Córka pani Izabeli urodziła się 25 lat temu. Poród był trudny, a z powodu strajku anestezjologów lekarze nie przeprowadzili na czas cesarskiego cięcia. W efekcie, z powodu ciężkiego porażenia mózgowego, Sandra nie mówi, nie siedzi i jest zdana na ciągłą pomoc matki.

- Tak naprawdę od jej narodzin cały czas walczę, moje życie to walka – przyznaje Izabela Grzelak.

Kobieta jednocześnie zmagała się też z wychowywaniem syna i chorobą alkoholową męża.

- Miało być tak, że ojciec moich dzieci miał się nimi zajmować, a mnie, jako pielęgniarce, zawsze łatwiej było znaleźć dodatkową pracę, więc wróciłam do pracy – opowiada kobieta.

- Niestety, jak przyjeżdżałam do niej, okazywało się, że dziecko jest nienakarmione i brudne, bo on spał pijany – wspomina Barbara Grzelak, matka pani Izabeli.

- Miałam wtedy pracę 12-godzinną i drugą, żeby utrzymać dzieci i dom. I do tego była jeszcze opieka nad Sandrą. Było bardzo ciężko. Ale zawsze w życiu trafiam na bardzo dobrych ludzi – dodaje pani Izabela.

- Razem pracowałyśmy, dopiero po jakimś czasie opowiedziała mi swoja historię, dosyć mroczną, mąż-alkoholik, długi, nieprzespane noce, z tyłu głowy wiecznie było to, czy dziecko jest nakarmione – mówi Anna Kacprowska, przyjaciółka pani Izabeli.

Koniec małżeństwa

- Po iluś latach, jak człowiek ma wmawiane, że jest bezwartościowy, to zaczyna w to wierzyć i tak się czuć. Ciężko wyjść z czegoś takiego. Przeszłam dużo, ale na szczęście w pewnym momencie powiedziałam „stop”. W momencie kiedy zaczynał się nowy rok i miałam skończyć 44 lata. Powiedziałam wówczas, że muszę zacząć nowe życie. Z dziećmi. I tak zrobiłam - mówi pani Izabela.

Kobieta odeszła od męża, spłaciła długi i odtąd sama utrzymywała dom, pracując jako pielęgniarka na dwóch etatach i opiekując się dziećmi, w tym chorą Sandrą. Do dziś pomaga jej w tym schorowana matka.

- Muszę pomagać córce, bo kto jej pomoże? Od nikogo nie chciała pomocy, nikogo nie prosiła – tłumaczy pani Barbara.

- Nigdy nie wzięłam od państwa złotówki. Jak raz w życiu poszłam do opieki, za namową mojego świętej pamięci taty, to pani w opiece powiedziała, że jestem bogata, jak na osoby, które są w trudnej sytuacji – przywołuje pani Izabela. I dodaje: - Wówczas w pewnym sensie uniosłam się też honorem i powiedziałam, że stać mnie na to, żeby dziecko miało pieluchy, czy inne rzeczy.

Mieszkanie

Po latach, schorowana Sandra jeszcze bardziej podupadła na zdrowiu. Ciężka skolioza i coraz częstsze infekcje doprowadziły do sytuacji, że dziś dziewczynka oddycha tylko jednym płucem.

- Właściwie to każdego dnia jest bój, bo w domu jest wilgoć i grzyb, a to w każdej chwili może zabić Sandrę – mówi Anna Kacprowska.

Zdaniem lekarzy, sytuację zdrowotną Sandry radykalnie pogarsza wilgoć panująca w zrujnowanej kamienicy. Pani Izabela za całe zgromadzone oszczędności przeprowadziła remont komunalnego mieszkania.

- Wymieniłam wszystkie meble. Wcześniej musiałam wyrzucić połowę rzeczy – ubrań, pościeli, bo wszystko śmierdziało stęchlizną, wilgocią. I od nowa mam w mieszkaniu to samo – mówi.

- Dodatkowo, Sandra ma zapisane w opinii, że musi mieć łóżko ortopedyczne – dodaje pani Izabela.

- Postanowiłam pokazać [pani Izabeli] drogę, jak trzeba walczyć o to, żeby zmienić warunki mieszkaniowe – mówi Anna Kacprowska.

Za namową koleżanki, pani Izabela złożyła do wydziału lokalowego urzędu miasta wniosek o przydział suchego mieszkania, w którym - zgodnie z zaleceniami lekarzy – Sandra miałaby pokój, gdzie można byłoby wstawić specjalne łóżko.

- Po złożeniu papierów byłam zaproszona w wydziale lokalowym do pana kierownika. Pan insynuował, że orzeczenie o niepełnosprawności załatwiłam Sandrze po znajomości. Proszę sobie wyobrazić, jak czuje się matka takiego dziecka. To jest po prostu dramat – mówi kobieta.

Zdesperowana mama Sandry poprosiła o interwencję Rzecznika Osób Niepełnosprawnych. Po analizie dokumentów i bezpośredniej rozmowie obu pań wydawało się, że w sprawie nastąpi przełom.

- Pani Izabela była subtelna w swojej prośbie, czasami klienci są różni, roszczeniowi. A tu od razu wiedziałam, że to jest rodzina, która zasługuje na bardzo szybką pomoc – mówi Katarzyna Tręda-Pisera, łódzki rzecznik osób niepełnosprawnych.

Po interwencji rzecznika, wydział lokali zmienił zdanie i przyznał rodzinie Grzelaków mieszkanie w wyremontowanej kamienicy. Radość skończyła się jednak na klatce schodowej.

- Rzecznik osób niepełnosprawnych napisał w opinii, że Sandra potrzebuje oddzielnego pokoju, odpowiedniego mieszkania przystosowanego do osoby niepełnosprawnej, po czym rodzina dostaje wskazanie mieszkania w ogóle nieprzystosowanego do osoby niepełnosprawnej. Są schody, a w mieszkaniu jest kabina prysznicowa 80 cm, gdzie nie ma jak umyć dziecka – mówi Anna Kacprowska.

- Potrzebuje mieszkania dla swojej niepełnosprawnej córki, a tam Sandra musiałaby być więźniem własnego domu – dodaje pani Izabela.

Gdy interweniowaliśmy w sprawie mieszkania dla chorej Sandry, w magistracie okazało się, że urzędnicy sami zorientowali się, że poprzedniej propozycji rodzina nie mogła przyjąć. Pani Grzelak przyznano inny lokal w reprezentacyjnym budynku zbudowanym od podstaw przez łódzki TBS.

- Zostają nam formalności, chodzi o specjalną komisję, która decyduje o przyznaniu mieszkań – mówi Jolanta Baranowska z Urzędu Miasta Łodzi. I dodaje, pokazując nam 44-metrowy lokal: - Mam nadzieję, że to będzie mieszkanie dla pani Izy i jej córki.

Aktualizacja:

Odpowiednia komisja zatwierdziła propozycję mieszkania dla rodziny pani Izabeli. Kobieta odebrała już klucze i razem z chorą córką oraz synem wprowadziła się do nowego mieszkania.

Dodaj komentarz