Dopiero, co skończył pracę nad serialem „39 i pół tygodnia”. W listopadzie miał pokazać światu swoje najnowsze dzieło – thriller „Ukryta gra” z Billem Pullmanem w roli głównej. Nie zdążył. Piotr Woźniak-Starak zginął tragicznie na jeziorze Kisajno.

- To był wizjoner i pasjonat kina. Miał ten komfort, że robił to z potrzeby serca. Nie traktował tego zarobkowo. Podchodził też do tego bardzo ambicjonalnie – mówi aktorka Magdalena Boczarska.

Przyjaciele i najbliżsi współpracownicy wspominają go nie tylko, jako jednego z najzdolniejszych polskich producentów filmowych, ale też, jako niezwykle empatycznego człowieka.

- Przyciągał swoją otwartością, serdecznością, gościnnością, radością z życia – wylicza aktor Antoni Pawlicki.

- To, co mi się wydaje niesamowite, to jak bardzo kochała go ekipa, od dyżurnych po głównych twórców. Wszyscy darzyli go ogromnym szacunkiem i sympatią – zwraca uwagę Boczarska.

Żył pasją

Kino kochał od zawsze. Tę miłość zaszczepił w nim wybitny reżyser Janusz Morgenstern. Swoje pierwsze kroki filmowe stawiał jednak u boku innej ikony polskiego kina – Andrzeja Wajdy.

- Mam wrażenie, że on żył z pasją i robił wszystko z prawdziwą pasją. Myśmy poznali się wiele lat temu na planie filmu „Katyń” Andrzeja Wajdy. Piotrek był tam asystentem drugiego reżysera, czyli taką osobą, która pilnuje, żeby aktorzy przychodzili o odpowiedniej godzinie i przynosi kawę aktorom – wspomina Pawlicki.

Piotr Woźniak-Starak zanim został producentem chciał poznać produkcję filmową od podszewki.

- Na planie „Katynia” powiedział coś takiego: „Zobaczysz Antoś, jeszcze zagrasz u mnie w filmie”. Rzeczywiście tak było po paru latach, zadzwonił i zaprosił mnie do swojego pierwszego filmu – przywołuje Pawlicki.

„Bogowie”

Najpierw przyszedł wielki sukces filmu „Bogowie”, o pierwszym w Polsce przeszczepie serca. Zbigniewa Religę zagrał w filmie Tomasz Kot. Niedługo potem kinowym hitem stała się „Sztuka kochania”, w której Piotr Woźniak-Starak rolę Michaliny Wisłockiej powierzył Magdalenie Boczarskiej. Obie produkcje zdobyły najważniejsze polskie nagrody filmowe.

- Dla mnie „Bogowie” to jest punkt zwrotny. Mogę powiedzieć, że pojawienie się Piotrka na mojej drodze życiowej znacząco je zmieniło. Wydaje mi się, że to był taki moment, gdzie miałem bardzo wiele do udowodnienia sobie, a Piotrek strasznie chciał pokazać, że jest producentem pełną parą. Te dni w Gdyni [na festiwalu filmowym – red.] to było coś niesamowitego. Myślę, że taki sukces łączy i spaja ludzi – przekonuje Tomasz Kot.

- Tak jak Zbigniew Religa budował swoją klinikę, tak my budowaliśmy ten film. To były intensywne dwa lata mojego życia – mówił Woźniak-Starak po premierze filmu.

Czy był zaskoczony sukcesem obrazu?

- Nie było pewności, że to się tak skończy. Cieszył się jak dziecko, potrafił się cieszyć. Powiedział kiedyś taką genialną rzecz, to było przed ogłoszeniem werdyktu w Gdyni, siedzieliśmy na plaży i on mówi, że teraz jest zabawa. Ale… bawimy się dopiero, jak mamy nowy cel na horyzoncie – wspomina Tomasz Kot.

- To było niezwykłe spotkanie, po raz pierwszy odczytałem producenta, takim, jaki ma być producent, czyli w pełni profesjonalny, będący na planie, gotowy do działania, rozmawiający z aktorami, siedzący obok reżysera – chwali aktor Rafał Zawierucha.

Pod prąd

Magdalena Boczarska zwraca uwagę, że Woźniak-Starak bardzo często działał pod prąd.

- Nawet, jeśli bliskie mu osoby doradzały mu, by z czymś postąpił inaczej, on dokonywał jakiegoś innego artystycznego wyboru. Był wierny swoim wizjom i mówił: „Jeszcze przyznacie mi rację”. I z reguły tak było.

Cztery lata temu na balu Fundacji TVN Piotr-Woźniak Starak oświadczył się dziennikarce TVN Agnieszce Szulim.

Rok później para pobrała się w Wenecji. Pół roku temu Agnieszka i Piotr opowiedzieli o swojej miłości w Uwadze!, w Kulisach Sławy.

- Miłość od pierwszego wejrzenia? Z Agnieszką to jest nawet coś głębszego, mówią o nas „stare dusze”, mamy coś takiego, że się dobrze rozumiemy. Ujęła mnie tym, że jest partnerem. Nie znam drugiej osoby– mówił Woźniak-Starak w programie.

„Zapracować na siebie”

Piotr Woźniak-Starak nigdy nie chciał być postrzegany wyłącznie, jako syn jednego z najbogatszych Polaków. Kształcił się na szwajcarskich i amerykańskich uczelniach. Po powrocie do Polski sam zabiegał o fundusze na nowe projekty.

- Naturalną potrzebą Piotrka było to, żeby zapracować na siebie. Po nim można było poznać, że jest dużo wyżej usytuowany dopiero, gdy orientowało się, że kolesie, którzy siedzą przy stoliku obok, to jest ochrona. Ale to był chyba jedyny sposób, żeby poznać, że Piotrek nie wychował się na podwórku obok – mówi Łukasz Palkowski, reżyser i przytacza: Piotrek zbierał pieniądze na „Bogów” i do każdego inwestora, co poszedł słyszał:, „Dlaczego nie weźmiesz od ojca”. Absolutnie nie wchodziło w grę, żeby brać te pieniądze od ojca. Mieliśmy kłopoty finansowe przy „Bogach”. Jeden z inwestorów się wycofał, wtedy Piotrek zastawił dom. Podziwiam go za to, że dowiedziałem się o tym dopiero po premierze.

Znajomi zapamiętali go, jako osobę uwielbiającą żarty.

- Piotrek zawsze miał ochronę, z która się zaprzyjaźniłem, bo to fantastyczne chłopaki. Ponieważ byłem od rana do nocy na planie z ekipą i ktoś przyjechał, jakiś nowy aktor i pyta: „Ty, a gdzie jest ten Starak, jak on wygląda?”. Pokazywał na Piotrka, a ja mówię, że nie, że to koordynator kaskaderów. Jak Piotrek usłyszał, to, co mówię, był zachwycony i powiedział, żebym mówił to wszystkim, że chce być koordynatorem kaskaderów – wspomina Tomasz Kot.

Wizjoner

W założonej przez siebie firmie Watchout Studio pozostało po nim puste miejsce. Uwielbiał swój gabinet, w którym sam zaprojektował fotel do biurka, przy którym pracował. Współpracownicy pożegnali Piotra wzruszającym wpisem, że są dumni, że mogli z nim pracować.

- Był nieprawdopodobnym wizjonerem i chyba najlepszą osobą, jaką w życiu spotkałam. Kochał uszczęśliwiać ludzi, kochał spełniać ich marzenia. Pamiętam, że jak zwierzałam mu się z różnych problemów to mówił:, „Co się martwisz, masz mnie”. Wiele osób miało w nim bardzo duże wsparcie – podkreśla Magdalena Boczarska.

- Obserwowanie Piotra w życiu codziennym było wielką inspiracją. To jak kochał ludzi, świat, naturę, rodzinę, swoją żonę Agnieszkę… - wylicza muzyk Wojciech Mazolewski.

Choć Woźniak-Starak podróżował po całym świecie, jego miejscem na ziemi były Mazury. Tam opracowywał nowe pomysły, tam spotykał się z przyjaciółmi.

- Piotrek był osobą, która mogła mieć wszystko, mogła być wszędzie i mieszkać, gdzie tylko, by mu się spodobało. A Piotrek kochał Mazury. Nieprawdopodobnie je kochał – mówi Palkowski.

Koniec epoki

Pozostały nierealizowane projekty.

- Wielka rozpacz, niewyobrażalna strata. Tym bardziej, że mieliśmy robić następny film, jego debiut reżyserski, w którym zaproponował mi rolę. Rozmawialiśmy o tym z pasją. Nawet o innym zakończeniu filmu. Więc szkoda, że takie zakończenie napisał ktoś na górze. Wierzę, że będzie z nami i, że na drodze filmowej będzie wspierał nas wszystkich filmowców – mówi Zawierucha.

- Boję się, że już nigdy nie będzie tak samo. To jest koniec jakiegoś etapu. Piotrek dawał możliwość swobody myślenia i wiem, że to jest koniec epoki, że muszę być teraz o wiele bardziej dojrzały, jako operator. Choć nie ma go fizycznie, to czuje jego obecność, będę o nim zawsze pamiętał – mówi Michał Sobociński, operator filmowy.

- Cały czas byłem przekonany, że to jest główna postać naszego kina na lata, na dekady. Że przy jego chęci rozwoju, pasji będą coraz większe rzeczy. Szkoda – kwituje Tomasz Kot.