Król polskiej piosenki Krzysztof Krawczyk zmarł 5 kwietnia.

- W pierwszej chwili nie dowierzałem, że tata umarł. Do tej pory nie chcę w to uwierzyć, brakuje mi słów – ubolewa Krzysztof Igor Krawczyk.

10 kwietnia muzyka żegnały tłumy i najważniejsze osoby w państwie. W dziesiątkach relacji z uroczystości ciężko dostrzec jednak syna muzyka.

- Uniemożliwiano mi dojścia do trumny. Ani w kościele, ani na cmentarzu na temat syna nie było ani słowa. Jest mi smutno, delikatnie mówiąc – przyznaje Krzysztof Igor.

Historią syna Krzysztofa Krawczyna zainteresowaliśmy się kilka miesięcy temu. Od stycznia sprawdzaliśmy fakty, rozmawialiśmy z wieloma osobami. Wiadomość o śmierci gwiazdora nadeszła, gdy reportaż był już gotowy.

W cieniu ojca

Kompozytor Krzysztof Cwynar o historii syna Krawczyka mówi stanowczo:

- To jeden z najstraszniejszych rodzinnych horrorów o jakich słyszałem. Każdy skrzywdzony człowiek musi w końcu trafić na kogoś, kto widzi tę krzywdę i ja ją zobaczyłem – przyznaje.

- Wydawało mi się, że świat ludzi, których widzimy w telewizji, jest zupełnie innym światem. A dotykają ich te same problemy, które dotykają normalnych obywateli. Ale sposób egzekucji niektórych praw jest jeszcze trudniejszy niż w normalnej rodzinie – mówi adwokat Rafał Królikowski.

Syn króla polskiej piosenki, w przeciwieństwie do dzieci innych celebrytów, nie pozuje do zdjęć i nie żyje w luksusie. Jego świat to łódzkie ulice i parki, bo w zajmowanym, kilkumetrowym pokoju w łódzkiej kamienicy nie czuje się bezpiecznie.

- W ciągu dnia albo chodzę po mieście, albo idę do jakiejś znajomej osoby. Chodzi o to, żeby odciąć się od stresu i niebezpieczeństw, które tam [w domu – red.] są. I tak jak śpiewa Rynkowski: „Mijają dni, mijają lata” – opowiadał podczas naszego styczniowego spotkania Krzysztof Igor Krawczyk.

Jak sytuację syna oceniał wówczas ojciec?

- Mam z tatą tak ograniczony kontakt, że nawet nie wiem. Nie wiem, co on uważa, bo nie wiem, jakie informacje do niego dochodzą.

Nie wystarczyło zadzwonić i zapytać?

- Robię to, dzwonię. I tata nic. Tak, jakby nie wierzył w pewne rzeczy. Ten kontakt jest jeszcze bardziej niż słaby – oceniał w styczniu syn.

Pracując nad reportażem, chcieliśmy ustalić, dlaczego 47-letni syn króla polskiej estrady nie ma kontaktu z ojcem i dlaczego żyje jak bezdomny.

Historia

Krzysztof Igor jest synem króla polskiej piosenki z nieżyjącą od wielu lat piosenkarką Haliną Żytkowiak. Dzieciństwo to dla niego wieczna podróż i garść wspomnień związanych z ojcem, pochłoniętym estradową karierą.

- Mieszkaliśmy z mamą, byliśmy w danej miejscowości i tata przyjeżdżał. Czasami kupił mi płytę, czasami zabierał do kina. Podczas tych spotkań wyczuwało się dobro, coś takiego jak na święta. To było wspaniałe – wspomina Krzysztof Igor. I dodaje: - Ale to było 40 lat temu.

Mały Krzysztof, po kilku latach spędzonych w Stanach Zjednoczonych i rozwodzie rodziców, wrócił do Polski z ojcem i jego nowo poślubioną żoną. Rodzina zamieszkała w Kołobrzegu.

Latem 1988 roku państwo Krawczykowie postanowili przenieść się do stolicy. W dniu przeprowadzki życie, 14-letniego wówczas syna gwiazdy polskiej estrady, legło w gruzach.

- To był ostatni dzień roku szkolnego, w siódmej klasie. Podobno pakowaliśmy się całą noc, przygotowując się do podróży. Około godz. 7 siadłem z przodu samochodu. Z tyłu położyła się spać małżonka taty – opowiada Krzysztof Igor.

Około południa kremowy fiat 125 z Krzysztofem Krawczykiem za kierownicą dojechał do miejscowości Buszkowo koło Bydgoszczy i minął słynny zakręt śmierci, na którym wcześniej zginął m.in. aktor Bogumił Kobiela.

- Wziął ładnie zakręt i nagle zjechał z szosy i uderzył w drzewo. Razem z ojciec wyciągaliśmy ich z tego samochodu. W najgorszym stanie był syn, bo samochód uderzył w drzewo prawą stroną, gdzie on siedział – relacjonuje Leszek Orlikowski, świadek wypadku.

Na miejsce nie zdążył dojechać żaden fotoreporter, ale lokalne gazety przez wiele dni żyły wypadkiem króla polskiej estrady, który tuż po zdarzeniu sam przyznał, że zasnął za kierownicą. Walka o życie syna gwiazdora trwała wiele dni.

- Nie zdawałem sobie sprawy z uszkodzeń, które miałem – złamania, stłuczenie pnia mózgowego, zaniki płatów czołowych, złamane szczęki – mówi Krzysztof Igor.

Niepełnosprawność

Dziś Krzysztof Krawczyk junior na pozór jest zdrowym mężczyzną. Lecz mimo miesięcy spędzonych w szpitalach, wypadek z dzieciństwa zostawił dramatyczny ślad. Pourazowa padaczka spowodowała ciężką niepełnosprawność mężczyzny i brak możliwości podjęcia jakiejkolwiek pracy.

- Bywało, że padaczki miałem kilka razy dziennie, ale czasami nie miałem prawie rok, raz tak było. [Podczas ataku] przewracałem się na ziemię, na buzi pojawiała się ślina. Fizjologicznie człowiek robi w majtki pewne sprawy – mówi Krzysztof Igor. I dodaje: - Dziś utrzymuję się z renty, tylko renty.

Tysiąc złotych renty musi wystarczyć Krzysztofowi Igorowi na miesięczne utrzymanie, lekarstwa i jedzenie.

Nieudane, burzliwe małżeństwo i bezskuteczne próby podjęcia studiów ostatecznie rozwiały jego marzenia o normalnym życiu.

Mieszkanie po dziadkach

Krzysztof Igor nigdy nie mieszkał z ojcem i jego żoną w eleganckiej willi pod Łodzią. Przez wiele lat zajmował pokój w mieszkaniu dziadków. Po ich śmierci do dwupokojowego lokalu wprowadzili się jednak stryj, jego żona i ich dorosły syn.

- Mieszkanie miało być jego [Krzysztofa Igora – red.], bo dziadkowie mówili mu cały czas, że on będzie tam mieszkał, ale stało się tak, dlatego, że on jest śmieciem, według rodziny. Nie nadaje się, bo ma padaczkę – mówi Krzysztof Cwynar.

Cwynar wyraża swoje opinie na podstawie tego, jak Krzysztof Igor ma być traktowany.

- On spędza dnie w ten sposób, że chodzi po ulicach, bo w domu jest pijaństwo. Bywają takie sytuacje, że on musi wyjść z domu, żeby się wysikać, bo nie może wejść do łazienki, bo tam jest balanga – przywołuje Cwynar.

Muzyka

Nieuleczalna choroba nie pozbawiła jednak Krzysztofa Krawczyka juniora odziedziczonego po rodzicach muzycznego talentu. Realizuje go od lat właśnie u boku piosenkarza i kompozytora Krzysztofa Cwynara w prowadzonym przez niego Studio Integracji, gdzie niepełnosprawni rehabilitują się przez sztukę.

- Widać, że chłopak ma talent, bo śpiewa duszą – przekonuje Cwynar. I dodaje: - Cały czas tylko nie mogłem zrozumieć jego rozkojarzenia. On po prostu nie wie, co ma zrobić ze swoim życiem, co go zaprowadzi do rodziny, której on praktycznie nie ma.

Czy rodzina może o tym nie wiedzieć?

- Oni są codziennie w kontakcie telefonicznym. Rodzina sprowadziła specjalnie skądś człowieka, który zajął to mieszkanie, a nie Krzyś. I oni są w codziennym kontakcie – wskazuje Cwynar. I dodaje: - Na początku jeszcze mógł zadzwonić do taty, a w tej chwili wszystkie rozmowy przejmuje macocha.

Krzysztof Igor kilka razy próbował w naszej obecności dodzwonić się do ojca. Za każdym razem telefon milczał.

- On wyje, żeby być z nimi. Nie mogę się nadziwić, żeby takie cięgi zebrać od tego grona i żeby jeszcze chcieć, bo on chce mieć rodzinę – mówi Cwynar.

W końcu Krzysztof Cwynar zaapelował o pomoc do łódzkich urzędników. Ci – po zweryfikowaniu faktów – postanowili pomóc Krzysztofowi Igorowi.

- Zawsze staramy się stawać za ludźmi pokrzywdzonymi, nieważne kto stoi po drugiej stronie. Jesteśmy po to, żeby pomagać tym najbiedniejszym, opuszczonym – mówi Katarzyna Tręda-Pisera, rzecznik osób niepełnosprawnych Urzędu Miasta Łodzi. I dodaje: - Chcemy mu [Krzysztofowi Igorowi – red.] pomóc, żeby odzyskał pewność siebie i szacunek sam do siebie, żeby nie pozwalał na przemoc i my też na nią nie pozwolimy.

Dodaj komentarz