Pan Henryk ma 90 lata. Od urodzenia mieszka w małym, drewnianym domu w gminie Klwów. Jest samotny nigdy nie miał żony, ani dzieci. Jego najbliższa rodzina to siostra i brat. Oboje to starsi, schorowani ludzie. Teraz odwiedza go jedynie siostrzeniec.

- Wcześniej dawał sobie radę sam. Pomimo wieku, jeszcze kilka lat temu potrafił jechać 8 km na rowerze do miasta. Ale przyjeżdżaliśmy, kontaktowaliśmy się przez sąsiadów. Czasami przywoziliśmy mu zakupy – opowiada Robert Skrętowski, bratanek pana Henryka.

Udar

Problemy zaczęły się w tym roku, kiedy pan Henryk dostał udaru i trafił do szpitala.

- Jak byłem zdrowy, to sobie radziłem i prałem. A teraz mam bezwładną rękę. Sparaliżowaną. Ruszam nią, ale nic nie mogę zrobić – przyznaje Henryk Czapnik. I dodaje: - Ja bym już chciał, żeby pochowali mnie na cmentarzu.

- 7 maja zabrałem Henryka ze szpitala i przywiozłem go do jego domu, bo nie chciał iść do Warszawy. Zawsze się martwi o to gospodarstwo, co tu się dzieje, czy mu czegoś nie kradną, tak jak to bywa w przypadku starego człowieka – mówi pan Robert.

Pan Henryk wymaga całodobowej opieki, dlatego jego siostrzeniec zaraz po wyjściu mężczyzny ze szpitala, zwrócił się do gminy o umieszczenie go w domu pomocy społecznej.

- Pani kierownik OPS-u w Klwowie cały czas nam mówi, że my, jako rodzina, powinniśmy płacić za DPS. Zaproponowano, żebym przyjechał do urzędu gminy i podpisał dokumenty zrzeczenia się jego gospodarstwa. A to gospodarstwo jest jeszcze zapisane na rodziców Henryka. Nie jest ani moją, ani Henryka własnością. Więc jakim prawem? – dziwi się bratanek 90-latka.

- Jest to kompletne nieporozumienie. Ustawa o pomocy społecznej jasno mówi, że zobowiązane [do płatności za DPS – red.] są osoby najbliższe – małżonek, dzieci. Natomiast rodzeństwo i dzieci tego rodzeństwa już nie – zaznacza Paweł Maczyński, przewodniczący Polskiej Federacji Związkowej Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej.

- Przepisy mówią jasno o tym, że ta opłata powinna być regulowana z dochodu tej osoby, a nie jej majątku. Nie można oczekiwać wyzbycia się majątku. Równie dobrze możemy wyobrazić sobie sytuację, że w którymś momencie ta osoba z DPS-u wychodzi. I dokąd ma wrócić? – dodaje Maczyński.

Pan Robert i jego żona nie mogą codziennie opiekować się panem Henrykiem, bo mieszkają 100 kilometrów dalej.

- Pracujemy i musimy realnie ocenić nasze możliwości. Jak wychodzimy do pracy, to nie zostawimy Henryka w bloku. Dla niego to obce miejsce, nieznane. Ja lub mąż musielibyśmy przestać pracować – mówi Anna Rejor, żona pana Roberta.

„Prosiła, żebym tego nie mówił”

Gmina ograniczyła się do zapewnienia panu Henrykowi opiekunki, jednak jego siostrzeniec przekonuje, że to zbyt mała pomoc.

- Od kiedy wyszedł ze szpitala, przyjeżdżam do niego co trzeci dzień. I doskonale orientuję się, co tu się dzieje. Jak sprawuje się opiekunka, czy przychodzi, czy nie przychodzi – mówi pan Robert.

- Nie gotuje nic, jedynie robi kanapki. Prosiła, żebym tego nie mówił, ile nie była u mnie – mówi pan Henryk. I dodaje: - Potrzebuję pomocy, bo sam sobie nie radzę.

Dyrektorka ośrodka pomocy społecznej nie chciała z nami rozmawiać. Przyjął nas wójt Klwowa. Zapytaliśmy samorządowca na podstawie jakich przepisów pracownicy jego jednostki mieli sugerować, by bratanek płacił za DPS 90-latka.

- Jeżeli państwo jesteście zainteresowani, to takowe przepisy państwu prześlemy – stwierdził Piotr Papis.

Mimo że reporter zwrócił uwagę, że nie ma takich przepisów, wójt dalej broni dyrektorki ośrodka pomocy społecznej.

- Zna przepisy, bo jest wieloletnim pracownikiem, jest bardzo kompetentną osobą, grzeczną, uczuciową i delikatną.

- Dzisiaj wykonałem parę telefonów i sprawa jest załatwiona od ręki. Jeżeli jest to interwencja, to bardzo udana. Za pewne niedociągnięcia można tylko przeprosić. Odpowiedzialność biorę na siebie i w ciągu siedmiu dni pan Henryk znajdzie swoje miejsce, w którym poczuje się bezpiecznie – zapewnia Piotr Papis.

Dodaj komentarz