Agnieszka C. zniknęła tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Wychodząc z domu zabrała ośmioletnią córkę Gabrysię. Rodzina nie miała z nią żadnego kontaktu. Dopiero policja ustaliła miejsce pobytu kobiety z dzieckiem.

- Skontaktowali się z mamą. Odebrała, powiedziała, gdzie jest. Wysłali tam patrol policji i karetkę pogotowia – opowiada Sandra, córka Agnieszki C.

Policja poinformowała dzieci C., że nie może zdradzić miejsca pobytu matki, bo kobieta sobie tego nie życzyła. Wcześniej jednak rodzeństwo usłyszało rozmowę, z której wynikało, że kobieta jest w Płocku.

- Od razu powiedziałam bratu, że mama pojechała do Piotra, którego poznała przez internet – mówi Sandra.

- Znaleźliśmy tylko jego profil w internecie. Był tam tylko numer telefony i, że on jest żołnierzem Jezusa Chrystusa – mówi Bartłomiej, najstarszy syn Agnieszki C.

„Proszę więcej nie dzwonić”

Rodzeństwo zaniepokojone o los siostry pojechało do Płocka. Przekonali matkę, by na spotkanie w galerii handlowej przyprowadziła Gabrysię. Spędzili z młodszą siostrą kilkadziesiąt minut. Na koniec umówili się na kontakty telefoniczne. Te jednak są utrudnione lub niemożliwe.

- Czy ja mam prawo mamie przekazać telefon? Nie wiem. Zresztą nie mam takiego obowiązku, bo to jest dziwne. Uważam, że to dziwne prześladowanie. Z różnych numerów dzwoni się do mnie. Proszę nie wydzwaniać do mnie z nieznanych numerów. Jeżeli mama nie odbiera, to jest jakiś wyraźny powód. Proszę więcej nie dzwonić. Amen. A co to znaczy? Niech tak się stanie jak Bóg powie – usłyszały najstarsze dzieci od Piotra S., u którego przebywa ich matka.

Agnieszka C. odbiera telefon tylko od 16-letniego syna.

- Jestem przy tych rozmowach i nagrywam je, żeby odzyskać mamę i siostrę. Żeby pokazać przed sądem, że dzieją się tam złe rzeczy – mówi Sandra.

W jednej z rozmów z matką 16-latek zapytał, czy matka i jego siostra uważa, by nie zarazić się koronawirusem.

- Nam to nie grozi, dziecino. Wierzę w Jezusa Chrystusa. W tym świat kłamie… pokaże ci fragmenty w Apokalipsie św. Jana. Ziemia nie jest okrągła, to wszystko jest kłamstwem. Nawet jak idziesz na plaże… patrzyłeś na horyzont, nie ma żadnego zakrzywienia. Ci wszyscy lotnicy, spadochroniarze, co wylatują w niebo muszą wszystko podpisać o tajności informacji. Z góry wszystko widać. Ziemia jest płaska. To, co nawciskali nam w szkołach, to jedno wielkie kłamstwo. Ratuj się, bądź mądry – stwierdza Agnieszka C.

Kobieta uważa, że starsze dzieci ją nękają.

- Mama twierdzi, że napastujemy ją z racji tego, że jest wierząca. Podejrzewamy, że ona jest chora psychicznie. Złożyliśmy do sądu wniosek o przymusowe leczenie ze względu na jej zachowanie – przyznaje Bartłomiej.

- Otrzymałem dokumenty, zapisy rozmów, wiadomości z komunikatorów, które w pełni potwierdziły słuszność racji zarówno mojego klienta, jak i rodzeństwa Gabrysi. Temu dziecku może dziać się krzywda. Może stać się jej coś złego – mówi Mateusz Budziński, adwokat rodziny Gabrysi.

Prawnik daje przykład: Znalezione zostały recepty na leki. Dziecko było chore, miało zapalenie oskrzeli. Natomiast recepty na antybiotyki nie zostały wykupione, matka można powiedzieć metodami niekonwencjonalnymi starała się leczyć dziecko na przykład modlitwą.

Wniosek o przymusowe leczenie

W tym samym czasie, gdy rodzeństwo złożyło wniosek o przymusowe leczenie matki, w koszalińskim sądzie toczyła się sprawa rozwodowa między rodzicami Gabrysi. Adwokat rodziny – w trosce o Gabrysię - złożył do sądu wniosek o to, by dziewczynka zamieszkała z ojcem. Sąd przychylił się do tego.

- Bardzo niekorzystne zeznania dla tej pani złożyły jej dzieci. Pełnoletnie dzieci. Uważają, że ojciec małoletniej dziewczynki należycie wywiązuje się ze wszystkich obowiązków. Jest osobą, która funkcjonuje prawidłowo. Natomiast matka wykazuje dziwne objawy, jak można tak powiedzieć, uzależnienia od religii. Całe swoje życie podporządkowała sferze duchowej. To ma dosyć duże nasilenie. Uważają, że to wszystko źle wpływa na ich małoletnią siostrę – wyjaśnia Sławomir Przykucki, rzecznik Sądu Okręgowego w Koszalinie.

- Pojechałem z wyrokiem, ale i tak mi jej nie dali. Policja powiedziała, że nie może odebrać dziecka matce i to wszystko – denerwuje się pan Artur, ojciec Gabrysi.

Mężczyzna złożył do sądu kolejny wniosek o przymusowe wydanie córki.

„Mam nadzieję, że nie ma mnie pan za szaleńca”

Tymczasem Sandra i Bartłomiej, po wielu nieudanych próbach kontaktu z matką, zdecydowali się na wyjazd do Płocka.

Drzwi mieszkania otworzył pan Piotr. Dzieci nie mogły porozmawiać z matką, ale mężczyzna wpuścił do mieszkania reportera.

- Constantin`e to jest moje drugie imię, narodzony na nowo. Oznacza Ducha, Nowego Ducha, jakim jestem w ciele. Mam nadzieję, że nie ma pan mnie za szaleńca i jakąś sektę, bo sekta nie mieści się w jakimś domu. Nikt tu nikogo nie przetrzymuje. Niech pan zostawi numer telefonu, ja powiem pani Agnieszce, żeby się skontaktowała – oświadczył Piotr C.

Starsze dzieci są przerażone sytuacją.

- Wydaje mi się, że najciężej znosi to Sandra, nasza siostra. Nie śpi po nocach, boi się, że coś się może stać Gabrysi. Że mamie coś grozi przez tych ludzi. A Gabrysia jest zamknięta z nimi trzeci miesiąc – mówi Bartłomiej.

Dodaj komentarz