Brak kontaktu z dziennikarzem coraz bardziej niepokoił znajomych oraz rodzinę.

- Nie mogłam się dodzwonić 14 lutego. To była nasza wieloletnia tradycja, że rozmawialiśmy ze sobą w święta walentynkowe – mówi Katarzyna Śmiechowicz, aktorka i wokalistka.

- Zaczęliśmy wszystkich obdzwaniać, wszystkie kontakty, ale telefon był wyłączony – mówią znajomi Gadomskiego.

Tymczasem ku zaskoczeniu wszystkich, w internecie ukazała się informacja o jego śmierci. Jak się później okazało Bohdan Gadomski nie żył już od dwóch tygodni.

Stan przedawkowania insuliny

Niedługo przed śmiercią dziennikarz muzyczny Bohdan Gadomski przebywał w domu swoich dobrych znajomych - łódzkiego śpiewaka operowego oraz jego żony. Małżeństwo opiekowało się nim po długotrwałym pobycie w szpitalu. Po dwóch dniach dziennikarz trafił do szpitala w stanie przedawkowania insuliny.

Opiekunowie Gadomskiego spotkali się z reporterką Uwagi! Pod ich opieką pozostaje Oskar - ukochany pies zmarłego dziennikarza. Po przeprowadzonym wywiadzie, małżeństwo nieoczekiwanie zmieniło zdanie i wycofało zgodę na udział w programie.

Nasi rozmówcy mówili, że przyjaźnili się z Gadomskim od prawie trzydziestu lat. Kiedy dziennikarz przebywał w ich domu, po wyjściu ze szpitala, czuł się dobrze i cieszył ze spotkania z psem. Miał także różne zachcianki żywieniowe. Po wieczornym podaniu insuliny, miał poprosić o pozostawienie go w pokoju. Dramat nastąpił rano, kiedy nie można było dobudzić dziennikarza. Wtedy wezwano pogotowie.

Ampułka

Ratownicy pogotowia znaleźli przy Gadomskim pustą ampułkę po insulinie. Niestety lekarzom nie udało się wybudzić dziennikarza z głębokiej śpiączki cukrzycowej. Jak wykazały wyniki badań histopatologicznych, przyczyną jego śmierci były następstwa skrajnej hipoglikemii.

Opiekunowie dziennikarza uważają, że insulinę podali we właściwy sposób. Choć przyznali, że nie posiadali do tego celu specjalistycznego przyrządu odmierzającego jednostki leku, a jedynie ampułkę z igłą. Podkreślili jednocześnie, że dziennikarz miał cały czas dostęp do leków, a przedawkowanie insuliny mogło ich zdaniem być następstwem próby samobójczej.

Prokuratura

Czy Bohdan Gadomski rzeczywiście mógł planować samobójstwo? Niejasne okoliczności śmierci dziennikarza wyjaśnia prokuratura. Jednak jak dotąd nikomu nie przedstawiono zarzutów.

- Przyczyną śmierci było uszkodzenie ośrodkowego układu nerwowego, co było konsekwencją przedawkowania insuliny – przyznaje Krzysztof Kopania z Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

- Z relacji mężczyzny, pod którego opieką pozostawał Bohdan G., wynika, że po raz ostatni podał mu insulinę w sobotę 7 marca. Wcześniej pili razem wino, Bohdan G. jadł czekoladę i kogel-mogel, bo takie miał życzenia, po czym poprosił, aby go pozostawić – relacjonuje Kopania.

Jak aplikowano insulinę?

- Wszystko wskazuje na to, że w tym celu nie był wykorzystywany specjalistyczny pen przystosowany do aplikowania właściwych dawek insuliny – przyznaje Krzysztof Kopania.

„Boguś zbyt kochał życie, żeby się z nim żegnać”

Śmierć Bohdana Gadomskiego mocno poruszyła bliskich dziennikarza.

- Niepokoiło nas i nie podobało się to, że była próba zatuszowania tej śmierci. Jaki ktoś ma cel, jak nie mówi, że ktoś umiera przez dwa tygodnie?To osoba publiczna – wskazuje Artur Gotz, aktor i wokalista.

- A wcześniej to, że był w szpitalu. Prawdziwy przyjaciel nie odcina innych przyjaciół – dodaje Katarzyna Śmiechowicz.

- Boguś zbyt kochał życie, żeby się z nim żegnać, ot tak sobie i popełniać samobójstwo. To nie on. Zawsze był w pełni dyspozycyjny psychicznie. Nie było po nim widać żadnej depresji. Miał przyjaciół, kochanego psa – podkreśla dziennikarka Krystyna Pytlakowska.

Dwa miesiące przed śmiercią Bohdan Gadomski przepisał majątek swojej wieloletniej opiekunce, pani Marii. Tymczasem będąc w szpitalu zmienił zdanie, ofiarując mieszkanie oraz oszczędności rodzinie zaprzyjaźnionego śpiewaka. Do zmiany testamentu według opiekunów, miało skłonić go pobieranie pieniędzy z konta dziennikarza przez jego poprzednią opiekunkę. Kobieta miała także utrudniać dziennikarzowi kontakt z rodziną oraz przyjaciółmi.

Z relacji opiekunów dziennikarza, wynika, że Gadomski będąc w szpitalu, miał żalić się, że poprzednia opiekunka pobrała z jego konta 10 tysięcy złotych. Jednocześnie przyznają, że tuż po wyjściu ze szpitala dziennikarz upoważnił ich do dysponowania swoimi kontami. Gadomski miał sam poprosić o zawiezienie go do banku.

- Pani Maria była jego przyjaciółką, znali się od 40 lat. Pieniądze, które były pobierane z konta pana Bohdana były pobierane za wiedzą i zgodą pana Bohdana – przekonuje Marcin Białecki, pełnomocnik pani Marii.

Tuż po śmierci Bohdana Gadomskiego, opiekunowie bezprawnie dysponowali jego emeryturą, mieszkaniem oraz znajdującymi się w nim pamiątkami oraz rzeczami osobistymi. Organizując pogrzeb wypłacili z jego kont 40 tysięcy złotych.

Detektyw

O pomoc w wyjaśnieniu tajemniczych okoliczności śmierci dziennikarza, jego znajomi poprosili detektywa.

- W mojej ocenie największe podejrzenia wzbudza fakt, że wszelkie działania poprzedzające śmierć pana Gadomskiego wyglądały na celowe i zaplanowane. Tak jakby ktoś przewidywał, że za chwilę straci on życie – przekonuje detektyw Bartosz Weremczuk i wyjaśnia: To przygotowywanie pełnomocnictw, odbieranie kluczy od mieszkania, odsuwanie przyjaciół od opieki, chodzi o uniemożliwienie kontaktu Bohdanowi Gadomskiemu z innymi osobami. To wygląda na celowe i zaplanowane. Druga kwestia dotyczy niekorzystnego rozporządzania mieniem spadkobierców. Jeden z opiekunów po śmierci Bohdana Gadomskiego poszedł do banku i wypłacił znaczną sumę pieniędzy na podstawie nieważnego już pełnomocnictwa.

Ceniony dziennikarz

Bohdan Gadomski był cenionym dziennikarzem muzycznym. Przeprowadzał wywiady z gwiazdami, recenzował festiwale muzyczne. Przez wiele lat pisał do Angory, w której miał stały cykl pod tytułem: „Salonowe burze Bohdana Gadomskiego”.

- Bohdan był kontrowersyjny, ale bardzo kolorowy. Był znawcą muzyki, przyjacielem polskiej muzyki. Oczywiście miał dużo zalet; był bardzo złośliwy, kochany i zdolny. Kochał wielkie głosy. Jak kogoś kochał, to na zabój. To ciekawa postać, której jest mi brak – mówi muzyk Marian Lichtman.

- Szukamy prawdy. Chcemy się dowiedzieć, co w ostatnich dniach życia robił Bohdan. Straciliśmy bardzo bliską nam osobę – tłumaczy Artur Gotz.

- Myślimy, że sąd i prokuratura to wyjaśnią, trzeba to zostawić fachowcom. Jest jednak dużo wątpliwości – dodaje Gotz.

Opiekunowie Gadomskiego nie mają sobie nic do zarzucenia. Podkreślają, że dziennikarz miał świadomość jak drastycznie posuwa się jego choroba i że nie mogą brać odpowiedzialności za to, co dziennikarz zrobił sam. Przekonują, że nie skrzywdziliby cierpiącej osoby, niczego nie ukrywają, a swoje racje przekazali prokuraturze.

Dodaj komentarz