11 maja 2018 / 19:50

Nagabywał 12-latkę. Biznesmen aresztowany

Chorzowska policja otrzymała zgłoszenie o molestowaniu 12-letniej dziewczynki. Jej matka robiła wszystko, by pomóc zidentyfikować i zatrzymać podejrzanego mężczyznę. Policja popełniała jednak błąd za błędem.

12-latka została zaczepiona przez obcego mężczyznę na przystanku, w okolicach szkoły.

- Poprosił, żeby pomogła znaleźć mu mieszkanie, gdzie mieszka jego narzeczona. W aucie miał kwiaty, co miało uwiarygodnić wersję, że jedzie do narzeczonej – mówi Arkadiusz Andała, prywatny detektyw.

- Córka mówiła, że ten pan uchylił spodnie i onanizował się. Używał przekleństw, córka była mocno wystraszona. Dał jej pieniądze. Za milczenie, żeby nie opowiadała tej historii – mówi matka dziewczynki.

Monitoring

Kobieta dowiedziała się o molestowaniu córki 20 grudnia ubiegłego roku. Przypadkiem odkryła, że córka ma pieniądze, które nie pochodziły z kieszonkowego. Dziewczynka przyznała się, kto jej zapłacił i za co. Następnego dnia rano matka dziewczynki zgłosiła sprawę na policję. Prosiła o sprawdzenie monitoringu z wszystkich kamer, które znajdowały się w pobliżu. Policja popełniała jednak błędy. Po dwóch miesiącach dochodzenia w sprawie pojawił się prywatny detektyw.

- W odległości 200 metrów znajduje się kamera monitoringu miejskiego. Sprawa mogłaby być rozstrzygnięta, dowodowo, procesowo od ręki, gdyby bez zwłoki zabezpieczono monitoring. Byłby nagrany sprawca i jego auto - mówi Arkadiusz Andała.

Dlaczego monitoring nie został od razu zabezpieczony?

- Niefortunny przebieg zdarzeń miał miejsce w okresie świąt. Wiele firm wówczas nie pracowało i nie było do nich dostępu – tłumaczy Sebastian Imiołczyk, rzecznik policji w Chorzowie. I dodaje, że ostatecznie monitoring został zabezpieczony.

Zwabił do auta

Wydarzenia odbiły się na psychice dziewczynki.

- Córka przez dwa tygodnie nie chciała nic jeść. Później zaczęłam z nią rozmawiać, zaczęła podawać coraz więcej szczegółów – opowiada matka.

Dziewczynka przyznała matce, że spotkała mężczyznę ponownie. Tydzień później na tym samym przystanku o tej samej godzinie. Według jej relacji, kierowca czarnego samochodu zaczepił ją, a potem zwabił do auta.

- W jakiś sposób mu zaufała, ale myślę, że główną jej motywacją był strach. Pojawia się drugi raz i bezwiednie wsiada do tego auta. Odjechał z nią w ustronne miejsce – mówi Andała.

- Sytuacja nas przeraziła. Byłam na spotkaniu w wydziale kryminalnym, u naczelnika wydziału. Przekazałam informację, którą córka mi podała, że ten mężczyzna poprosił o spotkanie. I prawdę mówiąc, miałam nadzieję, że zostanie przygotowana zasadzka - mówi matka dziewczynki.

„To jest partactwo”

Matka 12-latki współpracowała z policją. Przekazywała informacje, które mogłyby pomóc w ujęciu mężczyzny. Zgodziła się nawet udział córki w policyjnej zasadzce. Akcja zatrzymania podejrzanego nie powiodła się, bo policja popełniła kolejny błąd.

- 3 stycznia policjanci podjęli próbę zatrzymania tego mężczyzny. Niefortunnie pojawił się oznakowany radiowóz. W tym samym czasie, dokonywał rutynowych czynności, kontroli ruchu drogowego – mówi Arkadiusz Andała. I podkreśla. - To jest partactwo. Chciałbym dobrać inne słowo, ale się nie da. Jest to błąd w sztuce na poziomie podstawowym.

Matka dziewczynki napisała skargę do komendanta. Ten sprawdził jak było prowadzone dochodzenie w tej sprawie i wyciągnął konsekwencje. Stanowisko stracił zastępca naczelnika wydziału kryminalnego.

„Podwładni działali opieszale, bez determinacji. Źle skoordynowali działania podczas zasadzki”, napisał komendant w uzasadnieniu.

- Nie była planowana zasadzka. Nie wiem dokładnie, w szerszym kontekście, o czym jest mowa – mówi Sebastian Imiołczyk.

Skazany za kilkukrotny gwałt

W lutym dochodzenie nabrało tempa. Do sprawy został przydzielony nowy policjant. Dzięki jego zaangażowaniu udało się szybko zidentyfikować podejrzanego Mariusz D. Prokuratura postawiła mu zarzuty i wydała nakaz jego zatrzymania. Mężczyzny nie było w mieszkaniu. Prokuratura złożyła do sądu wniosek o areszt i 6 kwietnia wydała za nim list gończy. Detektyw szukając Mariusza D. zebrał dużo informacji na jego temat.

- Jest to mężczyzna, który odbiega od standardowego wyobrażenia pedofila. Jest to biznesmen, prowadzi firmę, w kraju i zagranicą. To manager, który wie, co robi, potrafi planować, zarządzać, kalkulować. Ma niezależność finansową, stać go na dostatnie życie. To duże zaskoczenie, że popełnia takie przestępstwa – mówi Arkadiusz Andała.

Okazuje się, że Mariusz D. już w przeszłości był karany. W 2006 roku dostał wyrok za kilkukrotny gwałt na dziewczynce poniżej 15-tego roku życia. Nie mogliśmy zapoznać się z aktami sprawy, bo podczas procesu została wyłączona jawność. Mariusz D. spędził w więzieniu cztery lata.  Udało nam się porozmawiać z jego partnerką.

- To oszczerstwa i pomówienia, tyle mam do powiedzenia. On wychował ze mną moją córkę, która ma 10 lat. Miała, jak myśmy się poznali – mówi kobieta.

Czy wie, że jej partner był skazywany za przestępstwa seksualne?

- Wiem. Ale, nie na dziecku. To nie była dziewczynka. Teraz proszę pani, dziewczynki 14-letnie rodzą dzieci. Lepiej jest z kimś pójść do łóżka, a później powiedzieć, że ktoś ją zgwałcił – mówi partnerka Mariusza D.

Dla kobiety trzykrotny gwałt nie ma już większego znaczenia.

- To jest czas przeszły. Dobrze, był kiedyś skazywany, ale nie można całe życie brać człowieka... On się po prostu zmienił, ludzie się zmieniają – twierdzi partnerka Mariusza D.

12 kwietnia podejrzany mężczyzna w asyście swojego adwokata sam zgłosił się na policję. Został zatrzymany i przewieziony do prokuratury. Mariusz D.  nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. Twierdzi, że ma alibi, który śledczy będą weryfikować.

- Mam do niego ogromny żal, że skrzywdził moją córkę. Na pewno powinien za to odpowiedzieć. Te zdarzenia zostaną na długo w jej pamięci. To wywarło ślad w jej psychice, choć w tej chwili sama nie jest w stanie o tym powiedzieć – mówi matka 12-latki.

Biegli uznali zeznania dziewczynki za wiarygodne. Mariusz D. został aresztowany na trzy miesiące.

Komentarze

Dodaj komentarz do artykułu
  • Udostępnij komentarz w:
publikuj
Właśnie pojawiły się nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
~Gość

Bezwiednie, ze strachu weszła, jasne.
Łatwe pieniążki się spodobały.

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      0
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        0
      • zgłoś naruszenie
      ~Gość

      Powaznie wsiadla drugi raz do,auta tego zboczenca? Czego uczyli ja rodzice??? Tutaj jest rowniez ich wina zapewne nie uczyli jej niczego skoro mlodociana byla taka naiwna niech sie cieszy ze uszla z zyciem a wy rodzice zacznijcie ja doksztalcac bardziej w tym,kierunku!!!!

      • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
          0
        • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
            0
          • zgłoś naruszenie
          ~Gość

          a że tak zapytam, ta matka nie mogła powiedzieć dziewczynce że do obcego auta sie nie wchodzi?

          • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
              0
            • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                0
              • zgłoś naruszenie
              Pomoc | Zasady forum
              Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.