- Oni wycięli mi drzewa i krzewy. Mi te drzewa nie przeszkadzały – mówi Stanisław Kulas.
- On przyjdzie, głupot nagada, a potem przyjdą i zniszczą człowieka. Przecież ta kara to jest dorobek całego życia – odpowiada na zarzuty sąsiada Dariusz Lis, syn Józefa Lisa.
Kiedy dziennikarze UWAGI! zajęli się sprawą kary nałożonej na Józefa Lisa okazało się, że jego obecne problemy mogą być związane z trwającym od lat konfliktem z sąsiadem. Kilka lat temu mieszkający w pobliżu Stanisław Kulas chciał kupić ziemię. Okazało się, że wcześniej kupili ją Lisowie. Według nich interwencja sąsiada w gminie miała być zemstą. 
- Przyleciał do nas Kulas i zaczął krzyczeć na mojego tatę. Podbiegłem do niego i kazałem mu stąd iść. A potem jeszcze powiedział, żeby mój tata przestał stawiać znicze na grobie jego ojca. Wtedy odpowiedziałem, że jego tata jest niewarty, żeby stawiać na jego grobie świeczki - opowiada Dariusz Lis. – Zdenerwowałem się, uległem emocjom. Dzisiaj bym tego tak nie powiedział – dodaje. 
Rodziny znają się od pokoleń. Nieżyjący już ojciec Stanisława Kulasa był ojcem chrzestnym Józefa Lisa. Między starszym pokoleniem również dochodziło do sporów, jednak nigdy nie były one tak ostre jak obecny. 
- On nie będzie mojego ojca z ziemi wyciągał i bzdur nie będzie opowiadał. Józek, to mi wykrzykiwał, że on był na tym grobie, żeby się załatwić. On mi takich rzeczy nie będzie mówił. Właśnie to mnie zabolało najbardziej. W urzędzie, gdzie w ogóle nie w sprawie tych wycinek byłem, przyjechał wójt i spytał co słychać. Jak mu powiedziałem o tym, co się stało, to mnie zawołał i złożyłem zeznania – wyjaśnia Stanisław Kulas. 
Zgonie z Ustawą o Ochronie Środowiska na każdą wycinkę krzewów starszych niż 10-letnie trzeba dostać urzędowe pozwolenie. Lisowie uważali, że krzewy, które wycinają mają mniej niż 10 lat, więc o zgodę nie wystąpili. Sąsiad był innego zdania i poinformował wójta o wycince. Kary za nielegalne wycięcie krzewów nalicza się mnożąc powierzchnie wykarczowanego terenu razy trzy. W wypadku Lisów wójt  wyliczył, że należna kara to 370 tysięcy złotych. 
- To jest kara rujnująca, doprowadzająca moich rodziców do tego, że cały majątek ich życia wójt chce wziąć do gminy – komentuje sytuację Dariusz Lis, syn Józefa Lisa.
Wójt twierdzi, że gdy dotarło do niego zawiadomienie o wycince, musiał podjąć działania administracyjne. Jednak według Józefa Lisa,włodarz gminy wykorzystał tę okazję, żeby odegrać się na nim za zatarg, jaki wcześniej powstał między nimi. W pobliskiej wsi Olszyna, gdzie Lisowie także mają pole, wójt planował budowę ścieżki pieszo-rowerowej. Józef Lis odmówił oddania pod nią pasa swojej ziemi. 
- Nigdy nie chciałem od pana Lisa ziemi pod budowę ścieżki rowerowej. Owszem, były takie rozmowy. Ale zerwałem je, bo na moją propozycję wykupu działki, pan Lis rzucił taką cenę, że musiałem te rozmowy przerwać. I nigdy do tematu już nie wracaliśmy. A gdyby pan Kulas nie pojawił się u nas, to sprawa wycinki nie ujrzała by światła dziennego prawdopodobnie nigdy. Nie mogłem przymknąć oczu na tę sprawę, bo wtedy pan Kulas mógłby iść do prokuratury z podejrzeniem popełnienia przestępstwa, bo wójt nic nie zrobił w jego temacie – mówi Sławomir Wojciechowski, wójt gminy Szczytno. 
Znalezienie rozwiązania utrudnia fakt, że - jak ustaliliśmy - już na początku sprawy wójt popełnił poważny błąd. Okazało się, że gdy gminni urzędnicy mierzyli teren po wyciętych krzakach, Lisowie nie zostali o tym zawiadomieni. 
Już w trakcie realizacji reportażu Samorządowe Kolegium Odwoławcze skierowało sprawę z powrotem do wójta. To on ma zdecydować, czy kara zostanie utrzymana. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy SKO zaleca wójtowi jej umorzenie, bo przy oględzinach pola nie było właścicieli. Czy jest jednak szansa na pogodzenie się zwaśnionych sąsiadów?