zatamowali krew, bo strasznie krwawi. Powiedzieli mi, że nie mają czym – dodaje Natalia.

Urazy okazały się poważne. Dziewczyna trafiła do szpitala.

- Lewa noga jest w bardzo złym stanie. Nie mam w niej czucia. Jest zmiażdżona i skręcona. W drugiej jest złamana kość – mówi Adrianna Zimna.

Zdaniem przedstawicieli parku wodnego do wypadku doszło dlatego, że został złamany regulamin.

- Świeciło się czerwone światło przez 21 sekund. Ona zjechała na tym świetle. To widać na monitoringu – tłumaczy Małgorzata Rudowska, Pełnomocnik Zarządu Aquapark Sopot.

- Paliło się czerwone światło. Zaczekałyśmy z pół minuty, zapaliło się zielone i zaczęła lecieć woda – zapewnia jednak Ada.

Dlaczego basen, do którego prowadziła zjeżdżalnia, nie był napełniony wodą?

- My je włączamy o odpowiedniej godzinie, natomiast jest cały proces dopuszczenia tych atrakcji. Basen nie był pusty. Chodzi o atrakcje, które nie zdążyły się napełnić – dodaje pełnomocnik zarządu.

Trzy miesiące temu na terenie tego samego aquaparku, podczas wycieczki szkolnej, doszło do tragicznego zdarzenia. Na skutek podtopienia zmarła ośmioletnia dziewczynka. Sprawą zajmuje się prokuratura. Zobacz reportaż Uwagi! na ten temat.

Dodaj komentarz